czyli
Nie takie znowu heheszki.
Niemal już 10 lat temu pochyliliśmy się nad intrygującym tematem granatów lotniczych - czy to w postaci niemieckiego Störkörpera, czy to radzieckiego AG-2.
Nie wszystko było wówczas jasne czy jednoznaczne, szczęściem po czasie tak długim nieco informacji można jeszcze uzupełnić.
Jedną z - nie ukrywajmy gorzkiej prawdy - ironicznych sugestii tamtego tekstu było, że - z racji na mikre wymiary głowicy niemieckiego SK - może elaborowano go prochem czarnym dla lepszego efektu wizualnego wybuchu. No, okazuje się, że jednak nie - i Niemcy postawili tu jednak na efektywność, a nie efektowność. Głowice SK napełniane były bowiem pierwotnie flegmatyzowanym pentrytem (o masie 28 g), jednak we wrześniu 1940 roku zmieniono materiał wybuchowy na trotyl, znacznie mniej wrażliwy na ostrzał. Stwierdzono bowiem, po próbnych ostrzeliwaniach wyrzutników niemiecką amunicją 7,9 mm i brytyjską 7,7 mm, że przy SK elaborowanych pentrytem 12% trafień w wyrzutnik powodowało wybuch granatu, przy czym w przypadku 90% wybuchów nastąpiła także detonacja jednego lub więcej sąsiednich granatów. Jednostki zobowiązane były do zwrócenia posiadanych starych granatów do jednej z Mun, która wymieniała je na taką samą liczbę Störkörperów napełnionych trotylem.
Co warto nadmienić - i co podejrzewaliśmy już w poprzednim wpisie - w przeciwieństwie do radzieckiego AG-2, który przy czasie działania zapalnika sięgającym 3,2-4 s opadał po zrzucie aż 40-55 m, Störkörper - lżejszy, posiadający większy spadochron (zapewne też szybciej się otwierający, jak można sądzić z budowy granatów) i krócej działający zapalnik - wybuchał rzeczywiście znacznie wyżej; jak wykazały prowadzone w początku 1940 roku testy, przy rzeczywistym czasie działania zapalnika wynoszącym 2,3-2,9 s granat niemiecki tracił zaledwie 3-7 m wysokości, zaś odchylenie boczne przy poprzecznym wietrze 1,5 m/s mieściło się w zakresie 1-2,5 m.
I wobec tego jeszcze podkreślić trzeba, Störkörper - prace nad którym zaczęto już w połowie l. 30. - pomyślany był w założeniu jako uzbrojenie samolotów bombowych i rozpoznawczych, do obrony martwych pól ostrzału tylnych strzelców za usterzeniem czy kadłubem. Jak zresztą stwierdzono w styczniu 1940 roku na podstawie prowadzonych testów, ich wyniki przeszły oczekiwania - zagrożenie dla myśliwca znajdującego się w tej strefie stanowiły nie tylko granaty ze spadochronami, wybuchające po 1 czy 2 s, ale także cztery elementy rozpadających się po wyrzucie obudów granatów, uznano zatem, że Störkörper całkowicie spełnia swoje zadanie - wywierając jednak działanie w większym stopniu moralne niż niszczące, zgodnie zresztą ze swoją nazwą. Stąd uzbrojenie samolotów w granaty traktowano jako pilne i widać, że pokładano wówczas w tej broni naprawdę duże nadzieje, w początku 1940 planując wyposażenie w nią docelowo wszystkich samolotów bombowych i rozpoznawczych, co skutkowało planami dostaw sięgającymi aż do grudnia, acz - co wytknęła E-Stelle Tarnewitz, której przekazano wówczas z Rechlina zadanie dopracowania Störkörpera - nie brano przy tym najwyraźniej w wystarczającym stopniu pod uwagę, że broń ta będzie skuteczna tylko przez jakiś czas, aż przeciwnik zda sobie sprawę z jej ograniczonego oddziaływania.
No a jak wyglądał on niesławny wyrzutnik SKAV, o którym wspominaliśmy i którego nazwę rozwinąć wypada jako Störkörperausbringvorrichtung? Ano tak, jak zobaczyć możemy na poniższym zdjęciu He 111 ze SKAV 25/106 (zapisywanym też oficjalnie jako SKAV 25-106), uwiecznionego w roku 1940.
Budowa tego wyrzutnika, stosowanego na He 111, dość była prosta - miał postać okrągłego magazynka rurowego wypełnionego granatami, wystającego do tyłu z kadłuba samolotu i zakończonego ostrołukową owiewką. Na dole rury umieszczony był łańcuch z zaczepami, przesuwający granaty ku tyłowi i wypychający je z magazynka przez otwór w owiewce. Łańcuch poruszany był po prostu ręcznie za pomocą cięgien - każde pociągnięcie za dźwignię na stanowisku strzeleckim B (tylne górne) wyrzucało jeden granat. Sama owiewka była zamocowana zawiasowo i otwierana na bok w celu naładowania wyrzutnika. Całość miała długość 190 cm, ważyła 41 kg na pusto i 54 kg załadowana 25 granatami SK 106. Co ciekawe, w przeciwieństwie do pozostałych wersji wyrzutnika, SKAV 25/106 był opancerzony i odporny na ostrzał w zakresie kątów po 20 stopni od tyłu - rura wykonana była hartowanej stali grubości 4 mm, a od tyłu dodatkowo chroniona wspomnianą pancerną owiewką.
Poniżej możemy ujrzeć niejakie szczegóły bliższe konstrukcyjne SKAV 25/106 na przykładzie He 111 porzuconego w Iraku w 1941 roku.
Tutaj zaś ponownie zobaczyć możemy SKAV 25/106 w kadłubie He 111 - tym razem owiewka jest otwarta do ładowania, a w rurze wyrzutnika widoczne są granaty SK 106.
Z kolei wyrzutnik SKAV 10/106 na 10 granatów SK 106 wyglądał konstrukcyjnie wcale podobnie do SKAV 25/106, acz - jako nieopancerzony, wykonany z aluminium - pozbawiony był pancernej owiewki i granaty wypadały z niego po prostu do tyłu, nie było też wewnątrz drewnianych listew. Przewidywano montaż po dwie sztuki m.in. na samolotach Do 17 (P i Z) oraz He 111 (H i P), a w połowie 1940 także Ju 88. W He 111 i Do 17 wyrzutniki montowane były nad sobą w ściętym zakończeniu kadłuba. Oba wyzwalane były osobno (co miało tę zaletę, że mogły być załadowane granatami z zapalnikami o różnym czasie działania, do wyboru), w przypadku He 111 robił to ręcznie strzelec, acz najwyraźniej ze stanowiska C (tylne dolne), zaś w przypadku Do 17 - strzelec ze stanowiska B, ale tym razem nogą. Co ciekawe, SKAV 10/106 występował na etapie prototypowym na przełomie lat 1939/40 w dwóch wersjach - starej z jednym łańcuchem wypychającym granaty i nowej z dwoma przeciwlegle położonymi łańcuchami, acz wyrzutniki seryjne miały z powrotem jeden łańcuch.
Zachowaną końcówkę kadłuba He 111 zestrzelonego nad wielką Brytanią, z dwoma wyrzutnikami SKAV 10/106, obejrzeć możemy na zdjęciu powyższym - obejmy po prawej stronie rur mieściły kółka z łańcuchem. Mały okrągły element obok wyrzutników po prawej to obudowa tylnego światła pozycyjnego.
Podobnie ideologicznie skonstruowany był i wyrzutnik SKAV 55/70 dla granatów SK 70, acz tym razem znacznie był dłuższy - tak z racji na większą liczbę granatów (55), jak i ich większą długość (SK 106 miał średnicę 105 mm i długość 60 mm, SK 70 - średnicę 69,5-70 mm i długość 108 mm - patrz niżej; oba ważyły zresztą tyle samo, ok. 0,5 kg). Rura tego wyrzutnika, zamontowana wzdłuż prawego boku kadłuba He 111, miała aż 7,5 m długości i sięgała na wysokość stanowiska strzeleckiego C (tylne dolne), a ważyła przy tym 36 kg pusta i 63,5 kg załadowana. Jej wylot nie wystawał już na zewnątrz z kadłuba, kończyła się gładko, zaokrąglonym otworem w oprofilowaniu końcówki kadłuba poniżej prawego steru wysokości, dlatego też tym razem wypatrzenie He 111 ze SKAV 55/70 nie jest już takie oczywiste. Uproszczony był także mechanizm przesuwania granatów - zamiast łańcucha z hakami była to już prosta metalowa taśma z przynitowanymi blaszanymi zaczepami, a jako że rura kończyła się powyżej stanowiska dolnego strzelca, zwykła korba napędzająca taśmę zamontowana była niedaleko poniżej końca rury wyrzutnika, bez potrzeby stosowania jakichkolwiek długich cięgien wzdłuż kadłuba itp., i każde pół obrotu korby wyrzucało jeden granat. Co warto zauważyć, wyrzutnik SKAV 55/70 był zatem dostępny z wnętrza samolotu i w przeciwieństwie do SKAV 10/106 i SKAV 25/106 mógł być doładowany w locie. Acz nie był jednak najwyraźniej traktowany jako rozwiązanie do końca zadowalające czy docelowe – w lipcu 1940 firmie M. Westermann & Co G.m.b.H. zredukowano zamówioną liczbę SKAV 55/70 z 800 do 400 sztuk, motywując to zmniejszeniem zapotrzebowania ze względu na uruchomienie produkcji opancerzonego SKAV 25/106
I jeszcze do kompletu, w połowie 1940 roku, przy okazji przymierzania się do instalacji wyrzutników na Ju 88, z elementów nadliczbowych SKAV 55/70 wydłubano sobie też jakiś mniej lub bardziej zaimprowizowany SKAV 10/70 - ale raczej pozostał on wersją nieoficjalną.
Jeśli chodzi o wygląd całych granatów, na rysunku powyżej pokazane mamy formy i wymiary kompletnych SK 70 oraz SK 106 - po lewej stronie wczesną postać ze stycznia 1940, zaś po prawej formę powiedzmy dojrzałą, z wiosny-lata 1940, choć de facto przyznać trzeba, że było tych odmian dosłownie bez liku. Po prawej stronie u góry pokazana jest także dla porównania wielkości głowica granatu, tu bez zapalnika i ucha do zaczepienia spadochronu; widać zatem pewną osobliwość, w kompletnym SK 70 musiała być ona ułożona wzdłużnie, a w SK 106 - poprzecznie. Grubość ścianki głowicy wynosiła ledwo 5,35-5,5 mm, więc jej działanie odłamkowe było zdecydowanie oszczędne...
Sama zewnętrzna obudowa SK 70 i SK 106, niezależnie od wariantu, miała zawsze taką samą konstrukcję, wykonaną z blachy aluminiowej grubości 1 mm - składała się z korpusu podzielonego wzdłużnie na dwie połówki, zamkniętego na końcach okrągłymi pokrywkami osadzonymi w przetłoczeniach ścianek. Co może i zaskakujące, obudowa była po prostu luźno złożona i jej elementy nie były ze sobą w żaden sposób złączone - w transporcie jej połówki utrzymywało razem opakowanie, a po załadowaniu do wyrzutnika - jego rura lub jej wewnętrzne listwy prowadzące. Ładowanie granatów do wyrzutnika wymagało zatem sporo uwagi i po wyjęciu granatu z opakowania pewnego trzymania razem połówek korpusu, aby się nie rozpadł. W przypadku gdy doszło do niezamierzonego otwarcia obudowy, nie wolno było próbować z powrotem poskładać granatu, doprowadzając go do stanu używalności - należało włożyć spadochron z głowicą do połówek obudowy, zawinąć całość w papier i z odpowiednim opisem odesłać do zbrojowni.
Obudowy granatów malowane były pierwotnie na zielono, ale z czasem, we wrześniu 1940, okazało się, że powłoka malarska utrudnia czemuś ładowanie granatów SK 106 do wyrzutnika i z malowania zrezygnowano; obudowy nie posiadały od tej pory żadnej powłoki antykorozyjnej, a ochronę przed korozją zapewniały hermetyczne skrzynki transportowe (Luftdichter Patronenkasten 2 cm Ausführung B). Na obudowie nanoszone było ponadto oznaczenie czasu działania zapalnika (jak już zresztą wspomnianem zostało w części pierwszej), w postaci jednego czerwonego pierścienia dla czasu 1 s lub dwóch czerwonych pierścieni dla czasu 2 s; w zależności od opóźnienia 1 lub 2 s granaty nazywane więc były odpowiednio jako SK 70/1 i SK 106/1 oraz SK 70/2 i SK 106/2, a ich zapalniki - Reißzünder - jako RZ 1 lub RZ 2 (względnie, bardziej wylewnie, jako RZ 1 sec i RZ 2 sec).
Jako ciekawostkę wspomnieć można, że na początku rozwoju Störkörpera, w roku 1935, widziano konstrukcję tej broni cokolwiek inaczej niż zrealizowano ostatecznie w postaci SKAVów - co pokazane jest schematycznie powyżej. Granat wraz ze spadochronem umieszczone miały być w dwudzielnej tekturowej tubie o długości ok. 250 mm i średnicy wewnętrznej 40 mm. Tuba włożona była do indywidualnej rury wyrzutnika, od strony wylotowej zamkniętej pokrywą, a na drugim końcu mieszczącej tłok ze sprężyną. Po wyzwoleniu wyrzutnika tłok pod działaniem sprężyny wypychał z rury tekturową tubę wraz z zawartością oraz pokrywkę, po opuszczeniu rury tuba rozpadała się na połowy, uwalniając granat ze spadochronem (a więc ten moment wyglądał cokolwiek podobnie do wersji finalnej), acz zapalnik uruchomiony miał być tu nie poprzez otwierający się spadochron, a za pomocą sznura o długości minimum 3 m łączącego go z tłokiem wyrzutnika.
Ewolucji podlegały i same, opracowywane przez Rheinmetalla, głowice - nie wiedzieć czemu dość konsekwentnie opisywane kalibrem 3,7 cm, jak gdyby miało to w tej sytuacji jakiekolwiek istotne znaczenie (acz teoretycznie rozważano i używanie w charakterze głowic zwykłych granatów artyleryjskich 3,7 cm - więc może dlatego tak zważano na ten wymiar). Co więc ciekawe, korpus pierwszej wersji granatu SK wyglądał właśnie jak obcięta górna część pocisku 3,7 cm Sprgr. 18. Miał ten sam wymiar komory na ładunek wybuchowy (26x49 mm), tę samą średnicę zewnętrzną (36,6 mm - bez zgrubienia środkującego), ten sam gwint zapalnika (M28x1,5), a nawet te same wymiary wkrętki głowicowej, odpowiadającej tu zapalnikowi pocisku (33x33 mm) i jej obrys (promień krzywizny 259 mm). Dziwne, ale prawdziwe.
Na rysunku powyższem widzimy zatem ewolucję granatu w ujęciu chronologicznym - po lewej pierwotna forma z roku 1935, posiadająca ten kształt pokrewny pociskowi 3,7 cm. Uwaga - wariant ten jako jedyny narysowany jest z rzeczywistym zapalnikiem, jak wyglądał on później - pojęcia nie mam, dlatego pozostałe sylwetki mają zapalniki zaznaczone jeno schematycznie. Szybko, jak widać, z przerośniętej części głowicowej zrezygnowano i we wrześniu roku 1936 mamy już ten sam wprawdzie korpus, ale zamknięty płaską wkrętką z gwintem pod zapalnik (niezmiennie M10x1). No i w kroku kolejnym uproszczono kształt korpusu, rezygnując z niepotrzebnego już teraz zwężenia części przedniej, nieznacznie powiększając też średnicę - jak to widzimy na przykładzie z roku 1939, pokazanym przy okazji w dwóch wersjach technologicznych, odlewanej i ciągnionej. Był to, zda się, finalny wariant głowicy.
Jako pierwsze jednostki w SK wyposażone miały być od marca 1940 Aufkl.Gr. 121, Aufkl.Gr. 122, Aufkl.Gr. 123 oraz KG 26, dla których przewidywano dostawę 500 wyrzutników SKAV 10/106 w marcu-kwietniu (jedną z pierwszych była zapewne 5./(F) 122), po czym w maju-czerwcu planowane było dostarczenie kolejnych 1000 wyrzutników dla innych jednostek - np. w kwietniu 1940 dowództwo 3. Luftflotte (Lfl.Kdo. 3) jako najpilniejsze widziało wyposażenie w Störkörpery He 111 z KG 53 i KG 55, a także Wekusta 51. W kwietniu 1940 zakładano miesięczne zapotrzebowanie na poziomie 50 000 granatów (przy planowanej wtedy produkcji na okres maj-wrzesień wahającej się na poziomie 20 000 - 50 000), acz liczby takiej nie udało się osiągnąć jeszcze w końcu czerwca. Wąskim gardłem dla docelowej liczby 50 000 okazała się przede wszystkim niewystarczająca produkcja zapalników, wobec czego konieczne było wykorzystanie zapalników granatów ręcznych produkowanych dla Heer (odpowiednie zapalniki wytwarzane były przez firmę Paul Schwenke z Liebenberg-Mühle), wobec czego WaA przekazać miał od maja 200 000 zapalników ze swojej produkcji, co umożliwiło by pokrycie czteromiesięcznej produkcji Störkörpera; pierwsza dostawa 12 000 sztuk nastąpiła już w początku maja 1940.
Mamy przy okazji w historii Störkörpera i ślad polski - korpusy głowic wraz z wkrętkami produkowane były m.in. w fabryce Hasag w Kielcach, która w czerwcu 1940 dostarczyła ich z bieżącego zamówienia 70 160 sztuk, przy czym w początku maja przewidywano tam wytworzenie 50 000 sztuk w maju i 100 000 w czerwcu. Na produkcję Störkörperów ze spadochronami przeznaczona była także jedna hala fabryki Hasag w Skarżysku-Kamiennej, mająca mająca realizować kontrakt przez okres roku.
Zatem aby zwizualizować sobie rzeczywistą skalę produkcji, wspomnieć można, że np. fabryka Wesco (M. Westermann & Co. G.m.b.H.) w Neheim-Ruhr miała w kwietniu 1940 bieżące zamówienia na 500 wyrzutników, 300 000 obudów granatów i 500 000 uch do spadochronu, a Wasag Reinsdorf produkował we wrześniu 1940 serię 300 000 ładunków wybuchowych z trotylu.
Jak się wydaje, zgodnie z przewidywaniami, czar Störkörpera prysł szybko, już gdzieś w końcu roku 1940, czyli po zaledwie dziewięciu miesiącach służby - w pierwszej połowie grudnia anulowane zostały ze skutkiem natychmiastowym zamówienia na 560 tysięcy spadochronów, w większości już zresztą zrealizowane, Luftmunitionsanstalt 2/III Königstädt (k. Gransee) otrzymał polecenie natychmiastowego przerwania elaboracji Störkörperów (i zmagazynowania posiadanych tudzież jeszcze mających być dostarczonymi części do dyspozycji RLM), a w styczniu 1941 Erprobungsstelle Tarnewitz poinformowała RLM, że w Kielcach realizowane jest jeszcze zamówienie na 500 000 SK, które nie zostało anulowane. A miało być tak pięknie - i jeszcze w połowie listopada dopieszczanie konstrukcji seryjnego Störkörpera trwało w najlepsze...
No i na koniec znów niejaka ciekawostka - w końcu roku 1944 wydano instrukcję adaptowania Störkörpera na małą minę lądową poprzez wyposażenie go w chemiczny zapalnik naciskowy SF 6 (z czego zda się też wynikać, że zasoby magazynowe SK musiały być i wtedy wcale pokaźne - co i w sumie nie dziwi, skoro przynajmniej w l. 1940-41 produkowano te granaty w setkach tysięcy). I tak oto w prozaiczny sposób granat lotniczy zakończył swą karierę w roli naziemnej, a może i nawet podziemnej...
















