piątek, 12 czerwca 2026

Rakietowy niewypał

 czyli

Większy nie znaczy lepszy

 Luftwaffe, rozochocona pozytywnymi doświadczeniami z lotniczym zastosowaniem lądowych rakiet 21 cm Wgr 42 Spr, postanowiła w roku 1943 zainteresować się także najnowszymi i największymi rakietami kalibru 30 cm.

 Próby przeprowadzić planowano z samolotem Bf 110, a pierwsze doświadczalne rakiety 30 cm dostarczone zostały do EKdo 25 w Achmer jesienią 1943, w celu dokonania pomiarów balistycznych i obadania możliwości montażu wyrzutni w samolocie. Co ciekawe, masę rakiety 30 cm określono wówczas jako 180 kg (w porównaniu do ważącej 112 kg rakiety kalibru 21 cm) - więc testowano prototypowe rakiety 30 cm Wk 43 Spr, ważące właśnie 180 kg, mieszczące 30 kg paliwa i osiągające prędkość 265 m/s, będące rozwinięciem dobrze znanej 30 cm Wk 42 Spr, która zresztą mniej więcej w tym okresie wchodziła do służby w wojskach lądowych. Samą zresztą 30 cm Wk 42 Spr, której w październiku 1943 zaordynowano do testów w Tarnewitz 30 sztuk, uznano za niezbyt się nadającą do zwalczania formacji bombowych ze względu na niską prędkość lotu (235 m/s), skutkiem czego nadawała się ona głównie do ataków z przodu lub z boku, acz z racji na wynikłą z silnego ognia obronnego odległość odpalenia wynoszącą 1500-2000 m, kłopoty sprawiała tu silnie zakrzywiona trajektoria lotu, a także konieczność wprowadzania poprawek na wyprzedzenie (pocisk pokonywał dystans 1500 m w czasie 7,3 s).


 Jak by nie było, przebudowę testowego Bf 110, wyposażonego w wyrzutnię podwieszoną na zamku ETC 500 pod kadłubem, ukończono w drugiej połowie października 1943 i w początku listopada z zapałem przystąpiono do prób w locie.

Już pierwszy strzał okazał się nieudany - pocisk zamiast lecieć prosto, poruszał się po spirali o średnicy 10-30 m, a po zgaśnięciu silnika zaczął koziołkować i po stromej trajektorii spadł na ziemię. Zapalnik czasowy, w który był wyposażony, nie zadziałał. Tak na marginesie - użycie zapalnika czasowego potwierdza, że podobnie jak w przypadku rakiety 21 cm, także i tu myślano o roli powietrze-powietrze.

Przy drugim strzale pocisk poleciał wprawdzie prosto, ale po wypaleniu silnika ponownie zaczął koziołkować, a wybuch głowicy nastąpił daleko od przewidzianej trajektorii. Do pełni nieszczęścia, strumień gazów prochowych podczas odpalenia uszkodził poszycie kadłuba samolotu i lekko zranił radiooperatora.

Jako że strzelania prowadzone w międzyczasie przez Heer wykazały podobne problemy, a w najbliższym czasie oczekiwano także poprawy balistyki i skuteczności rażenia rakiet 21 cm, dalsze testy tych nowych pocisków kalibru 30 cm sobie odpuszczono. 

Co ciekawe, lotnicze testy znanych, lubianych i sprawdzonych lądowych rakiet 28/32 cm Wk wykazały, że są one w tej roli także niestateczne, zatem jako takie nie nadają się na uzbrojenie samolotów. Ich wersje pochodne koniec końców jednak do lotnictwa trafiły, tyle że stabilizowane brzechwowo - acz to już zupełnie inna historia, którą opowiem, kiedy skończę zupę.