czyli
Bezzębna żmija
Miłośnikom lotnictwa drugiej wojny światowej, czy też osobliwie fanom wszelakich wunderwaffen, nieobcy jest niechybnie niemiecki bezlotniskowy rakietowy myśliwiec pionowego startu Bachem Ba 349 Natter. Broń w swej koncepcji tyleż pomysłowa, co kontrowersyjna, ale my nie zajmujmy się już nawet wszelakimi jej osobliwościami, skupiając się tylko cokolwiek bliżej i wybiórczo na kwestii uzbrojenia.
Budowane wreszcie w końcu wojny w niewielkiej serii Nattery wyposażone były ostatecznie w dziobową wyrzutnię 24 rakiet 7,3 cm R. Sprgr., znanych nam skądinąd z przeciwlotniczej wyrzutni salwowej Föhn (acz, co przy okazji trzeba nadmienić, nazwa Föhn dotyczyła tu tylko jednego rodzaju wyrzutni, a nie rakiety jako takiej, a rakieta sama w sobie nie posiadała, poza wspomnianym literowo-cyfrowym oznaczeniem, żadnego kryptonimu).
Zatem, na publikowanych od czasów niepamiętnych wizerunkach przedstawiających wyobrażenia bojowo używanych Natterów, podziwiać możemy ich dziobowe wyrzutnie zdobne groźnie sterczącymi głowicami dwudziestu czterech pocisków rakietowych, sugestywnie pokazującymi zabójczą siłę tego myśliwca.
Ba, nawet prezentowany po wojnie w USA jeden ze zdobycznych Natterów uzbrojony został w równie bojowo sterczące rakiety, utrwalając - a może, biorąc pod uwagę, okres tej prezentacji - wręcz tworząc ten znany nam dziś bezrefleksyjnie groźny wizerunek rakietowego myśliwca.
Długi na 277 mm pocisk (262 mm licząc bez zapalnika) znajdował się zatem po załadowaniu głęboko na tylnym końcu liczącej 550 mm prowadnicy, mając jej przed sobą jeszcze - lekko - jakieś 275 mm, jak zobaczyć możemy na rysunku powyżej.
No właśnie. Więc ani głowice pocisków nie wystawałyby tak bojowo z dzioba Nattera, jak to każe nam wierzyć ikonografia - ani też w ogóle same rakiety załadowane do wyrzutni nie byłyby w ogóle specjalnie widoczne z zewnątrz. Oczywiście nie miałoby to najmniejszego wpływu na bojową (nie)skuteczność Nattera - no ale wizualnie jednak by stracił na atrakcyjności.


