sobota, 12 lipca 2014

Kupper Ku 4 Austria I, czyli wakacyjne remanenta cz. 2.

W kolejnej odsłonie odkurzonych tekstów spójrzmy na inny nader interesujący szybowiec wyczynowy - Austria I.
Rozwijająca się w latach 1929-30 nowa dziedzina szybownictwa, loty na odległość z wykorzystaniem noszenia termicznego, doprowadziła w roku 1930 do powstania wysoce wyspecjalizowanej, ekstremalnej wręcz konstrukcji, jaką był szybowiec termiczny Kupper Ku 4 Austria (dla odróżnienia od swego następcy, Austrii II, nazywany później Austria I, określany jest też jako Austria Elefant). Ku 4 zbudowany został przez Augusta Kuppera dla bijącego rekordy świata w lotach na odległość Austriaka Roberta Kronfelda (1904-1948), który wygrywał m.in. w tej dziedzinie w zawodach Rhön-Segelflugwettbewerb w latach 1929 i 1930, osiągając na skonstruowanym w Forschungsinstitut der Rhön-Rossittengesellschaft przez Alexandra Lippischa szybowcu Wien odległości odpowiednio 152 i 162 km.


W celu zapewnienia jak największej doskonałości aerodynamicznej, umożliwiającej przeloty pomiędzy kominami termicznymi z jak najmniejszą utratą wysokości Austria I posiadała skrzydła o wydłużeniu 25,5, wskutek czego rozpiętość tego jednomiejscowego płatowca sięgnęła aż 30 m, stając się rekordem swoich czasów.
Szybowiec nie odniósł jednak sukcesów, do jakich był pomyślany, do czego przyczyniło się leżące u podstaw jego powstania nadmierne wydłużenie skrzydeł, mające ujemny wpływ na ich sztywność i wytrzymałość. Austria I rozleciała się w roku 1932 podczas lotu w cumulusie, pilotujący ją Kronfeld uratował się na spadochronie.

  
 Szybowiec Austria I posiadał układ górnopłata. W przedniej części znajdowała się krótka oprofilowana gondola mieszcząca otwartą kabinę pilota osłoniętą niewielkim wiatrochronem. W tylnej części gondola przechodziła w wysoki, masywny wspornik skrzydła, do którego górnej części zamocowana też była smukła belka ogonowa niosąca statecznik poziomy z podwójnym usterzeniem pionowym. Układ ten podyktowany był koniecznością zapewnienia odpowiednio wysokiego położenia tak długich skrzydeł względem ziemi, a także chęcią zmniejszenia prędkości lądowania poprzez umożliwienie przyziemienia z dużym kątem natarcia. Płat, posiadający jeden dźwigar główny i jeden pomocniczy, składał się z czterech części i posiadał na krawędzi spływu szereg powierzchni sterowych, pełniących rolę klap oraz lotek. Rolę podwozia pełniła płoza umieszczona pod tylną częścią gondoli i oprofilowana płótnem. Długość płatowca wynosiła 9 m, powierzchnia nośna 34,97 m2, obciążenie powierzchni nośnej 13,80 kg/m2, a masa startowa 482,40 kg.

sobota, 5 lipca 2014

Weltensegler Feldberg, czyli wakacyjne remanenta cz. 1.

Tak sobie pomyślałem - jako człowiek z gruntu leniwy, żeby z okazji wakacji w sposób łatwy, lekki i przyjemny, tudzież małym kosztem, uczynić objętość Kaboom! nieco bardziej okazałą. A najprościej wykorzystać w tym celu co nieco gotowców z dawnych czasów, a co się będą marnować. Tematyka w czasie najbliższym będzie więc tyleż miałka, co chaotyczna i wieloraka. Trudno. 
Na pierwszy ogień wzbijemy się w powietrze, przypominając sylwetkę tyleż zapomnianego, co ciekawego szybowca.
 
Feldberg, pierwszy na świecie bezogonowy szybowiec sportowy (i jeden z pierwszych bezogonowców w ogóle) skonstruowany został w firmie Weltensegler GmbH w Baden-Baden w roku 1920. Autorem jego projektu był dr Friedrich Wenk, jeden z pionierów konstrukcji bezogonowych - stąd też szybowiec ten nazywany też bywa Wenk-Weltensegler.


Po wykonaniu kilku krótkich lotów próbnych Feldberg wystartował w roku 1921 w drugich z kolei corocznych zawodach szybowcowych Rhön-Segelflugwettbewerb, rozgrywanych w kolebce niemieckiego szybownictwa, na górze Wasserkuppe, najwyższym szczycie gór Rhön (950 m npm). 19 sierpnia Feldberg pilotowany przez Wihelma Leuscha wzbił do swego pierwszego pełnego lotu żaglowego i po pięknym wznoszeniu wzbił się na 50 m powyżej punktu startu. Podczas stromego zniżania nastąpiła jednak katastrofa - rozleciało się posiadające niedostateczną wytrzymałość skrzydło i szybowiec runął na ziemię z wysokości 400 m, zabijając pilota. Zdarzenie to przyhamowało rozwój tego rodzaju konstrukcji w Niemczech, Wenk z przyczyn czasowych nie mógł już zbudować nowego bezogonowca do prób i dalszego rozwoju koncepcji, ale Feldberg wywarł wpływ na późniejsze projekty współpracującego z Wenkiem Alexandra Lippischa.
Feldberg posiadał układ bezogonowego górnopłata. Krótki oprofilowany kroplowo kadłub mieścił otwartą kabinę pilota. Powyżej na zastrzałach zamontowane było skrzydło o złożonym kształcie, przypominające w widoku z przodu rozpłaszczoną literę M, posiadające prostokątny centropłat o rozpiętości 9 m, ze wzniosem dodatnim, usztywniony poprzez umieszczoną poniżej skrzydła kratownicę, do którego zamontowane były końcówki o wzniosie ujemnym, ze skosem ok. 30 stopni do tyłu, pełniące poprzez zwichrzanie rolę sterolotek, a więc pozbawione równie solidnej konstrukcji wsporczej jak centropłat. Szybowiec nie miał żadnej pionowej powierzchni sterowej, tak więc miał aerodynamicznie wiele wspólnego z latającym skrzydłem. Rolę podwozia pełniła zamontowana pod kadłubem płoza.
Rozpiętość Feldberga wynosiła16 m, powierzchnia nośna 17 m2, masa startowa 120 kg, masa własna 47 kg, a obciążenie powierzchni nośnej 7 kg/m2.

piątek, 3 stycznia 2014

Kopniak od laleczki

  Jednym z bardziej popularnych - i wciąż krążących - mitów dotyczących ciężkiej pancerzownicy 8,8 cm R-Werfer 43 Püppchen jest opinia, jakoby była owa pancerzownica bezodrzutową. Efekt ten osiągany miałby być - jak uważają niektórzy - czy to dzięki odprowadzaniu gazów prochowych z przewodu lufy do przodu (coś na kształt 38 cm RW 61), czy to dzięki zastosowaniu kombinowanego układu miotającego, w którym niewielki ładunek miotający umieszczony w łusce pocisku wystrzeliwał pocisk z lufy, następnie zaś, w pewnej odległości, następował zapłon silnika rakietowego, dzięki któremu pocisk kontynuował lot.
  Nic z tych rzeczy. Pancerzownica Püppchen miała zwykłą, gładką lufę bez żadnych dodatkowych upustów, zamykaną od tyłu prostą płytą zamka. U wylotu lufy zamontowany był blaszany stożkowy deflektor gazów prochowych, który zapewne skojarzył się komuś z wylotem gazów prochowych odprowadzanych do przodu pod płaszczem wokół lufy - i tak już w świat poszło. Pocisk nie posiadał w łusce żadnego konwencjonalnego ładunku miotającego, paliwo umieszczone była wyłącznie w silniku rakietowym - kurek mechanizmu spustowego wyrzutni uderzał w zamontowaną w tylnej części pocisku iglicę, iglica zbijała spłonkę, za pośrednictwem lontu szybkopalnego i podsypki prochowej następował zapłon pojedynczego ziarna paliwowego w komorze spalania - i pocisk opuszczał lufę. Co trzeba zauważyć, było to rozwiązanie akcyjno-reakcyjne - pocisk rakietowy 8,8 cm RPzGr 4312 wystrzeliwany był z zamkniętej lufy, a więc napędzany był jednocześnie zarówno ciągiem własnym silnika, jak i ciśnieniem gazów prochowych w lufie. Dzięki temu osiągał co najmniej porównywalną prędkość maksymalną jak przenoszący identyczną głowicę bojową pocisk 8,8 cm RPzBGr 4322 Panzerschrecka, spalając przy tym prawie 4 razy mniej paliwa. Acz okupione to, oczywiście, zostało masą wyrzutni. Pozostaje zresztą kwestią tyleż ciekawą co dyskusyjną, czy paliwo spalało się jeszcze w lufie, czy też silnik rakietowy pracował jeszcze po jej opuszczeniu - jak by nie było, w tym akcyjno-reakcyjnym układzie miotającym naturalnym zjawiskiem przy strzale jest odrzut. Prostej budowy Püppchen nie miała wprawdzie oporopowrotnika, fakt, tym niemniej była sama w sobie stosunkowo ciężka, a i wyposażona w solidny lemiesz, osadzony w ziemi pochłaniającej przezeń energię odrzutu.
  Spójrzmy więc - aby poprzeć słowa faktami - na sekwencję kadrów pokazującą odpalenie pocisku z Püppchen


  Widać wyraźnie, że odrzut jest - i to całkiem solidny. Ważąca na stanowisku 100 kg, okopana pancerzownica podskakuje przy strzale dobre 20 cm w górę. Biorąc pod uwagę położenie osi lufy oraz środka ciężkości pancerzownicy względem punktu podparcia (lemiesza), to siła odrzutu sięgać musiała minimum 2-3 kN.
  Można jedynie podejrzewać, że hasło "akcyjno-reakcyjny" nasunęło komuś i kiedyś pomysł, że metody te znalazły zastosowanie rozdzielnie - pocisk wystrzeliwany był z pancerzownicy na zasadzie akcyjnej (konwencjonalnym ładunkiem miotającym), zaś potem kontynuował lot na zasadzie reakcyjnej (napędzany silnikiem rakietowym)... Tyle, że nawet (a raczej zwłaszcza) w takim układzie nie było szans na bezodrzutowość pancerzownicy - odrzut mógłby być względnie mały, ale jakiś (formalnie!) być musiał.
  

czwartek, 2 stycznia 2014

8,8 cm Flak L/56 - niuanse identyfikacji (cz. 1½)

czyli

Wielkie zamieszanie z nastawnicami zapalników
   
  Jedną z charakterystycznych cech wszelakich przeciwlotniczych odmian armaty 8,8 cm Flak L/56 jest zamontowana po lewej stronie łoża górnego, rzucająca się w oczy nastawnica zapalników.
  Jest ona nam o tyle przydatna w praktyce, że z racji na zamontowany na swym wierzchu odbiornik nastawy zapalników, jest jedną z charakterystycznych cech pozwalających odróżnić wersję 8,8 cm Flak 37 od wcześniejszych 8,8 cm Flak 18 i 36. Nastawnica we wszystkich dwóch wersjach swej klasyczne postaci wyposażona jest z tyłu w dwa gniazda, umożliwiające jednoczesne nastawienie zapalników czasowych w dwóch nabojach - wkładanych do niej pionowo, pociskami w dół.
  Proste? Hmm... Gdzież więc tytułowy problem?
  Zacznijmy więc od początku. Pierwszą część zagadki tworzą dwie informacje przemykające tu i ówdzie w niemieckiej literaturze - jakoby w pierwszej wersji nastawnica była oddzielona od działa, a dopiero potem zamontowana została na łożu górnym, a do tego jakoby wczesna wersja nastawnicy miała gniazdo tylko na jeden nabój, a dopiero później wprowadzono wersję z dwoma gniazdami. Prawda to, czy mit? Z usilnej kombinatoryki stosowanej wychodzi w każdym razie, że protoplasta 8,8 cm Flaka 18, armata 7,5 cm Flak L/60, miał już identyczną koncepcyjnie nastawnicę na dwa naboje zamontowaną na łożu górnym - dlaczegóż więc późniejsza konstrukcja miałaby mieć inaczej? Jak by nie było, zdjęcia 8,8 cm Flaka 18 z osobną nastawnicą, ani z nastawnicą na jeden nabój chyba jeszcze na szerszym forum nie wypłynęły - czyżby więc nastawnic takich jednak nie było? Może. Tutaj tylko pewne ziarno niepokoju zasiewa tabela danych technicznych w jednej z książek, wymieniająca dla 8,8 cm Flaka L/56 w rubryce "nastawnica zapalników" typy 18, 19 i 37. A więc o jeden za dużo. Prosty błąd, czy może było jednak coś jeszcze?
  Na pewno za to między bajki włożyć można wobec tego wersję, że nastawnica dwunabojowa pojawiła się dopiero wraz z 8,8 cm Flakiem 36 - bo materiał zdjęciowy przeczy temu dobitnie.

  Nieco prościej - choć nie bez domysłów niczym nie popartych przedstawia się kwestia nastawnic montowanych na armatach 8,8 cm Flak 37 pod koniec wojny. Można bowiem w literaturze spotkać enigmatyczną wzmiankę, że od 1943 roku stosowano nastawnice - orkiestra tusz - tarararam - na jeden nabój. Stosowano?! Tak, stosowano


  Na zdjęciach stacjonarnych 8,8 cm Flaków 37/2 (na łożach fortecznych) prędzej czy później wypatrzeć można nastawnice z jednym tylko gniazdem - acz jest to konstrukcyjnie zwykła nastawnica model 37, tyle że niejako wybrakowana, bez prawego (wewnętrznego) gniazda. Czy to wynikło z desperackich oszczędności i uproszczeń, niewystarczających dostaw, czy też okazało się, że jedno gniazdo w zupełności w praktyce wystarczy - pojęcia nie mam. Tym niemniej istnienie takiej wersji nastawnicy w ilościach wcale powszechnych wątpliwości budzić nie może. Czy była ona stosowana i na zwykłych, holowanych armatach - a tu się akurat nie przyglądałem.
  Drugi, jeszcze bardziej tajemniczy model nastawnicy pojawia się na późnowojennych armatach stacjonarnych 8,8 cm Flak 37/2 przekonwertowanych na holowane poprzez osadzenie na pomocniczej podstawie krzyżowej (co następowało zapewne gdzieś od końcówki 1944 roku).

 
  Tym razem jest ona nastawnica całkowicie nową, wyraźnie uproszczoną konstrukcją na jeden poziomo umieszczony nabój. Można chyba dla niej spotkać oznaczenie modelu 18/41 - ale czy prawdziwe? Widywałem ją tylko na takich właśnie przerabianych armatach stacjonarnych - nasuwa się więc kilka dalszych pytań. Czy były zwykłe armaty holowane 8.8 cm Flak 37 z taką nastawnicą? Czy były zwykłe armaty stacjonarne 8.8 cm Flak 37/2 z taką nastawnicą? Czy też może w ramach "umobilniania" armat stacjonarnych, które - przynajmniej w części - używane miały być w nowej postaci jako armaty przeciwpancerne, wymieniano także nastawnicę zapalników na prostszy i lżejszy model zastępczy?
  Tym niemniej, skoro już o cechach poszczególnych wersji 8,8 cm Flaka L/56 mowa, oba typy jednonabojowej nastawnicy pokazane powyżej pozwalają pozytywnie zidentyfikować armatę jako 8,8 cm Flak 37.

Uzupełnienie:
Były, jak się okazuje, także i zwykłe holowane 8,8 cm Flak 37 z nastawnicami na jeden leżący nabój. Osobiście widziałem wprawdzie tylko jedno zdjęcie takiej armaty, wydaje się więc, że była to odmiana rzadsza on przekonwertowanej wersji stacjonarnej.

wtorek, 26 listopada 2013

Kilka mitów

Niejednokrotnie zdarza się, że od lat - czy raczej dziesięcioleci - powtarzane są w kółko, i przez to uchodzą za bezdyskusyjne fakty, nad którymi nikt się już nie zastanawia, informacje co najmniej nie mające żadnych materialnych podstaw, a często wręcz nieprawdziwe. Wykrycie takich odwiecznych przekłamań wymaga niejednokrotnie sięgnięcia do materiałów źródłowych, acz nieraz - jeśli chodzi o parametry techniczne - można to w prosty sposób stwierdzić na podstawie prostych obliczeń.
Dla przykładu - kilka takich "prawd" związanych z niemiecką techniką rakietową doby drugiej wojny światowej:
  • Pocisk rakietowy R 4/M nie był opracowywany przez firmę Heber. Ona popełniła tylko była jednoprowadnicową wyrzutnię szynową dla R 4/M, która - jak się wydaje - w ogóle nie weszła do użycia (a na pewno nie była montowana na bojowych Me 262 i Fw 190).
  • Lotniczy niekierowany pocisk rakietowy RZ 65 nie był skonstruowany w firmie Rheinmetall. W przeciwieństwie do RZ 73, który był.
  • Przeciwlotniczy niekierowany pocisk rakietowy Föhn nie był rozwinięciem pocisku RZ 73, nie miał długości 330 mm, masy 3,2 kg, ani nie osiągał prędkości 360 m/s - wszystkie te wartości (machinalnie powtórzone z RZ 73) były w rzeczywistości znacznie niższe. Föhn nie został ponadto opracowany ani przez Henschla, ani przez Rheinmetall-Borsig - i nic nie wskazuje, aby kiedykolwiek oznaczony był Hs 217.
  • Oznaczenie pancerzownicy rakietowej 8,8 cm RPzB 43 Ofenrohr nie zostało zmienione na 8,8 cm RPzB 54 Panzerschreck wraz z wprowadzeniem tarczy ochronnej, zmiany celownika itp. Nazwa 8,8 cm RPzB 54 Panzerschreck funkcjonowała już kilka miesięcy przed dokonaniem tych modyfikacji, a same one nie miały żadnego wpływu na nazwę broni.
  • Pancerzownica rakietowa 8,8 cm RPzB 54/1 nie miała zasięgu zwiększonego do 180 m. Podobnie jak i 8,8 cm RPzB 54 mogła mieć zasięg maksymalny 100, 150 lub 200 m, zależnie od rodzaju wykorzystanej amunicji.
  • Kierowany pocisk przeciwpancerny Ruhrstahl X-7 nie mieścił ani 6,5, ani 6, ani 3,5, ani nawet 3 kg paliwa, jak to się w literaturze podaje - pocisk był na to za mały, a silnik za słaby.
  • Pociski kierowane Hecht oraz Feuerlilie (F 25 i F 25) nie były konstrukcjami firmy Rheinmetall-Borsig, która co najwyżej dostarczyła wykorzystane w nich silniki rakietowe na stały materiał pędny. Pomijając nawet drobiazg, że nazwa Feuerlilie nie oznacza "Ognistej Lilii".
  • Pierwszy prototyp rakietowego myśliwca Messerschmitt Me 163 z rejestracją KE+SW nosił oficjalnie oznaczenie czwartego prototypu - V4 (dokładnie Me 163 AV 4), a nie pierwszego - V1. Oznaczenie pierwszych trzech prototypów zarezerwowane zostały dla wcześniejszego samolotu łącznikowego Bf 163.
  • Nie ma żadnych twardych dowodów na to, że Me 163 BV 18 osiągnął 6 lipca 1944 prędkość 1130 km/h. Zdjęcia przedstawiające uszkodzony ster kierunku B V 18, które przypisuje się do tego lotu, pokazują w rzeczywistości uszkodzenie, które wystąpiło 23 grudnia 1943 przy prędkości 920 km/h.
  • Me 163 AV 10 (CD+IO) uzbrojony w rakiety R 4/M (de facto ich makiety) przedstawiany jest na schematach malowania i w modelach jako pokryty od góry, przynajmniej częściowo, plamkami kamuflażu. Jest to czysta fikcja, wygląd górnych powierzchni tego samolotu jest nieznany, na jedynym zdjęciu od przodu widać tylko kilka chaotycznych maźnięć na dziobie i krawędzi natarcia prawego skrzydła - które wcale nie muszą być elementami kamuflażu.
  • Wszystkie schematy malowania czerwonego Messerschmitta Me 163 BV 41 (PK+QL) są również czystą fikcją, bo poza ustną relacją o tym, że ad hoc pomalowany był na czerwono, nic nie wiadomo o jego wyglądzie w tej postaci.
  • Podobnie czystą fikcją są wszystkie przedstawienia Me 163 B z granatnikami SG 500 Jagdfaust, bo nic o wyglądzie tej broni na Me 163 nie wiadomo. No może poza tym, że była ona raczej zamontowana w skrzydłach, a nie w przykadłubowych komorach uzbrojenia zamiast działek.
  • Rakietowy samolot myśliwski Messerschmitt Me 263 (Ju 248) nigdy nie był opracowywany w zakładach Messerschmitta, nie powstał z przebudowy Me 163 D, ani nie został oblatany w sierpniu 1944 (w tym czasie dopiero rozpoczynano jego projektowanie). Prototyp Me 263 V1 nie miał wciąganego podwozia z jakim uporczywie rysowany jest na planach, ani wydatnych owiewek działek pod centropłatem. Nie ma także żadnych ikonograficznych dowodów na kamuflaż segmentowy górnych powierzchni, w jakim jest zwykle przedstawiany.

środa, 17 kwietnia 2013

Zagadka teletanków

O ile zastosowanie bojowe radzieckich czołgów zdalnie sterowanych w czasie Wojny Zimowej jest w miarę dokładnie opisywane w literaturze, to ich losy w kampanii roku 1941 owiane są już tajemnicą.
W ramach reorganizacji RKKA w l. 1938-1939 sformowano dwa wydzielone bataliony czołgów zdalnie sterowanych na bazie T-26 – 152. i 217., które podporządkowano odpowiednio 36. i 30. brygadzie pancernej. Mamy tu i nieciekawy polski akcent - 152. batalion wziął we wrześniu 1939 udział w „wyzwalaniu” Zachodniej Ukrainy. 36 brygada działała w składzie 5 Armii Frontu Ukraińskiego na szlaku Suraż – Dubno – Łuck – Włodzimierz Wołyński – Chełm – Lublin, jednak teletanki używane tu były jako zwykłe czołgi chemiczne czy liniowe.
Podczas formowania korpusów zmechanizowanych w ramach reorganizacji RKKA latem 1940 roku 36 samodzielna brygada czołgów weszła wraz ze 152. batalionem teletanków w skład 4 korpusu zmechanizowanego (6 armia KOWO), podczas gdy 217. batalion przekształcony został w 51. samodzielny batalion czołgów Moskiewskiego OW. Większość teletanków była już zresztą wówczas niesprawna - w najlepszym razie wymagały regulacji.
W dniu 1 czerwca 1941 RKKA posiadała ogółem na stanie 114 czołgów grup telemechanicznych - 53 TT-26 i 61 TU-26, z których po 26 TT-26 i TU-26 znajdowało się w Kijowskim Specjalnym OW, trzy TU-26 we Lwowskim OW, a pozostałe TT i TU w Moskiewskim OW.
4 mechkorpus KOWO, dowodzony przez znanego skądinąd generała Własowa, stacjonował w czerwcu 1941 na północ od Lwowa, w odległości 50-80 km od granicy. W składzie posiadał 106 czołgów T-26,  wliczone są tu też czołgi chemiczne, a więc zapewne i grup telemechanicznych.


O wojennych losach 152 batalionu nie znalazłem żadnych informacji, prócz tego, że teletanki zachodnich okręgów (KOWO i LWO) utracone zostały w pierwszych tygodniach wojny. Uzupełnieniem są tu niemieckie zdjęcia. Jak choćby powyższe, na którym widoczne są co najmniej dwa czołgi grup telemechanicznych - na pierwszym planie charakterystyczny TT-26 z aparaturą TOZ-VI. Ta sama scena znana jest też ze zdjęcia dokonanego w letniej scenerii.
Jeszcze bardziej zaintrygowało mnie zdjęcie zamieszczone w zeszycie Operacja "Barbarossa" 1941 wydanym niedawno w serii Wielkie bitwy II wojny światowej. Ukazuje pole z wrakami ośmiu T-26, z których co najmniej trzy to TT-26 z TOZ-IV. Podpis głosi: Radzieckie czołgi T-26 zniszczone pod Ostrowem. Znajdowały się one na wyposażeniu oddziałów, którymi Kirponos (...) rozkazał kontratakować jednostki niemieckie. (...) do zamknięcia pierścienia okrążenia brakowało zaledwie około 15 km, jednakże Rosjanie wskutek złej komunikacji nie mieli o tym pojęcia.
Głowna wątpliwość, jaka mi się nasuwa - pod Ostrowem czy pod Ostrogiem? Bo 4 korpus dotarł prędzej czy później w rejony tego drugiego miasta. Ale może zdjęcie to przedstawia czołgi utracone w kontratakach w rejonie Sokala - i tam szukać trzeba Ostrowa?
Może kiedyś będę mądrzejszy.
 

piątek, 5 kwietnia 2013

8,8 cm Flak L/56 - niuanse identyfikacji (cz. 1)


Jako, że ukazał się właśnie w krajowym czasopiśmie artykuł poświęcony niemieckim armatom przeciwlotniczym 8,8 cm, myślę sobie, że warto usystematyzować nieco kwestię identyfikacji poszczególnych wersji armaty 8,8 cm Flak L/56 - bo nieraz nie radzą sobie z tym zadaniem nawet autorzy opracowujący monografie tych dział. O ile bowiem zmiany wprowadzane w poszczególnych wersjach armaty są w miarę szczegółowo opisywane w literaturze, to przełożenie tego na wygląd zewnętrzny - zwłaszcza wobec występującej w praktyce pewnej różnorodności podzespołów - sprawia wielu, nie wiedzieć czemu, poważne problemy.

Na pierwszy ogień weźmy sobie standardowe holowane odmiany przeciwlotnicze, najczęściej występujące na zdjęciach.

Holowane wersje przeciwlotnicze armaty 8,8 cm Flak L/56 - cechy charakterystyczne


8,8 cm Flak 18
8,8 cm Flak 36
8,8 cm Flak 37
Lufa
każda
(najczęściej RA 1)
każda
(najczęściej RA 9)
każda
(najczęściej RA 9)
Łoże dolne
18
36
36
Podwozie
Sd.Ah. 201
Sd.Ah. 202 (204)
Sd.Ah. 202 (204)
Dosyłacz
jest
jest
nie ma

Odbiorniki
30
30
37
Nastawnica zapalników
18, 19
18, 19
37, 18/41
Tarcza
każda
każda
każda
Inne cechy
- pionowa podpora pod lufę
- ukośna podpora pod lufę
- ukośna podpora pod lufę


I KOMENTARZA SŁÓW KILKA

Lufa
Wszystkie typy luf – wczesna dwuczęściowa (RA 1), pięcioczęściowa (RA 9) oraz późna dwuczęściowa – mogły być wymiennie stosowane we wszystkich wersjach armaty i dlatego, co jest najczęściej popełnianym w literaturze błędem, lufa nie może być podstawą do rozpoznania wersji. Choć trzeba przyznać, że statystycznie działa miały najczęściej „swoje” lufy.

Łoże dolne
Holowane wersje 8,8 cm Flak L/56 posiadać mogły dwa typy łóż dolnych:
  • Typ 18 – centralna platforma łoża miała kształt ośmiokąta i była gęsto nitowana, na górnej powierzchni przedniego ogona pokrywa zasobnika na osprzęt, gniazdo kabla transmisji danych na końcu tylnego ogona, gniazda kotew do wewnątrz od podnośników, okrągłe płyty oporowe bocznych podnośników, zaokrąglone końcówki składanych ogonów.
  • Typ 36 - centralna platforma spawana, w kształcie kwadratu obróconego o 45 stopni w stosunku do osi działa, zasobnik na osprzęt i gniazdo kabla transmisji danych na bocznych ścianach platformy, gniazda kotew na końcówkach ogonów (na zewnątrz od podnośników), kwadratowe płyty oporowe podnośników, prostokątne końcówki ogonów, na wzdłużnych ogonach charakterystyczne wsporniki z hakami do podnoszenia działa na podwozie.
Podwozie
Chyba najbardziej rzucająca się w oczy cecha pozwalająca rozpoznać armatę 8,8 cm Flak 18 praktycznie z każdego kierunku - o ile nie pomyli jej się z 8,8 cm Pak L/56...
  • Sd.Ah. 201 – dwa wózki jednoosiowe, przedni dwukołowy z płaskimi błotnikami, tylny czterokołowy z półokrągłymi błotnikami mocowanymi za pomocą wsporników rurowych.
  • Sd.Ah. 202 – dwa takie same jednoosiowe czterokołowe wózki, z głębokimi półokrągłymi błotnikami mocowanymi za pomocą wsporników z ceownika. Alternatywnie i doraźnie możliwe było użycie podwozia Sd.Ah. 204 – od wersji 202 odróżniało się wizualnie pojedynczymi kołami i brakiem bębnów na kable umieszczonych na błotnikach; używano je jednak z reguły do transportu zmodyfikowanych na przewoźne dział na łożach fortecznych.
Dosyłacz
Hydopneumatyczny, zlokalizowany na lewym wsporniku powrotnika – charakterystyczny długi pręt z lewej strony powyżej lufy. Praktycznie nigdy nie był używany, z reguły złożony na pół, lub ze zdemontowaną tylną częścią, lub zdemontowany w ogóle – w tym ostatnim przypadku na wsporniku powrotnika widoczne jednak było rurowe gniazdo do montażu dosyłacza. W przypadku 8,8 cm Flaka 37 najczęściej nie ma ani dosyłacza, ani gniazda, rzadziej natomiast występuje samo gniazdo obustronnie zaślepione pokrywkami.

Odbiorniki
Służące do przekazywania z przyrządu centralnego baterii do działa azymutu, kąta położenia i nastawy zapalnika – dwa zlokalizowane na stanowiskach celowniczych po prawej stronie łoża górnego, trzeci na nastawnicy zapalników po lewej stronie łoża górnego. Występowały dwa rodzaje odbiorników:
  • Typ 30 – w kształcie bębna z promieniście żebrowaną powierzchnią czołową mieszczącą żarówkowe wskaźniki nastaw. Odbiorniki celowniczych mogły być dodatkowo zacienione rurowymi osłonami.
  • Typ 37 – prostopadłościenna obudowa z dwoma wskazówkowymi wskaźnikami obok siebie pod wspólnym okienkiem.
Nastawnica zapalników
Zlokalizowana po lewej stronie łoża górnego:
  • Typ 18 lub 19 – duża pudełkowata obudowa, gniazda na jeden lub dwa pionowo umieszczone naboje z tyłu na dole (Bogiem a prawdą – nigdy nie widziałem na zdjęciu wersji na jeden nabój); wskaźnik odbiornika typu 30 umieszczony poziomo, płasko na górnej powierzchni korpusu nastawnicy. Nastawniczy zajmował miejsce na rozkładanym siedzisku, tyłem do przodu.
  • Typ 37 – identyczna jak poprzednia na dwa naboje, odróżnia się wskaźnikiem odbiornika typu 37 umieszczonym w dużej wystającej skośnej obudowie na górze korpusu nastawnicy;
  • Typ 18/41 (acz nie jestem jednak pewien prawidłowości tego oznaczenia) – w postaci poziomej belki, na której z tyłu układany był horyzontalnie nabój, a z przodu znajdowała się niewielka obudowa mechanizmu z umieszczonym na górze skierowanym w bok odbiornikiem typu 37. Brak siedziska dla nastawniczego. Najrzadszy typ nastawnicy, spotykany w końcu wojny, głównie na działach stacjonarnych.
Tarcza
Wszystkie odmiany tarcz (płaska, płaska poszerzona, tłoczona) mogły być wymiennie stosowane na wszystkich wersjach armat i dlatego tarcza nie może być podstawą do rozpoznania wersji. Aczkolwiek 8,8 cm Flak 18 bardzo rzadko miewał tarczę tłoczoną.

Inne cechy
  • Podpora pod lufę – w przypadku 8,8 cm Flak 18 podpora po rozłożeniu i podparciu lufy do transportu ustawiona jest pionowo. W działach 8,8 cm Flak 36 i 37 jest wyraźnie pochylona w stronę wylotu lufy.
Reasumując...
Wbrew przyjętej powszechnie praktyce, identyfikując na zdjęciu odmiany działa 8,8 cm Flak L/56 nie patrzymy na lufę. W ogóle. Wzrok kierujemy natomiast na odbiorniki, łoże dolne i podwozie. Cenną wskazówką może być też obecność dosyłacza.

Ciąg dalszy - część 1½, czyli wielkie zamieszanie z nastawnicami zapalników