poniedziałek, 6 marca 2023

No to chlup, jeszcze raz!

czyli

Na drugie nóżkie!

Czas jakiś temu pochyliliśmy się na chwilę nad wcale ciekawym tematem niemieckich zapalników hydrodynamicznych do amunicji lotniczej kalibru 2 cm. Jak się okazało, temat ten daleki był od wyczerpania, i zapalniki hydronamiczne znalazły w arsenale Luftwaffe jeszcze jedno nader ciekawe zastosowanie. Ale zacznijmy od początku... A raczej od jeszcze jednego nawiązania.

W artykule o kolorystyce pocisków ciężkiego Flaku wspomniany został interesujący konceptualnie przeciwlotniczy szrapnel zapalający 8,8 cm Br. Schrgr. Flak (w pełnym brzmieniu 8,8 cm Brandschrapnellgranat Flak), który - co za zaskoczenie - będzie nas teraz ponownie do pewnego stopnia interesował, więc przyjrzyjmy mu się znów, może tym razem podpierając się nawet rysunkiem.

Korpus pocisku posiadał charakterystyczną dla szrapneli budowę dwuczęściową – w tylną, cylindryczną część pocisku wkręcona była ostrołukowa część głowicowa, zwieńczona mocowanym na gwint M50x3 głowicowym zapalnikiem czasowym Zt.Z. S.30 kurz. Centralnie wewnątrz głównej części korpusu osadzony był samolikwidator, składający się w przedniej części z rury stalowej mieszczącej pięć cylindrycznych ziaren materiału wybuchowego, zespawanej w tylnej części z rurą o większej średnicy mieszczącą kolejne dwa ziarna. Przednia rura zamknięta była od przodu wkręconym perforowanym kapturkiem, pod którym znajdowało się prochowe ziarno opóźniające. W tylnej części korpusu, wokół cylindra samolikwidatora, zlokalizowany był ładunek wyrzucający, powyżej którego umieszczony był masywny wyrzutnik, oparty z tyłu o występ skorupy pocisku i  otaczający korpus samolikwidatora. Przed wyrzutnikiem, wokół samolikwidatora,znajdowały się lotki zapalające, rozmieszczone w trzech warstwach oddzielonych blaszanymi przekładkami.

Po zadziałaniu zapalnika Zt.Z. S/30 kurz następował zapłon ziaren czarnego prochu. Płomień przekazywany był następnie do trzech rurek ogniowych, poprzez umieszczone na końcach których ziarna prochowe dostawał się do ładunku wyrzucającego. Zapłon ładunku powodował wypchnięcie wyrzutnika, który, za pośrednictwem rurek ogniowych i tarczy, w której były z przodu osadzone, wyrywał z korpusu pocisku jego przednią, ostrołukową część, wyrzucając zarazem na zewnątrz lotki. Po wyrzuceniu lotek opóźniacz prochowy inicjował ładunek samolikwidatora, rozrywając korpus pocisku. Czyli tak to mniej więcej działało - jak zwykły szrapnel, tyle że o konstrukcji skomplikowanej nieco obecnością zlokalizowanego osiowo samolikwidatora i uporządkowanym rozmieszczeniem lotek.

Ale do rzeczy, czyli zawartości.. Szrapnel przenosił z początku 72 lotki zapalające typu FAZ 51 (który to skrót rozszyfrować można niechybnie jako Füllkörper mit Aufschlagzünder 51), o średnicy 15 mm i wysokości 29 mm. Był to - jak widzimy w prawym dolnym rogu rysunku powyżej - prosty stalowy cylinderek wypełniony kompozycją zapalającą (mieszanina głównie azotanu baru, magnezu i aluminium), w przedniej części zamknięty zapalnikiem w postaci stalowego korka mieszczącego spłonkę zapalającą, a przed nią iglicę z membraną. Prościej się nie dało - tym niemniej całość działała słabo, głównie z racji na niestabilność lotek, skutkującą, przy bocznych uderzeniach, dużą liczbą niewypałów. I w ten zresztą sposób alianci dowiedzieli się wiosną 1944 o istnieniu nowej broni - gdy wracający z nalotu B-17 przywiózł niewybuchy dwóch lotek, którymi został trafiony. No ale to tak na marginesie, one wcale nas tu nie interesują.

W związku z niespecjalnie imponującą skutecznością lotek FAZ 51, prowadzone były prace nad nowej konstrukcji, stabilnymi aerodynamicznie lotkami - i w styczniu 1945 zmodyfikowany szrapnel konstrukcji Rheinmetall-Borsig z lotkami FK 44 wyposażonymi właśnnie w zapalnik hydrodynamiczny, działający po wpadnięciu lotki do zbiornika paliwa,  uznany został za udany, w miesiącu następnym będąc skierowanym do produkcji. Jak to jednak u Niemców w tym czasie już było, mimo iż zakładano całkowite przestawienie produkcji brandschrapnelli kalibrów 8,8 cm i 12,8 cm na lotki FK 44 (a nawet na ich użycie w rakietach przeciwlotniczych 21 cm), nie można było póki co liczyć na ich znaczniejsze dostawy, a i zużycie już posiadanych zasobów lotek FAZ 51 nastąpić jeszcze miało w amunicji 8,8 cm. Dodajmy do tego jeszcze konieczność zrezygnowania z wyposażania pocisków w samolikwidatory, wynikłą z braku rur odpowiednich do produkcji korpusów tychże samolikwidatorów, i mamy pełnię obrazu przodującego niemieckiego przemysłu zbrojeniowego ostatnich miesięcy wojny.

No ale wróćmy do tematu głównego naszych rozważań, czyli samej nowej konstrukcji lotki i jej zapalnika.

Na rysunku powyżej podziwiać możemy lotkę FK 44 (znaną alternatywnie, zgodnie z jej konstrukcją, jako FHyZ, ergo Füllkörper mit hydraulischem Zünder) w dwóch postaciach - po lewej z jakiegoś tam sobie rysunku fabrycznego, po prawej - z faktycznie istniejącej wersji. Różnice między nimi są, jak widać, dość formalne - sprowadzają się do proporcji całości i sposobu rozwiązania konstrukcji zespołu iglicy wraz z membraną. 

W przedniej części lotki mamy zatem masywny korpus zapalnika (zapewniający niechybnie także korzystne z punktu widzenia stateczności położenie środka masy całości), o konstrukcji praktycznie nam już znanej z amunicji 20 mm. W przedniej części zapalnika wykonane są teraz trzy skośne, skierowane do przodu pod kątem około 45 stopni kanały (średnicy w obu przykładach odpowiednio 2 i 2,3 mm), zbiegające się w centralnej komorze zamkniętej od tyłu membraną z osadzoną w niej iglicą (w prawym przypadku membrana wykonana była z plastiku, a iglica z aluminium). Membrana podparta jest od tyłu tulejką dystansową, a całość zapalnika zamyka spłonka inicjująca wyglądająca cokolwiek jak pomniejszona Sprengkapsel Duplex. Warto zwrócić uwagę, że w tym przypadku, lotki szrapnelowej, zapalnik jest nieuzbrajający się i nie posiada żadnej zewnętrznej osłony.

Tylną część lotki stanowi szpulkowatej formy stalowy korpus wypełniony mieszaniną pentrytu z aluminium i woskiem, zamocowany na zapalniku poprzez zaciśnięcie w czterech miejscach. Całość, w połączeniu z masywną częścią głowicową, gwarantowała lotce należytą stateczność w locie, niezbędną przecież do niezawodnego zadziałania zapalnika hydrodynamicznego - i tak też zresztą lotki te były określone w jednym z niemieckich dokumentów, w odróżnieniu od FAZ 51 jako "stabilne aerodynamicznie". Co do skuteczności samych lotek FK 44 i ich skutecznego zasięgu - próżno, niestety, szukać informacji...

Całość miała15 mm średnicy i 40 mm długości. Dla lepszego zwizualizowania tej wielkości na powyższym obrazku FK 44 zestawione zostały z najzwyklejszym przeciwpancernym pociskiem karabinowym kalibru 7,92 mm. Małe, ale sprytne, co?

3 komentarze:

  1. O raju! Tych szczegółów nie znałem, myślałem, że to były takie Brandsplittery jak w rakietach. A one i balistycznie są bardzo ładne i biorąc pod uwagę, że leciały wolniej od 20 mm pocisku większą miały szanse te zbiorniki podpalić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie właśnie bardziej BSowe proste lotki były w Brandsprenggranatach, nie wdrożonych do służby - w postaci otaczających materiał wybuchowy stalowych segmentów wypełnionych termitem. Natomiast w przypadku artyleryjskich Brandschrapnelli faktycznie chłopaki zaszaleli - choć rzeczywiście nazwa jest tu nieco myląca i kojarzy się z rakietowymi termitowymi BSami.

      Usuń
  2. Super rozwalasz temat. Czytam wszystko z otwartymi ustami :)

    OdpowiedzUsuń