poniedziałek, 20 stycznia 2020

Ster Wagnera

czyli

Sukces teorii praktycznej

Uważny czytelnik (a może raczej obserwator) niejednokrotnie zauważy, że niektóre budowane pod koniec wojny prototypowe pociski kierowane firmy Henschel nie posiadały zwykłych powierzchni sterowych - lotek czy steru wysokości - w miejscu których dostrzec można wąziutkie, podłużne przerywacze za krawędzią spływu skrzydeł czy statecznika.
Przerywacze te zwane są nieraz w literaturze anglojęzycznej sterami, czy też prętami, Wagnera (od nazwiska Herberta Wagnera, głównego konstruktora pocisków kierowanych Henschla), spotkać można też wobec nich niemieckojęzyczną nazwę sterów listwowych.


No właśnie, jak zwał, tak zwał - ale skąd one stery się wzięły, o co w nich chodziło i jak w zasadzie wyglądały?

U ich podstaw legły teoretyczne badania asystenta Wagnera, dr. Samu von Borbely'ego, węgierskiego matematyka parającego się lotnictwem na politechnice berlińskiej, który analizując opływy profili aerodynamicznych odkrył, że nawet bardzo mała powierzchnia sterowa na krawędzi spływu, wychylona o 90 stopni, powoduje bardzo dużą zmianę siły nośnej. Teoria ta sprawdzona została w praktyce przez projektantów Henschla w tunelu aerodynamicznym - i ku zaskoczeniu wszystkich okazało się, że wyniki praktyczne jak najbardziej pokrywają się z mniej lub bardziej uproszczonymi obliczeniami Herr Doktora.
Testy przeprowadzone w tunelu aerodynamicznym DVL wykazały, że stery takie nie wykazują znacznego spadku skuteczności do najwyższej osiągalnej w tunelu liczby Macha, 0,88, acz przyznać i trzeba, że stery listwowe przewidziane zostały w końcu w studialnym projekcie naddźwiękowego pocisku Zitterrochen, osiągać mającego 1,5 Macha.


Dla sterów listwowych przyjęto ogólną zasadę, że wychylenie steru (a więc zarazem mniej więcej jego wysokość) wynosi 2-3% (czy jak chcą inni 2,5%) cięciwy profilu aerodynamicznego, na którym jest zamontowany (choć tak na oko, a raczej na zdjęcia, odnoszę wrażenie, że jest to reguła dotycząca raczej skrzydeł, a na statecznikach poziomych o cięciwie w rodzaju 30 cm musiały być one przerywacze proporcjonalnie chyba nieco większe niż wychodzące matematycznie 7-8 mm - ale może to złudzenie?).
 

A jak on ster wyglądał w szczegółach? Na powyższym rysunku pokazany został przykładowy acz konkretny przekrój steru Wagnera, posiadającego trójkątną stronę tylną o kącie rozwarcia 120 stopni. Acz były i przerywacze o ściętym wierzchołku, zbliżone nieco zatem do trapezu.


Stery listwowe poruszane były dźwigniowo, za pomocą elektromagnesów, a więc przyjmować mogły tylko pełne wychylenia - natomiast sterowanie proporcjonalne uzyskiwane było za ich pomocą poprzez odpowiednią zmianę częstotliwości tychże wychyleń. W niektórych konstrukcjach (np. Hs 293 C czy Hs 298 V2) uwzględniana była przy tym w układzie kierowania dodatkowo prędkość lotu, czy to elektrycznie wpływając na działanie układu przerywaczy, czy to mechanicznie ograniczając zakres ich wychyleń. Poza tym, stery listwowe posiadały wszelakie zalety sterowania przerywaczami - małe opory aerodynamiczne, bardzo prostą konstrukcję (także przy sterowaniu proporcjonalnym) i wynikłe z ich małych rozmiarów minimalne zapotrzebowanie na energię.
Linią przerywaną zaznaczony został na rysunku alternatywny obrys wspomnianego powyżej przerywacza o przekroju trapezowym.

Chcąc jakoś zwymiarować sobie taki przerywacz, choćby na potrzeby modelu, przyjąć można także zgrubnie - poza wspomnianą powyżej zasadą 2,5% cięciwy, że wysokość przerywacza wynosiła chyba najczęściej około 4% jego długości, zaś oś obrotu oddalona była od jego przedniej krawędzi o około 1,5-1,7 wysokości przerywacza.

sobota, 24 listopada 2018

Superkrowa

czyli

Rakiety w Warszawie

W popularnym periodyku Technika Wojskowa Historia nr 6/2018 ukazał się właśnie artykuł Norberta Bączyka „Superkrowa” w Warszawie. Artykuł, nie bójmy się użyć tego słowa, ważny i światowym piśmiennictwie przełomowy, a traktujący o użyciu bojowym jednego z najbardziej tajemniczych niemieckich pocisków rakietowych drugiej wojny światowej – 35 cm Wurfkörper Spreng. Broń ta doczekała się w literaturze, póki co, jedynie kilku mniej lub bardziej zdawkowych wzmianek – niewiele rzucających światła na jej losy.
Praca Norberta Bączyka jest pod względem warsztatowym bez dwóch zdań znakomita, ukazująca użycie niemieckich ciężkich wyrzutni rakietowych w Powstaniu Warszawskim (a i później) szczegółowo, dogłębnie, w oparciu o oryginalne dokumenty, łącznie z oceną nowego uzbrojenia, przedstawiająca informacje unikatowe, w szerokim kontekście, a i zilustrowana relacjami wspomnieniowymi ze strony polskiej.
No dobrze, ale teraz pora na łyżkę dziegciu – tym bardziej gorzką, że znakomita podbudowa archiwalna pracy pozwala czytelnikowi myśleć, że wszelakie podane w niej informacje pochodzą ze źródeł pierwotnych i jako takie są, żeby tak rzec, bezdyskusyjne. Niestety – trudno oprzeć się wrażeniu, że autor, pomimo całego swego zaangażowania i mnóstwa włożonej w artykuł rzetelnej pracy, cokolwiek słabo orientuje się w niemieckim uzbrojeniu (przynajmniej rakietowym) i jego nazewnictwie, niejednokrotnie wprowadzając czytelnika na minę dezinformacji… Przyjrzyjmy się więc artykułowi pod tym względem nieco bliżej.
Na pierwszy, i w zasadzie najcięższy błąd, powielany wciąż i wciąż w artykule, trafiamy już na pierwszej jego stronie (s. 24):

Ten niewielki pododdział dysponował (…) prostymi stelażowymi wyrzutniami stalowymi, na których umieszczano po cztery drewniane lub stalowe skrzynie – schweres Wurfgerät 40 bądź schweres Wurfgerät 41 – z gotowymi do odpalenia, zapakowanymi wewnątrz pociskami (…).

Z kolei na sr. 26 podpis pod zdjęciem głosi:

28 cm Wurfkörper Spreng zapakowany w metalowy pojemnik schweres Wurfgerät 41. (…)

I na stronie następnej znów mamy w podpisach do zdjęć:

Żołnierze (…) przygotowują (…) do odpalenia pojemniki schweres Wurfgerät 41. Wyrzutnia-stelaż, na której kładziono najczęściej po cztery pojemniki, nie miała żadnych przyrządów celowniczych.

…gdzie widzimy pojemniki stalowe, zaś na zdjęciu dolnym, gdzie z kolei uwieczniono skrzynki drewniane:

Sd.Kfz. 251 Ausf. C (…) odpala salwę pocisków 28 cm Wurfkörper Spreng z ram startowych 28/32 cm schwerer Wurfrahmen 40 [sic, por. niżej – przyp G.], na których osadzono pojemniki schweres Wurfgerät 40.

Wynikałoby z tego, że wg autora skrzynki vel pojemniki, w które pakowano pociski 28/32 cm Wk nazywały się w wersji drewnianej schweres Wurfgerät 40, a w wersji stalowej – schweres Wurfgerät 41… Otóż – zupełnie nie. Nazwą schweres Wurfgerät określano bowiem nie skrzynki, ale te anonimowe w artykule czteropociskowe „wyrzutnie-stelaże” – w wersji drewnianej schweres Wurfgerät 40, w wersji stalowej (pokazanej na zdjęciach) – schweres Wurfgerät 41. Same skrzynki drewniane nosiły natomiast nazwę Packkiste, w zależności od kalibru pocisku 28 cm Packkiste (czy Packkiste 28, skracane jako PK 28) lub 32 cm Packkiste (Packkiste 32, czyli PK 32), zaś w wydaniu stalowym zwane były po prostu jako Packkiste (Stahl).

 
Nie jest także prawdą, że pociski zapakowane w skrzynki były gotowe do odpalenia – nie posiadały bowiem zapalników i detonatorów, które montowano dopiero po ułożeniu skrzynek na wyrzutni – co widać choćby na zdjęciach na str. 26 i 27.
Na kolejny błąd natrafiamy w podpisie górnego zdjęcia na s. 26, prezentującego muzealną kolekcję niemieckich rakiet artyleryjskich:

Z lewej pociski kal. 30 cm i 28 cm.

Pocisk pierwszy od lewej to bowiem 32 cm Wk Fl, a drugi od lewej – 30 cm Wk 42 Spr.
Na tejże samej stronie, oraz w tekście i podpisie do zdjęcia na s. 27 i s. 33 natrafiamy na oznaczenie sześciopociskowej wyrzutni montowanej na transporterach Sd.Kfz. 251 jako 28/32 cm schwerer Wurfrahmen 40 – przerośnięte, jeśli już, bo faktycznie wyrzutnia ta nazywała się po prostu schwerer Wurfrahmen 40, bez określenia kalibru.
Na s. 28 w opisie wyrzutni 30 cm Raketenwerfer 56 pada z kolei niefortunne po dwakroć zdanie:

Wyrzutnia ta osadzona była na lawecie armaty przeciwpancernej 5 cm Pak (znana szerzej jako Pak 38, ale nie była to jej oficjalna nazwa).

Po pierwsze bowiem, skoro już nazewnictwa dotknęliśmy, to o ile w przypadku niemieckiej armaty przeciwpancernej 3,7 cm jej faktyczna nazwa rzeczywiście brzmiała 3,7 cm Pak (a nie żadne pokutujące we współczesnej literaturze 3,7 cm Pak 35, 3,7 cm Pak 36, czy inne 3,7 cm Pak 35/36), to, w świetle dokumentów i instrukcji z epoki, armata kalibru 5 cm nazywała się oficjalnie właśnie 5 cm Pak 38. Ba, a i nawet spotkać wobec niej można oznaczenie li tylko Pak 38, bez kalibru.

 
Po drugie, wbrew obiegowym informacjom, 30 cm Raketenwerfer 56 nie został postawiony na łożu tejże armaty 5 cm Pak 38 – wykorzystano co najwyżej jakieś jego podzespoły, koła, ogony, może elementy zawieszenia, nie wiem, nie zgłębiałem tego w szczegółach. Natomiast konstrukcja samego łoża jest diametralnie odmienna. W armacie naprowadzanie odbywało się tradycyjnie, w  kierunku poprzez obrót łoża górnego względem dolnego, w podniesieniu – poprzez obrót kołyski względem łoża górnego. W wyrzutni zaś na łożu dolnym osadzona jest od razu kołyska, bez możliwości naprowadzania w kierunku, to bowiem odbywa się przez obrót bloku prowadnic względem kołyski - zupełnie inne były i  śrubowe mechanizmy naprowadzania.
Na swego rodzaju pocieszną informację trafić można w opisie danych technicznych wyrzutni Schiesskarren 35 cm na stronie 28:

zakres kąta elewacji (podniesienia) uzbrojenia: od +18o do +80o.

Zakres  ten wynosił bowiem od +180 do +800 tysięcznych, czyli od +10o do +45o. Jeden stopień to naprawdę nie jest 10 tysięcznych.
Błędna jest także nazwa uzbrojonego w miotacze ognia transportera na dolnym zdjęciu na stronie 28 – nie jest to bowiem Sd.Kfz. 251 Ausf. 16, ale Sd.Kfz. 251/16 Ausf. D. Zapewne literówka, ale korekta tego nie wyłapała…

Wszystkie te, drobne w sumie, potknięcia nie umniejszają w niczym wielkiej wartości artykułu Norberta Bączyka. Aż chciałoby się więcej takich!

środa, 23 sierpnia 2017

Dla mnie bomba!

czyli

Oznaczenia kolorystyczne bomb Luftwaffe 1939-1945 

Dla osób interesujących się w takim czy innym zakresie militariami, historią wojskowości czy uzbrojeniem nie ulega wątpliwości, że niemieckie lotnictwo doby drugiej wojny światowej posiadało na swym uzbrojeniu bomby lotnicze.

Znacznie gorzej sprawa wygląda gdy chodzi o bliższe szczegóły dotyczące tego rodzaju uzbrojenia. O ile kwestie stricte techniczne, budowy i parametrów, są jeszcze jako tako znane i opracowane, ale gdy dochodzimy do malowania bomb - sprawy mają się już całkiem odmiennie. Jak owe bomby w zasadzie wyglądały? Jakiego były koloru? Jak były oznaczane?
W przypadku producentów modeli redukcyjnych panuje tu pełna dowolność owocująca feerią barw na jakie malowane są bomby, także krótki research po zawartości internetu pokazuje, że materia ta jest nader mało znana szerszej publiczności. Identyfikacja bomb na zdjęciach czy na podstawie znajdywanych reliktów sprawia już duże trudności.

Spójrzmy więc nieco bliżej na kwestię malowania i oznaczeń kolorystycznych nanoszonych na niemieckie bomby, ograniczając się przy tym (na razie?) do bomb przenoszonych na podwieszeniach zewnętrznych, a więc wagomiarów od 50 kg w górę i pomijając wynalazki w rodzaju bomb oświetlających, fotograficznych, pław, markerów itp.

Kolorystyka korpusów bomb.

Kolorystyka malowania interesujących nas bomb wyglądała zatem oficjalnie tak:
  • Bomby do klimatu normalnego przed lipcem 1942 – kolor ciemnoszary RAL 7021.
  • Bomby do klimatu tropikalnego przed lipcem 1942 – kolor błękitny (pierwsze serie – aluminiowy). Miało to za zadania zmniejszenie nagrzewania się bomb przy silnej operacji słonecznej.
  • Wszystkie bomby od lipca 1942 – kolor szarobeżowy RAL 7027.
Od reguły tej był, a jakże, wyjątek w postaci zielonych bomb typu S Be - o czym nieco niżej. 
Ponadto - jak z oryginalnych rysunków fabrycznych wynika, przynajmniej gdzieś około 1941 bomby kategorii SD malowane były na kolor feldgrau, 3 RAL 840 B2 zamiast ciemnoszarego RAL 7021, podobniejak i bomby dymne NC. Czy zawsze, czy wszystkie, i czy były też ciemnoszare SD lub NC, pojęcia, póki co, nie mam.

Gwoli ścisłości nadmienić też trzeba, że w powojennych opracowaniach pojawiają się jeszcze inne kolory bomb odbiegające od powyższych oficjalnych zapisów, nie ujęte w oficjalnych niemieckich instrukcjach, na przykład szarozielone (feldgrau), ciemnozielone, piaskowe, oliwkowe, szaroniebieskie czy czarne. Na ile jest to kwestią świadomego odstępstwa w malowaniu bomb, na ile niezamierzonych odchyłek w kolorze farby, a na ile nieprecyzyjnego opisu koloru - pojęcia nie mam.
Warto jednak zauważyć, że pojawiają się też tam malowania "technologiczne", w których poszczególne elementy składowe, z których zmontowana została bomba, malowane są na różne kolory - na przykład niebieski korpus ze srebrnym usterzeniem czy srebrny korpus z oliwkowym usterzeniem. Wynika to niechybnie ze złożenia bomby z podzespołów różnego pochodzenia czy okresu produkcji (a może tylko doraźnego składania bomb znalezionych przez aliantów w magazynach) - acz znów trudno mi wyrokować na ile powszechne było to zjawisko.

Idźmy zatem dalej...
Na malowane w kolorze podstawowym bomby nanoszone były oznaczenia identyfikujące konkretne kategorie i typy. Nanoszone były więc opisy określające typ bomby, zapalnika, materiału wybuchowego, dodatkowe uwagi czy ostrzeżenia - i tak dalej. Tymi jednak chwilowo zajmować się w zasadzie nie będziemy (bo to temat na osobne sążniste opracowanie), skupiając się bardziej na wyróżnikach określających rodzaje bomb. 
Istotne jest w każdym razie, że na górnej części bomby, w pobliżu zaczepu nośnego, nanoszone było oznaczenie typu bomby, w różnym zresztą stopniu szczegółowości. W przypadku bomb co bardziej typowych klas nieraz bardzo skrócone, np Jc dla bomby SC 50 JC czy BeC dla bomby S Be 50 C, czasem nieco skrócone, np. D 250 Pr dla bomby SD 250 Pr, a czasem pełne, jak np. NC 50 D czy SB 1000 A.

Na korpusie bomby czy na jej części ogonowej malowane były natomiast barwne oznaczenia identyfikujące rodzaj bomby - w postaci pasów, pierścieni czy barwnego wierzchołka głowicy. I te interesują nas teraz najbardziej.
Rysunki poniższe ukazują zasadniczo, dla ujednolicenia, bomby w malowaniu szarobeżowym wprowadzonym w 1942 roku, w celu zachowania czytelności pominięte zostały też wszelakie oznaczenia poza określającymi typ bomby.

Kolorystyka bomb 250 kg.

Bomby burzące SC (Minenbombe), najbardziej klasyczne, o współczynniku napełnienia rzędu 50%, oznaczane były pojedynczymi wzdłużnymi żółtymi pasami (RAL 1006) na ćwiartkach sekcji ogonowej pomiędzy brzechwami. W przypadku bomb SC 50, SC 250 czy SC 500 pas taki miał szerokość 40 mm, acz zdarzało się, że miał kształt trapezowy, zwężający się wraz z sekcją ogonową bomby (np. spotkać to można na bombach SC 1800). Wspomnieć trzeba i o kilku innych nieregularnościach dotyczących bomb oznaczanych wzdłużnymi pasami (nie tylko burzących). Nie zawsze - zwłaszcza w przypadku cięższych bomb o długich sekcjach ogonowych - pasy sięgały na całą długość sekcji, do przedniej krawędzi, zajmując np. tylko 1/2, 2/3 czy 3/4 jej długości. Przykład standardowego oznaczenia bomby burzącej pokazuje bomba SC 250 na rysunku powyżej.

No właśnie - nad kwestią oznaczania bomb wzdłużnymi pasami na sekcjach ogonowych pochylić by się wypadało uważniej. Nieraz, najwyraźniej na wczesnym okresie wojny, natrafić można na zdjęcia ciemnoszarych bomb pozbawionych jakichkolwiek barwnych oznaczeń na stożkach ogonowych. Trafiają się też sytuacje przeciwne, gdy kolor identyfikujący rodzaj bomby nie ma postaci wąskiego pasa, ale pokrywa całą powierzchnię stożka sekcji ogonowej (poza brzechwami), wyglądając do tego czasem na naniesiony dość niestarannie, zachodzący na brzechwy. Odnoszę w każdym razie wrażenie - niestety nie poparte chwilowo twardą dokumentacją - że w początkowym okresie wojny bomby niemieckie w rodzaju SC, SD itp. nie posiadały żadnych barwnych wyróżników. Dopiero po jakimś czasie (1940?) otrzymały barwne malowanie całych stożków ogonowych (ewidentnie usankcjonowane formalnie, pojawiające się na rysunkach w instrukcjach - niestety nie znam dat ich sporządzenia), które względnie szybko (jak można sądzić ze stosunkowo niewielkiej jego reprezentacji na zdjęciach) ograniczone zostało do wzdłużnych barwnych pasów. Kiedy dokładnie to się stało, póki co nie wiem, tym niemniej pasy obowiązywały już bez wątpienia w czerwcu 1942, a zapewne już i wiosną 1941. Bliżej cokolwiek poruszonym jest ten temat w części drugiej.

Bomby burzące dużej mocy SB (Grossladugsbombe) o współczynniku napełnienia rzędu 75% oznaczane były początkowo tak samo jak zwykłe bomby burzące, pojedynczymi żółtymi pasami na sekcji ogonowej. Następnie oznaczenie zmienione zostało na dwa równoległe żółte pasy, np. szerokości 30 mm w odstępie 20 mm od siebie. Przykład takiego oznaczenia ukazuje bomba SB 1000 na rysunku poniżej.

Bomby odłamkowo-burzące SD (Splitterbombe, dickwandige Sprengbombe), o grubszych niż SC skorupach i wynikłym z tego współczynniku napełnienia rzędu 30% oznaczane były wzdłużnymi pojedynczymi czerwonymi pasami (RAL 3000) na sekcji ogonowej pomiędzy brzechwami. Przykład ukazuje powyżej bomba SD 250.


Bomby odłamkowe betonowe S Be (Betonbombe) posiadające osobliwą konstrukcję z niewielką centralną komorą mieszczącą materiał wybuchowy otoczoną grubym betonowym płaszczem z wtopionymi odłamkami, klasyfikowane były jako posiadające wyłącznie działanie odłamkowe, bez burzącego - i wobec tego wyróżnione były wyraźnie kolorem - były bowiem, w odróżnieniu od niemal wszystkich innych zajmujących nas bomb, zielone. Dodatkowo na korpusie nanoszony był opis typu bomby w rodzaju BeA I (dla bomby S Be 50 A I), i analogicznie BeA II, BeC I, BeC II, BeD, BeE itp. Na rysunku powyżej pokazana jest tu S Be 250 C.

Kinetyczne bomby przeciwpancerne PC (Panzersprengbombe) o współczynniku napełnienia 15-20%, bomby przeciwpancerne o podwyższonej przebijalności PD (Panzerdurchschlagbombe, np. PD 500) o współczynniku napełnienia poniżej 10% oraz rakietowe bomby przeciwpancerne PC-RS (np. PC 1000 RS) oznaczane były wzdłużnymi niebieskimi pasami na sekcji ogonowej, pomiędzy brzechwami. Przykład takiego oznaczenia pokazuje na rysunku poniżej bomba PC 1600.

Bomby zapalające Brand C (Phosphorbrandbombe) - elaborowane masą zapalającą oraz szklanymi ampułkami z fosforem oznaczane były dwoma czerwonymi pierścieniami na korpusie - jednym w części środkowej i jednym w głowicowej, dodatkowo pomiędzy przednim gniazdem zapalnika i przednim pierścieniem umieszczony był czerwony rysunek ampułki - jak na przykładzie Brand C 250 A powyżej.

Bomby zapalające bez zawartości fosforu, a więc typu Flam C (Flammenbombe czy Brandbombe) zawierające mieszaninę benzyny z olejem i niewielki ładunek wybuchowy, a także interesująca Streubrand C 500 przenosząca 1400 ampułek zapalających w 20% roztworze spirytusu i rozcalana w powietrzu poprzez lont detonujący otwierający jej blaszany korpus, oznaczane były dwoma czerwonymi pierścieniami - na środkowej i głowicowej części korpusu. Analogicznie oznaczona była podobnej do Streubrand C 500 konstrukcji zapalająca bomba kasetowa ABB 500, mieszcząca 140 bomb zapalających rodziny B 1. Przykład takiego oznaczenia ukazuje na powyższym rysunku bomba Flam C 250.

Bomby dymne NC (Nebelbombe), przenoszące substancję dymną i niewielki ładunek wybuchowy malowane były na kolor feldgrau bądź szarobeżowy i posiadały biały wierzchołek głowicy z czterema odchodzącymi od niego wzdłużnymi pasami (szerokości 40 mm i długości 250 mm w przypadku bomby 250 kg) oraz białe oznaczenie typu na korpusie, jak pokazano powyżej na przykładzie bomby NC 250 S.

Betonowe bomby ćwiczebne ZC (Übungsbombe aus Zement), posiadające betonowe korpusy z umieszczonymi po bokach wnękami na szklane ampuły ze środkiem dymnym uwidaczniającym miejsce upadku, posiadały wierzchołki malowane w kolorze dymu, który wytwarzały przy uderzeniu - a więc białym lub czerwonym, dodatkowo na grzbiecie głowicy niosły oznaczenie typu bomby oraz koloru dymu. Bomby bez ampuł dymnych nie posiadały barwnych wierzchołków. Przykładowe malowanie bomby ćwiczebnej ukazuje powyżej "czerwona" ZC 250 A rot.

Oznaczenia bomb burzących dużej mocy i przeciwpancernych.

Wspomnieć trzeba ponadto o specyficznym oznaczeniu bomb klas SC i SB elaborowanych mieszaniną o symbolu 105 czyli trialenem. Ze względu na stosunkową deficytowość tego materiału (zawierającego 15% aluminium) oraz jego względnie wysoką czułość bomby takie przeznaczone były wyłącznie do atakowania z lotu poziomego statków handlowych, a więc celów stosunkowo miękkich acz wrażliwych. W miejsce żółtych czy czerwonych pasów na stożku ogonowym bomby elaborowane trialenem oznaczane były wobec tego żółtymi sylwetkami statku, w kolorze RAL 1006 i o przykładowej długości 350 mm dla bomby SC 500 J (cztery sylwetki) czy 800 mm dla SB 2500 (początkowo cztery, później osiem sylwetek - po dwie pomiędzy parami brzechw). Bomby opatrzone były ponadto naniesionymi po bokach korpusu dwoma czarnymi napisami Nur gegen Handelsschiffe (tylko przeciw statkom handlowym), odpowiedni był także i opis bomby na górze głowicy np. SC 500 J Trialen czy SB 2500 Trialen.

Oznaczenie bomby SB 2500 elaborowanej trialenem.

Warto przy tym zauważyć, że na dostępnych zdjęciach sylwetki statków wydają się mniejsze niż podane powyżej teoretyczne wymiary - np. w przypadku bomby SC 500 J Trialen mają ok. 260 mm długości.

Widok boczny bomby SC 500 J Trialen.

W oznaczeniach barwnych bomb SD natrafiamy także na wyjątek w postaci produkowanej tylko do 1941 roku bomby SD 1700, której zapasy zużyte zostały w roku następnym. Przy zrzucie z nurkowania na wysokości 1200 m zdolna była pokonać 60 mm pancerza pod kątem 60 stopni i klasyfikowana była w związku z tym jako Panzersprengbombe (przeciwpancerno-burząca), względnie "burząca o zwiększonej przebijalności". Jej oznaczenie nie miało wobec tego postaci pasa czerwonego, ale żółto-niebiesko-żółtego. Wygląd SD 1700 w szarym malowaniu RAL 7021 przedstawiony jest poniżej.

Ale uwaga! Natrafić można na zdjęcia bomb wyglądających na SD 1700, ale oznaczonych pojedynczymi ciemnymi (a więc zapewne czerwonymi) pasami, jak zwykłe SD. Także wg powojennego alianckiego opracowania SD 1700 oznaczona jest czerwonymi pasami na sekcji ogonowej - jak zwykła SD. Zatem albo dwubarwne pasy nie były w praktyce stosowane, albo wprowadzono je dopiero w późniejszym okresie, np. w roku 1941 czy 1942.


Oznaczenie bomby SD 1700.

Dla bomb kasetowych AB (Abwurfbehalter) większych wagomiarów stosowano oznaczenia kolorystyczne nawiązujące schematem do oznaczeń zwykłych bomb, a odnoszące się w tym przypadku do amunicji, którą zasobnik był napełniony.
W przypadku więc przenoszenia bomb odłamkowych (np. SD 1, SD 2, SD 10, SD 15 itp.), a także kumulacyjno-odłamkowych SD 4 HL, nanoszono w tylnej części zasobnika cztery lub chyba rzadziej dwa umieszczone między brzechwami wzdłużne czerwone pasy, analogicznie do bomby odłamkowej - jak pokazano na przykładzie AB 250-2 na rysunku poniżej.
W przypadku zasobnika AB z bombami zapalającymi (B 1, B 2 itp.) na tylnej części jego korpusu nanoszono jeden czerwony pierścień - jak na poniższej AB 500-1. Wyjątkiem była tu wspomniana powyżej bomba kasetowa ABB 500, różniąca się jednak od zasobników AB konstrukcją.
Zasobniki opisywane były przy tym, pomiędzy uchem nośnym a głowicą ładującą zapalnika, w dwóh liniach typem zasobnika oraz ilością i typem przenoszonych bomb - np. AB 500-1 / 116 B 2 EZ.

Oznaczenia bomb kasetowych AB.

Na koniec wspomnieć trzeba o niejakiej kontrowersji dotyczącej bomby burząco-zapalającej Spreng-Brand C 50 (Spreng-Brand-Bombe) - przenoszącej w części głowicowej trotyl, a w tylnej zapalające elementy elektronowe. Podług niektórych powojennych opracowań oznaczona była ona w sposób łączący bomby zapalające i burzące - czerwonym pierścieniem na korpusie oraz żółtymi pasami na sekcji ogonowej. Wg dokumentów z epoki nie posiadała jednak żadnych oznaczeń barwnych poza opisem Sprengbrand C 50 na korpusie.
 
W części drugiej - omówione zostaną cokolwiek bliżej kwestie opisów nanoszonych na bombach oraz wariacje malowania i oznakowania.
Część trzecia zajmuje się z kolei ciekawym przypadkiem znakowania betonowych bomb odłamkowych SBe 50.
Część czwarta - dotyka oznaczeń nanoszonych na spodnich stronach bomb.

wtorek, 20 czerwca 2017

Kilka wyjątków

czyli

Zawiłości oznaczeń niemieckich dział

Jest czemuś sprawą nie do końca znaną - a przynajmniej nie do końca stosowaną, że typowe oznaczenia niemieckich dział (a także wyrzutni rakietowych) z epoki drugiej wojny światowej miały zasadniczo budowę składającą się z:
  • kalibru wyrażonego w centymetrach
  • oznaczenia typu działa
  • rocznika czy, w końcowym okresie wojny, liczbowego oznaczenia modelu.
Czyli - mamy na przykład 8,8 cm Flak 18, 7,5 cm Pak 40, 15 cm K 18 - i tak dalej.
Kompletność tego oznaczenia jest, wbrew pozorom, dość istotna - bo w tych samych kategoriach broni zdarzały się całkowicie różne działa o tych samych rocznikach. Na przykład, żeby daleko nie szukać - mówi ktoś Flak 36. Ale który? 3,7 cm czy 8,8 cm? Albo Flak 38 - ale 2 cm czy 10,5 cm? Mamy też Kw K 40 - ale 5 cm czy 7,5 cm?

No właśnie - zapyta uważny czytelnik, wietrząc podstęp - a po cóż w takim razie znów ten mętny i przydługi wstęp, hę? 


Sprawa bowiem nie jest taka zupełnie oczywista, i jednoznaczna, i prosta - i, nie wiedzieć czemu, zdarzały się Niemcom od tego logicznego przecież systemu odstępstwa. I to często w przypadku bardzo powszechnych typów broni! Widzi mi się, że nie byli by sobą, gdyby czegoś bez potrzeby ponad miarę nie skomplikowali.

A więc mamy na przykład następujące oznaczenia wyłamujące się z powyższego schematu, na przykład pozbawione oznaczenia kalibru, rocznika, czy też niby kompletne, ale z nazwą nie zaczynającą się od kalibru:
  • 3,7 cm Pak - bez rocznika, a nie 3,7 cm Pak 35/36 czy cokolwiek w tym stylu!
  • 3,7 cm Kw K  
  • 5 cm Kw K - bez rocznika, w przeciwieństwie do 5 cm Kw K 40.
  • M 19 - bez oznaczenia kalibru 5 cm
  • le J G 18 - bez oznaczenia kalibru 7,5 cm
  • le Geb J G 18 - bez oznaczenia kalibru 7,5 cm
  • Geb K 15 - bez oznaczenia kalibru 7,5 cm
  • Geb G 36 - bez oznaczenia kalibru 7,5 cm
  • F K 16 n A - bez oznaczenia kalibru 7,5 cm
  • le F K 18 - bez oznaczenia kalibru 7,5 cm
  • 7,5 cm Kw K - bez rocznika, w przeciwieństwie do 7,5 cm Kw K 40 i 7,5 cm Kw K 42.
  • Stu G 7,5 cm K
  • 7,5 cm Flak L/60 - długość lufy zamiast rocznika
  • 7,62 cm F K 39 - bez oznaczenia rosyjskiego działa zdobycznego (r)
  • 7,62 cm Pak 36 - bez oznaczenia rosyjskiego działa zdobycznego (r)
  • le F H 16 - bez oznaczenia kalibru 10,5 cm
  • le F H 18 - bez oznaczenia kalibru 10,5 cm
  • le F H  18 M - bez oznaczenia kalibru 10,5 cm
  • le F H 18/39 - bez oznaczenia kalibru 10,5 cm
  • le F H 18/40 - bez oznaczenia kalibru 10,5 cm
  • lg 10 cm K T
  • m 10 cm K K
  • m 10 cm K T
  • s 10 cm K 18
  • s 10 cm K 42
  • le H T - bez oznaczenia kalibru 10 cm
  • s 10,5 cm K (t)
  • s J G 33 - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • lg s F H 13 - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • s F H 18 - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • s F H 25 (t) - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • s F H 36 - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • s F H 37 (t) - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • s F H 42 - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • s H T - bez oznaczenia kalibru 15 cm
  • 15 cm K i Mrs Laf (lub 15 cm K in Mrs Laf) - bez oznaczenia modelu działa
  • 15 cm K (E) (lub 15 cm Kan (E))
  • 17 cm K i Mrs Laf (lub 17 cm K Mrs Laf) - bez oznaczenia rocznika działa
  • 17 cm K (E) (lub 17 cm Kan (E))
  • le Ldg W - bez oznaczenia kalibru 20 cm 
  • K 12 - bez oznaczenia kalibru 21 cm i armaty kolejowej (E)
  • kz 21 cm Mrs (t)
  • lg 21 cm Mrs
  • Th K (E) (lub Th Kan (E)) - bez oznaczenia kalibru 24 cm
  • Th Br K (E) (lub Th Br Kan (E)) - bez oznaczenia kalibru 24 cm
  • K 3 - bez oznaczenia kalibru 24 cm
  • s 24 cm K (t)
  • Br N K (E) - bez oznaczenia kalibru 28 cm
  • lg Br K (E) (lub lg Br Kan (E)) - bez oznaczenia kalibru 28 cm
  • kz Br K (E) (lub kz Br Kan (E)) - bez oznaczenia kalibru 28 cm
  • s Br K (E) (lub s Br Kan (E)) - bez oznaczenia kalibru 28 cm
  • K 5 - bez oznaczenia kalibru 28 cm i armaty kolejowej (E)
  • s W G 40 - bez oznaczenia kalibru 28/32 cm
  • s W G 41 - bez oznaczenia kalibru 28/32 cm
  • s W R 41 (lub s Wu R 41) - bez oznaczenia kalibru 28/32 cm
  • M 1 - bez oznaczenia kalibru 35 cm
  • Si K (E) - bez oznaczenia kalibru 38 cm
  • s Ldg W - bez oznaczenia kalibru 38 cm
  • Adolf K - bez oznaczenia kalibru 40 cm
  • Gamma Mrs (lub γ Mrs) - bez oznaczenia kalibru 42 cm

Na czerwono pozwoliłem sobie wyróżnić niektóre bardzo popularne typy, najczęściej wobec tego formalnie nieprawidłowo nazywane - z automatycznym dodaniem kalibru czy rocznika, nieraz zupełnie fikcyjnego.
Przedstawmy więc może jeszcze dla jasności, w czytelnej formie erraty, takie popularne oznaczenia najczęściej  pokutujące w powszechnej świadomości w błędnej postaci:

Jest
Powinno być
3,7 cm Pak 35
3,7 cm Pak 36
3,7 cm Pak 35/36
3,7 cm Pak
7,5 cm le IG 18
le J G 18
7,62 cm FK 39 (r)
7,62 cm F K 39
7,62 cm Pak 36 (r)
7,62 cm Pak 36
10,5 cm le FH 18
le F H 18
10,5 cm le FH 18 M
10,5 cm le FH 18(M)
le F H 18 M
10,5 cm le FH 18/39
le F H 18/39
10,5 cm le FH 18/40
le F H 18/40
15 cm sIG 33
15 cm SIG 33
s J G 33
15 cm sFH 18
s F H 18
15 cm SK C/28 in Mrs Laf      
15 cm K 16 in Mrs Laf
15 cm K in Mrs Laf       
15 cm K i Mrs Laf
17 cm K 18 in Mrs Laf
17 cm K i Mrs Laf
17 cm K Mrs Laf
21 cm K 12 (E)
K 12
24 cm K 3
K 3
28 cm K 5 (E)
K 5

Wypada jeszcze zwrócić uwagę na drobny niuans, skracanie słowa Kanone. Mamy zatem Pak i Flak (a nie PaK i FlaK, co z lubością wałkują Anglosasi), ale, żeby za łatwo nie było, Kw K, F K i Stu K. Jak zresztą widać, czasem lubiono też sobie skracać Kanone jako Kan, a nie tylko K. Prawda, że proste?

Ot, germańska konsekwencja.