piątek, 16 kwietnia 2021

Dla mnie bomba - betonowy przypadek szczególny

 czyli

Świat stanął na głowie

Gdy już zda się człekowi naiwnemu, że zaczyna ogarniać rozumem ogólne reguły rządzące formalnymi aspektami niemieckiej techniki wojskowej, dajmy na to choćby znakowaniem niemieckich bomb, a nawet zauważać w nich pewne ogólne niezmienne zasady, zderza się nagle nieszczęśnik z ową duszą germańską - niepokorną, artystyczną, ulotną i frywolną. Na przykład zauważa człowiek nagle i ku swemu zaskoczeniu, że, z powodów znanych najwyraźniej jedynie najbardziej zażartym czytelnikom Mitu dwudziestego wieku, oznaczenia i opisy na betonowych bombach odłamkowych SBe 50, przynajmniej, jak się zdaje w okresie 1939-1940, nanoszone były do góry nogami, dokładnie odwrotnie niż na wszystkich innych bombach - tak, że czytać je należało patrząc od tyłu bomby, a nie, jak normalnie, od przodu.

Znaczy się, na czym? - zapyta zaskoczony czytelnik. - Że na bombach betonowych?! Ano betonowych, wszak były i takie...

Bomby betonowe traktowane były, jak już wspominaliśmy w części pierwszej, jako bomby o działaniu czysto odłamkowym. Charakteryzowały się osobliwą konstrukcją, z grubościennym betonowym korpusem z wtopionymi metalowymi odłamkami. Z racji na taką budowę oraz swój odłamkowy charakter bomby betonowe nie mogły być zrzucane z małej wysokości, co skutkowałoby rozbiciem się bomby przed zadziałaniem zapalnika, ustawianego w takim wypadku ze zwłoką. Można je było natomiast zrzucać z większych wysokości (promień strefy zagrożenia odłamkami SBe 50 wynosił 300 m), także z lotu nurkowego, a zapalnik uderzeniowy (w tym przypadku ElAZ (15), a później ElAZ (55)) - jak to zresztą najlepiej w bombie odłamkowej - nastawiony być musiał na działanie natychmiastowe. 

Doświadczenia pierwszych kampanii wojennych wykazały dobrą skuteczność bomb SBe 50 przeciwko celom żywym i małej odporności celom martwym (np. samolotom czy samochodom) oraz dobre przy tym działanie zapalające - bomba dawała więcej odłamków niż SD 50 (osiągając 1 odłamek na metr kwadratowy w odległości 40 m), acz w miękkim piasku czy śniegu jej działanie było zredukowane. Produkcję bomb betonowych SBe 50 (których powstało w międzyczasie sześć wersji - A I, A II, C I, C II, D i E) zakończono w każdym razie z takich czy innych przyczyn najpóźniej w roku 1942, używając ich do wyczerpania zapasów - czyli w praktyce do samego końca wojny, bo - jak wynika z wykazu stanów amunicji Luftwaffe - jeszcze na przełomie lat 1944/45 SBe 50 używane były na skalę niewiele mnieszą niż SC 50 (też już wówczas nieprodukowana, w przeciwieństwie do SD 70 i SD 50).

Spójrzmy zatem na taki oto konkretny casus 'odwrotnej' bomby SBe 50 - co warto nadmienić, oba pokazane poniżej egzemplarze uwiecznione zostały na jednym zdjęciu pokazującym uzbrajanie He 111. Po raz kolejny widzimy więc, że używane jednocześnie bomby wcale nie musiały prezentować dokładnie tego samego wariantu oznakowania.

Na górze - bomba SBe 50 A I. W oczy od razu rzuca się wyjątkowy kolor, standardowo dla bomb betonowych, jako czysto odłamkowych - jednolicie zielony (podobnież RAL 6028, acz wiedza to nie z oryginalnych źródeł z epoki). No i oznaczenia, patrząc od dzioba - kod materiału wybuchowego 110 (Ammonal D) wysokości ok. 50 mm. Za gniazdem zapalnika - oznaczenie 55 jego typu (ElAZ (55)), acz naprawdę mikroskopijnego rozmiaru - zewnętrzna średnica kółka ma tylko około 38 mm (a, jak pamiętamy, zwykle miała 60 czy ~86 mm). Dalej - oznaczenie typu bomby w postaci skróconej do SBe A I, wysokości ok. 30 mm. Co warto zauważyć, po obu jego naniesione są na bombie jeszcze dodatkowe oznaczenia, niestety póki co nieczytelne z racji na jakość dostępnych zdjęć - od strony ucha nośnego coś dwuznakowego (zapewne LF), zaś od tyłu jakieś kolejne dość rozwlekłe opisy, tutaj w dwóch linijkach, ale zależnie od wersji, czy nawet egzemplarza bomby, ich liczba waha się od jednej do nawet trzech wierszy.

Poniżej - bomba SBe 50 C II w analogicznym schemacie oznakowania, acz bynajmniej nie identycznym. A więc znów, na dziobie kod materiału wybuchowego 110, acz tym razem wyraźnie mniejszy, zda się standardowe 40 mm wysokości, dalej podobnie mikre jak poprzednio oznaczenie 55 zapalnika ElAZ (55), ok. 38 mm średnicy, i wreszcie skrócone oznaczenie typu bomby wysokości ok. 30 mm, ale naniesione tu w dość rozstrzelonej postaci - S B e C II. I ponownie po jego obu stronach - dodatkowe opisy, tu z ledwo jedną dodatkową linijką z tyłu.

Co zaznaczyć trzeba, wg standardów połowy roku 1942 bomby SBe 50 posiadać miały - poza wciąż zielonym kolorem - oznakowanie zupełnie nieodbiegające od znanych nam dobrze reguł - tj. opisy czytane z kierunku dziobu i oznaczenie bomby wysokości 40 mm zlokalizowane tuż za uchem nośnym, acz jeszcze bardziej skróconego zapisu, pozbawione litery C - czyli w postaci, pozostańmy przy naszych dwóch powyższych przykładach, BeA I czy BeC II.

Napomknąć można jeszcze, że zastosowanie amonalu w charakterze materiału wybuchowego, a więc środka jednak dość słabego, miało zapewne na celu zapobieżenie nadmiernemu rozdrobnieniu betonowej skorupy bomby.

Na koniec nie sposób powstrzymać się od obserwacji, że takie akurat opisywanie bomb jak w przypadku SBe 50 skądinąd powinno być raczej regułą, a nie wyjątkiem - skoro bowiem bomby podwieszane pionowo (jak w He 111, Ju 52 czy Ju 86) wisiały dziobem w górę, to wszystkie napisy umieszczone na nich w tradycyjnej orientacji znajdowały się wtedy w pozycji do góry nogami; natomiast w przypadku SBe 50 - w prawidłowym położeniu. Dlaczego więc przy nanoszeniu oznaczeń z uporem uważano, że dołem bomby jest dziób, a nie usterzenie? Znowu ta osobliwa germańska logika, ech...

Powiązane wpisy:

Część 1: Oznaczenia kolorystyczne bomb Luftwaffe.

Część 2: Szczegóły oznaczeń bomb niemieckich.

Część 4: Oznaczenia nanoszone na spodnich stronach bomb.

Niemieckie bomby do zwalczania okrętów podwodnych - budowa i oznakowanie.

poniedziałek, 29 marca 2021

Colour markings of German aircraft gun ammunition 1939-1945

or

And now paint it stripy!

As we were already dealing with colour markings of German aircraft bombs of the WW2, as well as heavy Flak ammunition (in Polish only), it's probably time for another assortment of Luftwaffe ammunition, namely projectiles for aircraft guns - cannons and heavy machine guns.

Situation is generally similar to the Flak ammunition here - the whole projectile is painted with a colour corresponding to its type, but - as opposed to anti-aircraft shells - there are many additional markings in form of colour rings, denoting additional features of the ammunition.

Also, general colour scheme of aircraft gun projectiles looked like this:

  • High explosive (Sprgr.) - yellow (RLM 27);
  • Incendiary (Brgr.) - blue (RLM 65);
  • Armour piercing (Pzgr.) - black (RLM 22);
  • Armour piercing composite rigid (H-Pzgr.) - black with a white (RLM 21) nose;
  • Practice (Üb.) - gray (RLM 02).

As we can see, gun ammunition was initially painted with Luftwaffe colours, according to the L.Dv. 251.1. manual, as opposed to drop ordnance pained with RAL colours. But ammunition painting schemes suddenly show RAL colours in 1944 too - for example, yellow was RAL 1006 then or blue was RAL 5001. What's interesting, RAL 5001 is really dark greyish blue instead of light blue RLM 65.

It also has to be noted here that nose colour of APCR projectiles was described as aluminium in 1942, not white. But more to the point...

It is a little bit more complicated in case of projectiles combining a couple of functions, e.g. armour piercing incendiaries. Their colour scheme was made of basic body colour (e.g. denoting HE or AP projectile) supplemented with a colour ring located in its forward part, just in front of the bourelet, corresponding to the additional function - e.g. incendiary.

  • Projectiles with additional explosive effect (e.g. AP with a HE charge) - yellow ring;
  • Projectiles with additional incendiary effect (e.g. AP incendiaries) - blue ring.

Additional colour markings, referring to projectile variants, were following:

 
  • Projectiles with a day tracer (L'spur) - bright red (RLM 23) ring in front of the driving band;
  • Projectiles with a night tracer (Gl'spur) - dark red (RLM 28) ring in front of the driving band;
  • Projectiles with a self-destructor (m. Zerl.) - green ring in the forward part of the body, in front of the bourelet (or at the base of the fuse).The green colour did not belong to an official Luftwaffe colour palette, being just described as grass green.

Additional letters coul be painted at the body, at two opposite sides, more precisely describing a variant of the projectile - as M, MX, Ph, E...

So is it simple or complicated? Let's take a look at a couple of examples, for simplicity and uniformity restricted in majority of the cases to the 2 cm calibre - but the same rules applied to all projectiles in calibres from 13 mm to 3,7 cm, while in calibres 5 cm and 7,5 cm, rather exotic in aviation, there were sometimes - for some reason - exceptions. So, in practice it looked like this:

   In the drawing above we can see, left to right:

  • 2 cm Sprgr. L'spur m. Zerl. - deciphering this complicated but reach in content abbreviation, 2 cm high explosive projectile (Sprgr. - Sprenggranat) with a tracer (L'spur - Lichtspur) and self-destructor (m. Zerl. - mit Zerleger). Appropriately to these functions the projectile is painted yellow (HE) with a green ring in its forward part (self-destructor) and a bright red ring in front of the driving band (tracer). The fuse is in natural metal colour.
  • 2 cm M-Gesch. o. Zerl. - demolition projectile (M-Gesch. - Minengeschoss) without a self-destructor (o. Zerl. - ohne Zerleger). Painted yellow overall, with an additional marking of a demolition projectile in form of a black letter M at the body. Such projectiles, literally "mines", had exceptionally thin walls (so thin that sometimes they had to be reinforced with an internal insert under the driving band) and very high HE capacity, what resulted in high explosion force. Projectiles of this type in 2 cm calibre had no tracers due to being maximally filled with an explosive charge - as opposed to bigger ones, even of 3 cm calibre, which already had tracers. The name Minengeschoss was derived from high power demolition projectiles of the 19th century  intended for destroying fortifications - and thus called mine projectiles.
  • 2 cm M-Gesch. m. Zerl. - demolition projectile, "mine", with a self-destructor. Thus painted yellow with a black letter M and a green ring (self-destructor) at the base of the fuse.
  • 2 cm Brgr. L'spur m. Zerl. - incendiary projectile (Brgr. - Brandgranat), with a tracer and a self-destructor. As an incendiary - painted blue overall, with a green ring at the base of the fuse (self-destructor) and a bright red ring in front of the driving band (tracer).
  • 2 cm Brgr. 44 o. Zerl. - incendiary projectile without a self-destructor - known to us already from the post about the AZ 9501 hydrodynamic fuse. Pure incendiary, without other features - so it should painted blue overall... But no, for some reason it's also marked with a yellow ring, looking a little bit like a Brsprg. projectile... One shouldn't try to understand.

What's interesting, the 2 cm Brsprgr. L'spur m. Zerl., a splinter-incendiary projectile (2 cm Brandsprenggranat Lichtspur mit Zerleger) apparently looked exactly the same as the 2 cm Sprgr. L'spur m. Zerl. shown above - for some reason it did not have a blue ring denoting incendiary effect painted at its forward part. But, on the other hand, as opposed to printed manuals of the era, one can encounter photos of preserved yellow 2 cm shells with blue rings - so maybe there was some diversity in this aspect.

Nose fuses were left, as was already mentioned, in natural metal colour, with an exception of the tropical ammunition (Tropenmunition) and the so-called unified ammunition (Einheitsmunition) intended for use in all climate zones - in this case nose fuses (or dummy nose fuses) were painted in the basic projectile body colour, i.e. yellow, blue or grey. Additionally, the neck of the cartridge case and the primer were sealed with red lacquer. Tropical ammunition was additionally marked with letters Tp on the body, white on AP projectiles, black on other types.

  •  2 cm Sprgr. L'spur (Tp) m. Zerl. - 2 cm high explosive projectile with a tracer and a self-destructor, known tu us already from the previous drawing, this time in a tropical variant (Tp - Tropenmunition). Carrying standard colours - yellow body (HE projectile), green ring at the base of the fuse (self-destructor) and bright red ring adjacent to the driving band (tracer), additionally it's distinguished with the fuse painted in the basic body colour (yellow in this case) and black letters Tp on the body.
  • 2 cm Brsprgr. Gl'spur m. Zerl. - 2 cm high explosive incendiary projectile, already mentioned above, with a night tracer (Gl'spur - Glimmspur) burning less brightly than a day tracer and a self-destructor, in the unified variant (Einheitsmunition). The projectile is painted yellow (HE) together with the fuse, marked with a green ring behind the fuse (self-destructor) and a dark red ring in front of the driving band (night tracer). Note - as was already pointed out, incendiary function of this particular projectile is not marked with a blue ring on the body, although one cannot be sure if it was a standard feature. 
  • 2 cm Brgr. L'spur m. Zerl. - incendiary projectile with a tracer and a self-destructor, already presented above, here shown in the unified variant (Einheitsmunition). Marking is also similar, painted blue overall just together with the fuse, with a green ring at the base of the fuse (self-destructor) and a bright red ring in front of the driving band (tracer).

And now two more interesting pieces of demolition projectiles:

  • 2 cm M-Gesch. X m. Zerl. - demolition projectile X with a self-destructor, looking like an absurdally stretched 2 cm M-Gesch. with its rear part (normally hidden inside the case) lenghtened so, that the overall length reached 99.2 mm (as compared with 83.1 mm of a regular demolition projectile), not particularly successful - it seems, its excessive length caused stabilisation problems. As a demolition projectile with a self-destructor (built into the ZZ 1509 fuse), it carried the same colour scheme as the 2 cm M-Gesch. m. Zerl. - yellow overall (HE) with a green ring at the base of the fuse (self-destructor), but this time was distinguished with black letters MX on the body.
  • 3 cm M-Brgr. 108 m. Zerl. - something more inriguing at last, a bigger calibre demolition-incendiary projectile (M-Brgr. - Minen-Brandgranat) for the MK 108 El cannon (number 108), with a self-destructor. As such, painted yellow (HE), with its double function indicated by two rings at the base of the fuse - green (self-destructor) and blue (incendiary), plus a black letter M for a demolition projectile. This projectile, intended as an unified ammunition eventually replacing demolition and incendiary projectiles, had pretty complex and interesting internal layout - its forward part (approximately just over a half of its length) was filled with a conventional HE demolition charge, while the rear part housed a kind of a cylindrical incendiary pellet filled with an incendiary composition, with a number of holes in the wall. The ZZ 1589 B impact fuse was combined with a self-destructor, while a VC 70 primer, used e.g. in other 3 cm demolition projectiles, assured delayed fuse action on impact.

And yet a short note on self-destructors (if any were present). Generally two kinds were used - tracer projectiles had self-destructors connected with the tracer element, which after burning out - similarly to a delay train - ignited a self-destruction charge located at the rear of the projectile. In case of projectiles without tracers, the self-destructor was built into the main fuse, which, due to decreasing rotation speed of the projectile in flight, eventually released a spring loaded firing pin, held in place by centrifugal elements, into a percussion primer - as for example in ZZ 1505 or ZZ 1506 fuses. Note, such fuses were designated as ZZ (Zerlegezünder - self-destructing fuse).

Let's deal with armour piercing projectiles now,  rather attractive in appearance due to their contrastive colours.


In the drawing we can see, left to right::
  • 2 cm Pzgr. o. Zerl. - armour piercing projectile (Pzgr. - Panzergranat) without a self-destructor. In spite of its "grenade" name, it admittedly had a thick walled body, but without a fuse or a HE charge - filled with pressstoff and closed with a plug at the rear. Thus painted black overall.
  • 2 cm Pzsprgr. o. Zerl. - armour piercing high explosive projectile (Pzsprgr - Panzersprenggranat) without a self-destructor, it differed from the AP projectile described above with presence of a HE charge with a base fuse - and its explosive feature is marked with a yellow ring (high explosive) at the base of the ogival section of the body.
  • 2 cm Pzbrgr. (Phosphor) o. Zerl. - armour piercing incediary projectile (Pzbrgr. - Panzerbrandgranat) without a self-destructor, with a charge of phosphorous - as an armour piercing projectile painted back, and its incendiary feature is marked with a blue ring on the body (incendiary projectile) and while letters Ph (Phosphor, phosphorous). What's interesting, it did not have a fuse, it was just filled with phosphorous and closed with a screwed in plug at the rear.
  • 2 cm Pzbrgr. (Elektron) o. Zerl. - armour piercing incendiary projectile without a self-destructor, with electron charge - marked, similarly to the predecessor, with a blue ring, but this time with a white letter E (electron) on the body. The projectile had a pretty unusual construction, it was equipped - as an AP - with a JZ 1527 graze fuse, which wasn't a base fuse but was located deep inside, in the forward part of the body; incendiary charge of electron was placed behind the fuse and the body was closed with a plug at the rear end.
  • 2 cm Pzsprgr. L'spur o. Zerl. - armour piercing projectile with a tracer, without a self-destructor - appropriately marked with a yellow ring in front denoting, as we already know, presence of a HE charge and bright red ring adjacent to the driving band - a tracer.
  • 2 cm Pzsprgr. Gl'spur m. Zerl. - armour piercing high explosive projectile with a night tracer (Gl'spur - Glimmspur) and a self-destructor. It is marked with two rings at the forward part - yellow (HE charge) and green (self-destructor), as well as a dark red ring in front of the driving band, denoting a night tracer (burning less brightly than a day tracer). Self-destructor was pretty unusual in this case, built into the BdZ 1516 base fuse and coupled with the tracer - after the tracer had burnt out, the primer was shot into the firing pin located in the forward part of the fuse.
And now two bigger examples of armour piercing projectiles of 3 cm calibre (additionally, on the left hand side, the 2 cm Pzgr. o. Zerl., already known to us, shown just for size comparison), presenting yet another marking variants.
 

  •  3 cm H-Pzgr. L'spur o. Zerl. - armour piercing composite rigid projectile, with an armour piercing core  (H-Pzgr. - Hartkern-Panzergranat) with a tracer, without a self-destructor. Painted traditionally black, with white forward part and a bright red ring in front of the driving band denoting a tracer. The projectile contained inside just an ogival tungsten core, without a HE charge.
  • 3 cm Pzbrsprgr. L'spur o. Zerl. - a pretty sophisticated combination, armour piercing high explosive incendiary projectile (Pzbrsprgr - Panzerbrandsprenggranat) with a tracer, without a self-destructor. The body colour is black,  typical for an AP,  while both additional functions are marked with two appropriate rings at the forward part - yellow (HE) and blue (incendiary). Plus an usual bright red ring at the rear, denoting a tracer.
And finally at the end - the least interesting in our set practice projectiles, painted - as mentioned above - gray.
 
 
 In the drawing above we can see:
  • 2 cm Sprgr. Üb. o. Zerl. - practice high explosive projectile (Sprgr. Üb.- Sprenggranat Übungs) without a self-destructor, made as a single piece body of a size of a complete shell with a fuse, empty inside and closed with a pressed plug at the rear. Painted grey overall, with three longitudinal arrows stamped at the body (spaced evenly 120 degrees apart), specific for blind practice projectiles not containing any explosives and meaning, in case of finding such a fired projectile, it is safe
  • 2 cm Sprgr. Üb. L'spur o. Zerl. - practice projectile with a tracer, without a self-destructor. The body is empty inside, closed with a dummy fuse, with a tracer at the rear. Painted gray, with a bright red ring denoting a tracer.  Dummy fuse in natural metal colour.
  • 2 cm Sprgr. Üb. L'spur m. Zerl. - and this one is a little bit more interesting, a practice projectile with a tracer and a self-destructor. That is, practice and explosive. It was equipped with a self-destructor combined with a tracer, with a small PETN charge at the rear part of the body. Forward part had inert filling and was closed with a dummy fuse - thus explosion was much weaker than a combat HE variant and the projectile had absolutely no impact action. It was painted gray overall and appropriately marked with a green ring at the base of the fuse (self-destructor) and a bright red ring at the rear (tracer). Practice ammuntion of this kind, exploding in the distance of 600-800 m, was intended for use on small training ranges.
  • 2 cm Pzsprgr. Üb. o. Zerl. - practice armour piercing projectile without a self-destructor. It just differed from a regular 2 cm Pzgr. o. Zerl. with grade of steel, from which the body was made, and was also filled with pressstoff. Painted gray overall.

It has to be noted, practice variants of demolition (mine) projectiles, as e.g.  3 cm M-Gesch, L'Spur Üb. o. Zerl., except of being painted in a starndard practice projectile scheme, were also marked with a black letter M, in the same fashion as combat ammunition.

Those Germans were artistic souls. It's even more pretty than heavy Flak ammo, isn't it?

Related posts:

poniedziałek, 8 marca 2021

Lilium bulbiferum - historycznie, wojskowo i technicznie

czyli

Lilija w służbie Marsa

W najnowszym numerze 1/2021 poczytnego periodyku Historia Wojsko i Technika ukazał się interesujący artykuł Huberta Michalskiego traktujący o  nader mało znanym i tajemniczym niemieckim pocisku kierowanym lat drugiej wojny światowej - F-25 Feuerlilie, niemiecka rakieta kierowana. Choć tytuł jest cokolwiek, jak się okazuje, mylący, ale to tylko wyszło artykułowi na plus...

Na wstępie przyznać trzeba, że dostępnych materiałów dotyczących przedmiotowej konstrukcji jest jak na lekarstwo, więc stworzenie na ich podstawie sześciostronicowego artykułu jest nie lada wyczynem - tym niemniej przyznać trzeba, że dzieło p. Michalskiego podparte jest dość solidną kwerendą bibliograficzną... No właśnie, tylko gdzie ta bibliografia? Znajdujemy w tekście kilkakrotnie skrócone odwołania bibliograficzne w rodzaju "D. Baker, The Rocket..., ss. 84-85", próżno jednak szukać pełnych danych przywołanej w ten sposób publikacji - oj, zawiodła redakcja, zawiodła... Wykorzystał autor jednak dwa, trzy amerykańskie opracowania wywiadowcze, mające de facto wagę materiałów źródłowych, co pozwala z nadzieją spojrzeć na oczekiwaną jakość artykułu.

Ogółem artykuł ocenić trzeba pozytywnie - przedstawia mało znaną, żeby nie rzec - niszową konstrukcję, której z reguły nie poświęca się za dużo uwagi, omówioną tu w sposób szczegółowy, zilustrowany jest ciekawymi, dobrej jakości zdjęciami. Na szczególną uwagę zasługuje bardzo ciekawy opis struktury ośrodka LFA w Braunschweig-Voelkenrode. Zabrakło może, niestety, jakiegoś rysunku czy planu Feuerlilie, no ale nie jest to największa przywara.

No dobrze, acz zacznę od tego, co mi się jednak nie podoba, choć to może i kwestia gustu - język. Kwestie techniczne opisane są niejednokrotnie w sposób absurdalnie i niepotrzebnie przerysowany, rzec można ostentacyjnie pseudonaukowy czy pseudotechniczny. Np. dowiedzieć się można, że F 25 to "rakieta jednostopniowa w układzie płasko-symetrycznym (w widoku z przodu) o czym świadczy sposób rozmieszczenia powierzchni nośnych oraz klasycznym (w widoku z boku; jest on czasami zwany również układem "samolot-pocisk"), na co wskazuje umieszczenie usterzenia w tylnej części kadłuba, poza głównymi powierzchniami nośnymi i za środkiem masy." (s. 75). Mocne. Aż strach pomyśleć, jak wyglądałby w tym stylu opis choćby trójpłatowego Fokkera Dr. I z silnikiem rotacyjnym. Zastanawiać się można, czy konieczna jest informacja aż tak precyzyjna, że pocisk wyposażony był w skrzydła "których zadanie polegało przede wszystkim na wytwarzaniu siły nośnej równoważącej masę rakiety" (s. 75 - choć, na mój gust, siła nośna równoważy raczej ciężar, a nie masę), barwnym pociągnięciem jest też określenie czasu pracy silnika "czasem trwania reakcji egzoenergetycznej" (s. 75) i sprowadzenie działania układu kierowania do sterowania ruchem środka masy pocisku (s. 74).

Co do kwestii merytorycznych - na podstawie dostępnych materiałów trudno wprawdzie ustalić jednoznacznie parametry techniczne Feuerlilie F 25, podać ich jednak można ze względną dokładnością znacznie więcej, niż znaleźć możemy w artykule (zabrakło choćby, zdawałoby się podstawowej, informacji o prędkości maksymalnej!), a i te nie wydają się zawsze wybranymi najszczęśliwiej, czasem wręcz ewidentnie źle - np. średnica kadłuba przeliczona z cali jako 24 cm, gdy sama nazwa pocisku, jak i dostępne oryginalne rysunki jednoznacznie określają ją jako 25 cm.

W kwestiach co pomniejszych szczegółów merytorycznych - "łezki" na końcach skrzydeł F 25 nie tyle były "rodzajem wzbudzanych elektrycznie cewek, służących do wychylania skrzydłowych lotek" - a raczej tylko osłonami elektromagnesów poruszających te lotki. 

No właśnie - i tu dochodzimy do kwestii układu kierowania F 25, a ta, stwierdzić muszę ze smutkiem, została w artykule dogłębnie położona. Zacznijmy od opisu próbnego startu na s. 74: "Nie jest do końca jasne, co stanowiło cel dla wystrzelonej rakiety, jednakże sądząc po zastosowanym układzie sterującym trudno przyjąć, aby był to na przykład szybko poruszający się statek powietrzny". Co gorsze, na s. 76 przeczytać możemy, że "Rakieta wyposażona była w prosty bezwładnościowy system sterowania, a jej naprowadzanie na cel odbywało się programowo. (...) Rakietę prawdopodobnie celowo wystrzeliwano w kierunku morza lub terenów nizinnych, aby uniknąć potrzeby programowania obszarów (o ile w ogóle w tym uproszczonym systemie było to możliwe), na których występowały przeszkody terenowe, stanowiące dla pocisku podczas lotu obszary wymagające ominięcia". Dalej następuje jeszcze opis systemu sterowania porównującego rzeczywiste parametry lotu z założonymi i przygotowującego wspomniany cokolwiek powyżej "zestaw sygnałów sterujących ruchem środka masy pocisku" [sic!]. Kurtyna. 

A zatem po kolei... Co było celem wystrzeliwanych rakiet? Jest to akurat całkowicie jasne - NIC. Bo w nic nie miały one trafiać. Jak na wstępie i stwierdza autor, Feuerlilie służyły do podstawowych testów aerodynamicznych - lotu z wysokimi prędkościami. System sterowania precyzyjnie opisany jest w dwóch z opracowań, na które autor się powołuje, co, niestety, nijak nie znalazło odbicia w artykule. Nie był to żaden system bezwładnościowy, programowy, programowany, czy inny niemal komputer, na żyroskopowo stabilizowanej podstawie (s. 76) jak można odnieść wrażenie - strach się jeszcze bać jaki, czytając cuda na jego temat napisane. Feuerlilie F 25 wyposażona była w jeden jedyny żyroskop za pomocą elektromagnesów zerojedynkowo wychylający lotki, ergo stabilizujący pocisk w przechyleniu. Koniec. Steru kierunku nie było, ster wysokości, zgodnie z opisem, ustawiany był śrubą na sztywno przed lotem, a zatem był to raczej trymer. Humorystycznym nieco wydaje się też przytoczony powyżej ustęp o ewentualnej konieczności omijania przeszkód terenowych, biorąc pod uwagę, że - jak autor sam pisze na s. 75 - wyrzutni F 25 nadawano kąt podniesienia 60-80 stopni, pocisk w pochyleniu kierowany nie był, a i u podnóża północnej ściany Eigeru raczej nie strzelano. Pocisk wystrzeliwano zatem w górę z wyrzutni i leciał on po linii prostej, stabilizowany przez najzwyklejszy żyroskop jedynie w przechyleniu, a trajektoria jego lotu rejestrowana była przez trzy kineoteodolity, co pozwalało na jej dokładne określenie i wyliczenie choćby współczynników oporu aerodynamicznego. I tyle. Na marginesie - Walter Wernitz, na relację którego powołuje się autor na s. 74, wyraźnie pisze właśnie o trzech kineoteodolitach - a nie o jednym, jak możemy przeczytać w artykule.

I stąd nie złożone wymagania co do układu kierowania, których nie udało się rozwiązać (s. 76)  były przyczyną przerwania prac nad F 25 - bo tych wymagań praktycznie nie było żadnych. Niesatysfakcjonujące były natomiast osiągi pocisku - co zgodnie stwierdzają chyba niemal wszystkie omawiające F 25 opracowania. Ja rozumiem, że Niemcom zdarzały się mniej lub bardziej szalone pomysły, ale zbudowanie pocisku ziemia-powietrze kierowanego wg ustalonego programu naprawdę dalece wykraczało nawet poza ich inwencję w tej materii, stąd też zupełnie nieuprawnionym wydaje się stwierdzenie, jakoby doświadczenia z Feuerlilie przyczyniły się do odejścia od systemów kierowania programowego na rzecz radiowych czy radarowych sygnałów kierujących (s. 77). Zabrakło z kolei w artykule jakiegokolwiek odniesienia się do wzmianek o zdalnie sterowanych wersjach pocisku pojawiających się w literaturze - prawdziwe one, czy nie, nie nam rozsądzać.

Trudno zgodzić się z informacją podaną na s. 75, jakoby F 25 wystrzeliwana była "ze zmodyfikowanego łoża armaty przeciwlotniczej 8,8 cm Flak, wyposażonego w długą stalową prowadnicę ustawianą na czas startu pod kątami od 10 do 30 stopni (licząc od pionu)". Na dostępnych filmach przedstawiających starty F 25 widać wyrzutnię wprawdzie nader fragmentarycznie, jest to jednak konstrukcja znacznie bardziej masywna i rozbudowana, raczej samodzielna niż ustawiona na łożu armaty przeciwlotniczej - zupełnie w każdym razie inna niż ta znana ze zdjęć Feuerlilie F 55 czy Enziana.

Niestety, zakwestionować trzeba także podane parametry silnika RI 502 przytoczone machinalnie za amerykańskim raportem, bez odniesienia do innych dostępnych danych. Pomińmy już kwestię wymiarów, nawet pomińmy te inne dane, ale przecież na pierwszy rzut oka widać, że silnik na paliwo stałe wytwarzający ciąg 500 kG w czasie 6 s, ergo impuls całkowity 3000 kG s, fizycznie nie może ważyć 17,5 kg (i w praktyce ważył prawie trzy razy więcej). No chyba, że założymy, że to masa pustego silnika, do której dołożyć trzeba 16,8 kg paliwa (s. 76), to już będzie nieco lepiej, ale nadal sporo za mało... 

Na końcu artykułu znaleźć możemy dodatkowy rozdział poświęcony pociskowi Feuerlilie F 55, co niewątpliwie stanowi jego dużą zaletę, wpływając na kompletność omówienia zagadnienia - z racji na skąpość dostępnych danych w zasadzie w sporym stopniu wyczerpujący jego temat, przynajmniej w części historycznej, dlatego też mylącym jest nieco tytuł artykułu pozwalający oczekiwać opracowania traktującego jedynie o F 25.

Nieco dziwić może tu jednak w przypadku F 55 cokolwiek arbitralne przyjmowanie przez autora niektórych informacji za pewniki - np. w kwestii liczby zamówionych F 55, w sytuacji, gdy wykorzystywane przez niego publikacje wykazują tu rozbieżności, na co w kilku innych miejscach zwracał on uwagę - no, ale powiedzmy, niech będzie. Zdecydowanie natomiast zakwestionować trzeba dane techniczne F 55 przytoczone w tabeli na s. 77 - choćby dlatego, że wersja F 55 napędzana czterema silnikami rakietowymi (określonymi asekuracyjnie jako "RI 503?") miała one silniki na stały, a nie ciekły, jak podano, materiał pędny, no i nie mieściły one łącznie w żadnym razie 150 kg paliwa. Zresztą jak i w przypadku F 55, jak i F 25, kwestia silników nie jest w artykule dostatecznie dokładnie, czy wręcz w ogóle, omówiona. 

W kwestiach geograficznych - wyspa, na której przeprowadzano próbne starty F 55 nazywa się Greifswalder Oie, a nie Greifswalder, jak konsekwentnie pisane jest na stronach 76-77. Ja rozumiem, że Oie to de facto znaczy "wyspa", ale nawet sami Niemcy piszą o niej per Insel Greifswalder Oie. Zatem i bardziej konsekwentnym tłumaczeniem byłoby, jeśli już je koniecznie forsować, "Wyspa Greifswaldzka" niż "wyspa Greifswalder" - bo to dokładnie znaczy Greifswalder Oie, jako że nazwa ta pochodzi od nieodległego miasta Greifswald. Także ośrodek w Łebie, w którym testowano F 25 nie był ośrodkiem Luftwaffe (s. 74), a firmową placówką Rheinmetalla.

I kwestia zupełnie już przyczynkowa - niezupełnie dla mnie oczywiste jest automatyczne tłumaczenie słowa Feuerlilie jako "ognista lilia", no ale to tak na marginesie i w sumie mniejsza z tym.

Na koniec - biorąc pod uwagę, że Hubert Michalski jest także autorem kilku monograficznych artykułów poświęconych niemieckim armatom przeciwlotniczym, w tym 8,8 cm Flak, bardzo zaskakuje błędna identyfikacja wyrzutni pocisku Enzian pokazanej na zdjęciu na s. 77, która, w przeciwieństwie do treści podpisu, w najmniejszym stopniu nie została zbudowana w oparciu o łoże armaty kalibru 8,8 cm.

A propos, czy dowiemy się jeszcze może z artykułu, że egzemplarze zarówno F 25, jak i F 55, zachowane są po dziś dzień w muzeum w Cosford? No właśnie...

Pomimo tych wszystkich niedociągnięć, artykuł ocenić należy, na tle krajowego piśmiennictwa wunderwaffowskiego, względnie wysoko - tak z racji na poruszenie ciekawego, niszowego tematu, jak i na jego ukazanie w szerszym aspekcie, prezentującym szereg unikalnych informacji. Zabrakło może jedynie starannej analizy dostępnych w wykorzystanych źródłach informacji, a może i oparcia się na nieco szerszej podbudowie bibliograficznej. Tym niemniej jest to bez wątpienia pozycja na tym polu wartościowa.

Oznaczenia kolorystyczne amunicji lotniczej Luftwaffe

czyli

A teraz w paseczki!

Skoro zajmowaliśmy się już, cokolwiek kolorystyką niemieckich bomb lotniczych doby 2. wojny światowej, a także amunicji ciężkiej artylerii przeciwlotniczej, kolej może teraz na kolejny asortyment amunicji Luftwaffe, jako to do pokładowej broni lufowej - działek i wielkokalibrowych karabinów maszynowych.

Tutaj mamy sytuację zasadniczo podobną do amunicji flakowskiej - czyli malowanie całego pocisku w kolorze określającym jego typ, acz - w przeciwieństwie do wspomnianej braci przeciwlotniczej - znacznie bogatsza jest gama dodatkowych oznaczeń w postaci różnokolorowych paseczków, definiujących podrobniejsze cechy amunicji.

A zatem, w schematycznym przedstawieniu, zasadnicza kolorystyka pocisków lotniczych wygląda tak:

  • Granaty (Sprgr.) - kolor żółty (RLM 27);
  • Pociski zapalające (Brgr.) - kolor niebieski (RLM 65);
  • Pociski przeciwpancerne (Pzgr.) - kolor czarny (RLM 22);
  • Pociski przeciwpancerne podkalibrowe (H-Pzgr.) - kolor czarny z białym wierzchołkiem (RLM 21);
  • Pociski ćwiczebne (Üb.) - kolor szary (RLM 02).

Jak więc widać, w przeciwieństwie do bomb lotniczych malowanych wg palety RAL, amunicja do broni lufowej malowana była początkowo kolorami lotniczymi, wg instrukcji L.Dv. 251.1. Ale w roku 1944 na schematach malowania pocisków pojawiają się już kolory z palety RAL - np. żółty to już RAL 1006, a niebieski - RAL 5001 (co ciekawe, w porównaniu do błękitu RLM 65 jest to teraz wg RAL odcień ciemny szaroniebieski).

Tu może wypada jeszcze od razu dla formalności nadmienić, że w roku 1942 kolor wierzchołka wyróżniającego pociski podkalibrowe podawany był jako aluminiowy, a nie biały. No, ale wracajmy do rzeczy.

Sytuacja robiła się nieco bardziej zagmatwana w przypadku pocisków o kombinowanej funkcji, na przykład przeciwpancerno-zapalających. Wtedy malowanie stanowiło kombinację zasadniczego koloru skorupy (np. oznaczającego granat czy przeciwpancerny), uzupełnionego barwnym pierścieniem zlokalizowanym w jego przedniej części, tuż przed przednim zgrubieniem środkującym: odpowiadającym dodatkowemu działaniu - np. zapalający. 

  • Pociski o dodatkowym działaniu wybuchowym (np. przeciwpancerne z ładunkiem wybuchowym) - żółty pierścień;
  • Pociski o dodatkowym działaniu zapalającym (np. przeciwpancerno-zapalające) - niebieski pierścień.

Ponadto dalsze oznaczenia kolorystyczne odnoszące się do odmian pocisku stanowiły:

 

  • Pocisk ze smugaczem dziennym (L'spur) - jasnoczerwony (RLM 23) pierścień przed pierścieniem wiodącym;
  • Pocisk ze smugaczem nocnym (Gl'spur) - ciemnoczerwony (RLM 28) pierścień przed pierścieniem wiodącym;
  • Pocisk z samolikwidatorem (m. Zerl.) - zielony pierścień w przedniej części pocisku, przed zgrubieniem środkującym (lub u nasady zapalnika). Kolor zielony nie był w tym wypadku zdefiniowany wzornikiem, określano go jedynie opisowo jako trawiastozielony.

Na skorupie, po dwóch przeciwległych stronach, nanoszone być ponadto mogły oznaczenia literowe, bliżej określające typ pocisku - jak M, MX, Ph, E...

Proste czy skomplikowane? Spójrzmy więc najlepiej na kilka przykładów, dla uproszczenia i jednorodności ograniczając się w większości do kalibru 2 cm - acz zasady te obowiązywały dla wszystkich pocisków kalibrów od 13 mm do 3,7 cm, natomiast w bardziej już w lotnictwie egzotycznych kalibrach 5 cm i 7,5 cm trafiały się już czasem - i nie wiedzieć czemu - wyjątki. W praktyce było zatem tak:

Na powyższym rysunku widzimy od lewej:

  • 2 cm Sprgr. L'spur m. Zerl. - czyli, rozszyfrowując ten zawiły acz treściwy skrót, 2 cm granat (Sprgr. - Sprenggranat) ze smugaczem (L'spur - Lichtspur) i samolikwidatorem (m. Zerl. - mit Zerleger). Odpowiednio do tych cech pocisk malowany jest na kolor żółty (granat) z zielonym pierścieniem w części przedniej (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz). Zapalnik w kolorze metalu.
  • 2 cm M-Gesch. o. Zerl. - pocisk burzący (M-Gesch. - Minengeschoss) bez samolikwoidatora (o. Zerl. - ohne Zerleger). Malowany całkowicie na żółto, z dodatkowym oznaczeniem pocisku burzącego czarną literą M na korpusie. Pociski takie, dosłownie "minowe", charakteryzowały się niezwykle cienkimi ściankami (tak cienkimi, że np. nieraz pod pierścieniem wiodącym musiały być wzmacniane wewnętrzną wkładką) i bardzo dużą zawartością materiału wybuchowego, co przekładało się na dużą siłę wybuchu. Pociski tego typu w kalibrze 2 cm ze względu na maksymalne wypełnienie materiałem wybuchowym nie posiadały smugaczy - acz większe, choćby w kalibrze 3 cm, już smugacze otrzymały. Nazwa wywodziła się z jeszcze dziewiętnastowiecznych pocisków burzących dużej mocy przeznaczonych do niszczenia fortyfikacji - stąd zwanych minowymi.
  • 2 cm M-Gesch. m. Zerl. - pocisk burzący, minowy, z samolikwidatorem. Malowany więc na żółto, z czarną literą M i z zielonym pierścieniem (samolikwidator) u nasady zapalnika.
  • 2 cm Brgr. L'spur m. Zerl. - pocisk zapalający (Brgr. - Brandgranat), ze smugaczem i samolikwidatorem. Jako więc pocisk zapalający - malowany w całości na niebiesko, dodatkowo z zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz).
  • 2 cm Brgr. 44 o. Zerl. - pocisk zapalający bez samolikwidatora - znany już nam skądinąd z opowieści o zapalniku hydrodynamicznym AZ 9501. Czysto zapalający, bez żadnych dodatkowych funkcji... A tu zaskoczenie - oprócz niebieskiego malowania pocisku zapalającego zdobny jest także czemuś żółtym pierścieniem szerokości 5 mm poniżej zapalnika, a więc oznakowanie jego odpowiada tak trochę klasie Brandsprenggranat. Nie należy próbować zrozumieć.

Co ciekawe, pociski odłamkowo-zapalające 2 cm Brsprgr. L'spur m. Zerl. (2 cm Brandsprenggranat Lichtspur mit Zerleger) wyglądały chyba identycznie jak pokazany powyżej 2 cm Sprgr. L'spur m. Zerl. - z jakiegoś powodu nie nanoszono na nich z przodu niebieskiego pierścienia oznaczającego działanie zapalające - acz, w przeciwieństwie do drukowanych instrukcji, spotkac można i współczesne zdjęcia zachowanych żółtych pocisków 2 cm z niebieskimi pierścieniami - może więc panowała tu pewna dowolność?

Zapalniki głowicowe pozostawały zasadniczo, jak wspomnieliśmy w kolorze metalu. Wyjątkiem była tu amunicja tropikalna (Tropenmunition) oraz zunifikowana (Einheitsmunition), która mogła być stosowana we wszystkich strefach klimatycznych - w tych przypadkach zapalniki głowicowe (lub ich atrapy w pociskach ćwiczebnych) malowane były na  podstawowy kolor skorupy pocisku - czyli żółty, niebieski czy szary. Dodatkowo połączenie pocisku z łuską i osadzona w niej spłonka uszczelnione były czerwonym lakierem. Amunicja tropikalna odróżniała się od zunifikowanej dodatkowym napisem Tp na skorupie pocisku - białym na pociskach przeciwpancernych, czarnym na pozostałych.


 Na powyższym rysunku widzimy zatem: 

  • 2 cm Sprgr. L'spur (Tp) m. Zerl. - znany nam już z poprzedniej ilustracji granat ze smugaczem i samolikwidatorem, tym razem w wersji tropikalnej (Tp - Tropenmunition) - a więc z zapalnikiem w podstawowym kolorze skorupy i czarnym oznaczeniem Tp. Pozostała kolorystyka bez zmian - pocisk żółty (granat), z zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz).
  • 2 cm Brsprgr. Gl'spur m. Zerl. - wspomniany powyżej pocisk odłamkowo-zapalający (Brsprgr. - Brandsprenggranat), tu ze smugaczem nocnym (Gl'spur - Glimmspur, palącym się mniej jasno od smugacza dziennego) i samolikwidatorem, w wersji zunifikowanej Einhetsmunition (oznaczanej na etykietach dopiskiem auch für Tropen, także do tropiku). Zatem - malowany na żółto (granat), zapalnik w kolorze korpusu, żółty, ponadto standardowo - zielony pierścień u nasady zapalnika (samolikwidator) i ciemnoczerwony przed pierścieniem wiodącym (smugacz nocny). Uwaga - jak już wspomniano, zapalające działanie pocisku (który mieścił w przedniej części 2,3 g pentrytu, a w tylnej - 2,1 g kompozycji elektronu i termitu) nie jest w tym przypadku oznaczone niebieskim pierścieniem, acz trudno w tej chwili mieć pewność, czy zawsze tak było. 
  • 2 cm Brgr. L'spur m. Zerl. - ponownie przedstawiony już wcześniej pocisk zapalający, ze smugaczem i samolikwidatorem, tutaj w wersji zunifikowanej, Einhetsmunition. Malowany według tego samego schematu, w całości na niebiesko razem z zapalnikiem, z zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz).

A teraz jeszcze dwie ciekawostki na marginesie pocisków burzących:

  • 2 cm M-Gesch. X m. Zerl. - pocisk burzący X z samolikwidatorem, a wyglądający jak cokolwiek absurdalnie rozrośnięty 2 cm M-Gesch., z częścią tylną (normalnie ukrytą w łusce) wydłużoną tak, że jego całkowita długość sięgnęła 99,2 mm (wobec 83,1 mm zwykłego burzącego), niespecjalnie zresztą udany - zdaje się, że nadmierna długość powodowała problemy ze stabilizacją. Jak przystało na pocisk burzący z samolikwidatorem (realizowanym przez zapalnik uderzeniowy ZZ 1509), malowany był analogicznie do 2 cm M-Gesch. m. Zerl. - całkowicie na żółto, z zielonym pierścieniem (samolikwidator) u podstawy zapalnika, a wyróżniały go natomiast od zwykłego pocisku burzącego czarne litery MX na korpusie.
  • 3 cm M-Brgr. 108 m. Zerl. - coś wkońcu ciekawszego, większego kalibru pocisk burząco-zapalający (M-Brgr. - Minen-Brandgranat) do armaty MK 108 El (co zdradza liczba 108), z samolikwidatorem. Malowany zatem na żółto (granat), z podwójną funkcją oznaczoną tym razem aż dwoma pierścieniami u nasady zapalnika - zielonym (samolikwidator) i niebieskim (zapalający), i jako pocisk burzący - czarną literą M. Pocisk ten, przewidywany jako amunicja zunifikowana zastępująca docelowo pociski burzące i zapalające, posiadał dość złożoną i interesującą konstrukcję wewnętrzną - w przedniej części wypełniony był (tak mniej więcej w ciut ponad połowie długości) konwencjonalnym ładunkiem burzącym, za którym zlokalizowana była w tylnej części swego rodzaju cylindryczna lotka zapalająca wypełniona kompozycją zapalającą, z szeregiem otworów w ściance. Głowicowy zapalnik uderzeniowy ZZ 1589 B wyposażony był w samolikwidator, a spłonka pobudzająca VC 70, stosowana też m.in. w innych pociskach burzących kalibru 3 cm, zapewniała zwłokę w uderzeniowym działaniu zapalnika.

Teraz może jeszcze mała dygresja na temat samolikwidatorów (o ile były). Stosowano zasadniczo dwie ich szkoły - w przypadku pocisków posiadających smugacz, samolikwidacja oparta była właśnie o działanie smugacza, który po dopaleniu się - niby lont - inicjował zlokalizowany w tylnej części pocisku ładunek samozniszczeniowy. Natomiast w przypadku pocisków bez smugaczy, samolikwidator wbudowany był w zasadniczy zapalnik, który, na skutek spadku prędkości obrotowej pocisku wraz z czasem lotu, zwalniał utrzymywaną przez takie czy inne bezwładnki iglicę, zbijającą pod działaniem sprężyny uderzeniowej spłonkę - jak np. w zapalniku ZZ 1505 czy ZZ 1506 (warto zwrócić uwagę, że oznaczenie zapalnika brzmiało w takim przypadku ZZ - Zerlegerzünder, zapalnik samozniszczeniowy).

Teraz z kolei zajmijmy się co nieco pociskami przeciwpancernymi, nader skądinąd urokliwymi na skutek swej kontrastowej kolorystyki.


 Widzimy tu więc od lewej:

  • 2 cm Pzgr. o. Zerl. - pocisk przeciwpancerny (Pzgr. - Panzergranat) bez samolikwidatora. Nieco może wbrew granaciej nazwie, posiadał on grubościenny wprawdzie korpus, ale bez zapalnika i materiału wybuchowego - wypełniony pressstoffem i zamknięty od tyłu wkrętką. Malowany zatem jednolicie na czarno.
  • 2 cm Pzsprgr. o. Zerl. - granat przeciwpancerny (Pzsprgr - Panzersprenggranat), od pokazanego wcześniej pocisku przeciwpancernego odróżniał się obecnością ładunku wybuchowego z zapalnikiem dennym - a jego wybuchowość oznaczona została tym razem żółtym pierścieniem (granat) u nasady części ostrołukowej korpusu.
  • 2 cm Pzbrgr. (Phosphor) o. Zerl. - pocisk przeciwpancerno-zapalający (Pzbrgr. - Panzerbrandgranat) bez samolikwidatora, z ładunkiem fosforowym - jak przystało na pocisk przeciwpancerny malowany jest na czarno, a jego funkcja zapalająca oznaczona została niebieskim pierścieniem na korpusie (pocisk zapalający) oraz białymi literami Ph (Phosphor, fosfor). Co ciekawe, nie posiadał on zapalnika, a tylko wypełniony był ładunkiem fosforu zamkniętym od tyłu wkrętką.
  • 2 cm Pzbrgr. (Elektron) o. Zerl. - pocisk przeciwpancerno-zapalający bez samolikwidatora, z ładunkiem elektronowym - oznaczony podobnie do poprzedniego  niebieskim pierścieniem, acz tym razem z białą literą E (elektron) na korpusie. Pocisk ten posiadał również niebanalna konstrukcję, wyposażony był - jak to przeciwpancerny - w zapalnik bezwładnościowy JZ 1527, ale wcale nie denny, a umieszczony głęboko wewnątrz, w przedniej części korpusu; za zapalnikiem znajdował się ładunek zapalający elektronu, a korpus zamknięty był od tyłu wkrętką.
  • 2 cm Pzsprgr. L'spur o. Zerl. - granat przeciwpancerny ze smugaczem, bez samolikwidatora, z żółtym pierścieniem w przedniej części oznaczającym, jak już wiemy, obecność ładunku wybuchowego oraz jasnoczerwonym przy pierścieniu wiodącym - smugacz.
  • 2 cm Pzsprgr. Gl'spur m. Zerl. - granat przeciwpancerny ze smugaczem nocnym (Gl'spur - Glimmspur) i samolikwidatorem. W przedniej części oznaczony jest tym razem aż dwoma pierścieniami - żółtym (ładunek wybuchowy) i zielonym (samolikwidator), oraz ciemnoczerwonym pierścieniem przy pierścieniu wiodącym, oznaczającym smugacz nocny (palący się mniej jasno od dziennego). Samolikwidator w tym przypadku niebanalny, wbudowany był w zapalnik denny BdZ 1516 połączony ze smugaczem - po dopaleniu smugacza wstrzeliwał spłonkę zapalającą w umieszczoną z przodu zapalnika iglicę.
A teraz jeszcze dwa większe już przykłady pepanców, kalibru 3 cm (dodatkowo po lewej znany już nam pocisk przeciwpancerny 2 cm Pzgr. o. Zerl., pokazany dla porównania wielkości), ilustrujące jeszcze dalsze warianty oznaczeń.
 

  •  3 cm H-Pzgr. L'spur o. Zerl. - pocisk przeciwpancerny podkalibrowy, nowomodnie rzecz ujmując - rdzeniowy  (H-Pzgr. - Hartkern-Panzergranat) ze smugaczem, bez samolikwidatora. Malowany tradycyjnie na czarno, ale z częścią głowicową w kolorze białym, no i  z jasnoczerwonym pierścieniem oznaczającym smugacz. Pocisk wewnątrz posiadał jedynie ostrołukowy rdzeń wolframowy, bez materiału wybuchowego.
  • 3 cm Pzbrsprgr. L'spur o. Zerl. - kombinacja już całkiem wymyślna, granat przeiwpancerno-zapalający (Pzbrsprgr - Panzerbrandsprenggranat) ze smugaczem, bez samolikwidatora. Kolor, jak to przeciwpancerny, czarny, a dodatkowa podwójna funkcja pocisku zaznaczona jest dwoma odpowiednimi pierścieniami w części głowicowej - żółtym (granat) i niebieskim (pocisk zapalający). Do tego zwykły jasnoczerwony pierścień w części tylnej, oznaczający smugacz.
No i wreszcie na koniec - najmniej w tym zestawieniu zabawne pociski ćwiczebne, które malowane były, jak wspomnieliśmy na wstępie, na szaro.
 
 
 Powyżej mamy więc:
  • 2 cm Sprgr. Üb. o. Zerl. - ćwiczebny granat (Sprgr. Üb.- Sprenggranat Übungs) bez samolikwidatora, wykonany w postaci jednolitego korpusu o wielkości kompletnego pocisku z zapalnikiem, pustego wewnątrz i zamkniętego od tyłu wprasowanym staliwnym korkiem. Malowany jednolicie na szaro, dodatkowo na korpusie wybite trzy wzdłużne strzałki (rozmieszczone co 120 stopni), charakterystyczne dla ślepych pocisków ćwiczebnych, pozbawionych materiałów wybuchowych, a oznaczające po prostu, w przypadku znalezienia takiego wystrzelonego pocisku, że jest on bezpieczny.
  • 2 cm Sprgr. Üb. L'spur o. Zerl. - pocisk szkolny ze smugaczem, bez samolikwidatora. Korpus zamknięty atrapą zapalnika, pusty w środku, ze smugaczem w części tylnej. Malowany na szaro, z jasnoczerwonym pierścieniem oznaczającym obecność smugacza. Atrapa zapalnika w kolorze metalu.
  • 2 cm Sprgr. Üb. L'spur m. Zerl. - to już nieco ciekawsze, pocisk ćwiczebny ze smugaczem i - tadam! - samolikwidatorem. To znaczy ćwiczebny, ale wybuchowy. Posiadał on samolikwidator powiązany ze smugaczem, z niewielkim ładunkiem pentrytu w tylnej części korpusu. Przednia część zaś wypełniona była materiałem obojętnym i zamknięta atrapą zapalnika - pocisk wybuchał zatem pod wpływem samolikwidatora znacznie słabiej od wersji bojowej i nie posiadał działania uderzeniowego. Malowany jednolicie na szaro i oznaczony odpowiednio do swych cech - zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym w części tylnej (smugacz). Amunicja tego typu, ulegająca samolikwidacji w odległości 600-800 m, pomyślana była do wykorzystania na niewielkich poligonach.
  • 2 cm Pzsprgr. Üb. o. Zerl. - pocisk ćwiczebny przeciwpancerny bez samolikwidatora. Od zwykłego pocisku przeciwpancernego 2 cm Pzgr. o. Zerl. odróżniał się w praktyce tylko gatunkiem stali, z której wykonano korpus, wypełniony - jak i tam - pressstoffem. Malowanie jednolicie na szaro.

Co nadmienić trzeba, ćwiczebne warianty pocisków burzących, jak np. 3 cm M-Gesch, L'Spur Üb. o. Zerl. poza standardowym malowaniem pocisku ćwiczebnego również oznaczane były czarną literą M, podobnie jak amunicja bojowa.

Mieli ci Germanie zacięcie artystyczne. Nawet to chyba ładniejsze niż amunicja do Flaku, prawda?

czwartek, 7 stycznia 2021

Dla mnie bomba po raz wtóry!

czyli

Szczegóły i niuanse 

Lat temu kilka popełnionym został wpis poświęcony kolorystyce drugowojennych niemieckich bomb lotniczych (w osiągnięcia celu maksymalnej wiarygodności oparty w warstwie merytorycznej, o ile nie zaznaczono inaczej, wyłącznie na oficjalnych niemieckich instrukcjach z czasu wojny). Temat to wszakże nader obszerny i zajmujący - i wobec skrótowego wówczas ujęcia warty pogłębienia i rozszerzenia, w celu ukazania jego złożoności, jak i podrobniejszych szczegółów, których wtedy zabrakło.

Część  pierwsza skupiała się bowiem praktycznie tylko na kolorystyce oznaczeń barwnych poszczególnych typów bomb Luftwaffe z czasu drugiej wojny światowej - ze szczególnym uwzględnieniem standardowych malowań z okresu 1941-1945. Acz, co i zasygnalizowanym tam zostało, oznaczenia te nie zawsze wyglądały tak samo i - na poziomie mej skromnej obecnej wiedzy - wyróżnić można ich cztery zasadnicze warianty.

Spójrzmy więc zatem raz jeszcze, na przykładzie bomby SC 250 JA w malowaniu do klimatu normalnego, na zmiany kolorystyki bomb Luftwaffe na przestrzeni lat wojny.

Na samym górze widzimy bombę w jednolitym szarym malowaniu RAL 7021, obowiązującym do roku 1939, nie posiadającą żadnych barwnych wyróżników typu.

Poniżej bomba w malowaniu także RAL 7021, ale z żółtym (RAL 1006) stożkiem ogonowym, oznaczającym bombę burzącą (SC). Wprowadzone to malowanie zostało najprawdopodobniej w końcu 1939 roku, w każdym razie już po kampanii wrześniowej - najstarszy, póki co, znany mi rysunek bomby z tego rodzaju oznaczeniem pochodzi z 22 listopada 1939, a obowiązywało ono najwyraźniej aż do wiosny 1941. W każdym razie nie za długo, bo bomby tak malowane są na zdjęciach stosunkowo nieliczne. Bomby odłamkowe (SD) miały w tym schemacie stożki czerwone (RAL 3000 względnie 7 RAL 840 B2), ponadto malowane były najwyraźniej nie na ciemnoszaro, ale w kolorze feldgrau - 3 RAL 840 B2. Na marginesie - kolor ten stosowano też najwyraźniej dla bomb dymnych. Bomby przeciwpancerne (PC) miały z kolei stożki niebieskie. Warto przy tym zauważyć, że po wejściu w życie tych regulacji stare,  nie posiadające jeszcze oznaczeń kolorystycznych bomby najwyraźniej malowano wg nowego schematu w jednostkach czy Munach - na zdjęciach niejednokrotnie dopatrzeć się można bomb z wyjątkowo niestarannie naniesionym na stożki ogonowe kolorem, choćby wchodzącym swobodnymi mazami na stateczniki - na pewno nie było to malowanie fabryczne. Od schematu wyłamywała się cokolwiek wspomniana w części pierwszej bomba SD 1700, klasyfikowana jako przeciwpancerno-burząca i posiadająca w tej wersji malowania stożek ogonowy wprawdzie cały żółty, ale z wzdłużnym niebieskim paskiem pomiędzy każdą z par stateczników. Natomiast przeciwpancerne bomby rakietowe PC 500 RS, PC 1000 RS i PC 1800 RS miały malowane na niebiesko jedynie cztery pola pomiędzy parami krótszych z dwunastu stateczników (czyli, na godzinach 12, 3, 6 i 9)... Acz z kolei, żeby za prosto nie było, zaznaczyć trzeba, że przynajmniej udokumentowane zdjęciami PC 500 RS obok takiegoż schematu oznakowania mają też czasami niebieskie wszystkie pola pomiędzy statecznikami. Sylwetki SD 1700 i PC 1000 RS w malowaniu tego okresu pokazane są niżej.

Na trzecim rysunku - bomba w kolorze nadal szarym RAL 7021, ale z oznaczeniem barwnym zredukowanym do wzdłużnych pasów na sekcji ogonowej, co nastąpiło, jak się wydaje, w końcu roku 1940 lub - co bardziej prawdopodobne - wczesną wiosną 1941. Najmocniejszą w każdym razie przesłanką na temat okresu wprowadzenia pasów, na którą natrafiłem, jest zdjęcie czterech bomb SC, z których jedna ozdobiona jest okolicznościowym napisem "Ostergruesse 1941" (a Wielkanoc w 1941 roku wypadała 13-14 kwietnia) - dwie z nich mają malowane na żółto całe stożki ogonowe, jedna zaś ma już pasy; wychodziłoby zatem, że kwiecień 1941 był okresem przejściowym pomiędzy obydwoma postaciami oznaczeń. Obowiązywało ono malowanie do końca lipca 1942. Bomby odłamkowe (SD) ponownie malowano w tym schemacie na kolor feldgrau 3 RAL 840 B2 (czemu podobnież odpowiada późniejszy RAL 6006), acz, póki co, głowy nie dam czy zawsze.

I wreszcie na końcu - bomba w kolorze szarobeżowym RAL 7027, z takim samym oznaczeniem w postaci wzdłużnych pasów - a więc malowanie obowiązujące na wszystkich frontach od 1 sierpnia 1942 do końca wojny.

 
Bomby dla regionów tropikalnych przed sierpniem 1942 malowane były, jak pamiętamy z części pierwszej, początkowo na srebrno, a potem na błękitno - z analogicznym dla klimatu normalnego oznakowaniem. Co ciekawe, jak ze zdjęć się wydaje, głównie dużego wagomiaru bomby, ale nie tylko, i na terenie europejskim pojawiają się już w tym okresie w kolorze jasnym - ale czy wynikało to z chęci ich malowania kamuflażowego (jako przenoszonych na podwieszeniach zewnętrznych), czy też z utylizowania, choćby na froncie wschodnim, bomb przeznaczonych pierwotnie na śródziemnomorski TDW - tego, póki co, nie wiem, a znane mi instrukcje na ten temat milczą.

No dobrze, malowanie malowaniem, nudne to się robi. Ale na bomby nanoszono przecież wiele innych oznaczeń i opisów, których znaczenie i wariacje też warto prześledzić. Spójrzmy zatem - na przykładzie bomby SC 50 J/A -  na szczegóły oznakowania i malowania bomb z roku 1942. W malowaniu szarym RAL 7021, stosowanym dla bomb do klimatu normalnego do końca lipca 1942:

Oraz w malowaniu beżowym RAL 7027, obowiązującym dla wszystkich bomb od 1 sierpnia1942:


A zatem, jadąc od dziobu mamy:
  • czarny dziób długości 50 mm - stosunkowo rzadko spotykane oznaczenie i raczej na wcześniejszym etapie wojny, oznaczające bombę posiadającą w odlewanym materiale wybuchowym, którym była elaborowana, wzdłużnie umieszczony dodatkowy detonator z kostek prasowanego trotylu, mający zapewnić dobre rozprzestrzenienie się detonacji po długim okresie składowania bomby;
  • czarną liczbę 14 wysokości 40 mm - kod materiału wybuchowego, którym elaborowana była bomba, tutaj Fp 02 czyli trotyl (por. niżej);
  • liczbę 25 wysokości 32 mm w kółku średnicy 60 mm, białą w przypadku bomb szarych, czarną w przypadku beżowych - typ zamontowanego zapalnika, tutaj ElAZ (25);
  • litery JA wysokości 40/25 mm - typ bomby, w tym przypadku skrótowo potraktowane SC 50 J/A, acz w wielu przypadkach, zwłaszcza większych bomb, nanoszono pełne oznaczenia;
  • rzymską cyfrę I wysokości 80 mm (nanoszoną po dwóch stronach bomby) - klasę jakościową bomby, oznaczającą wytrzymałość skorupy uwarunkowaną  technologią produkcji - jednolitością wykonania (I - jednoczęściowe, por. niżej);
  • no i na końcu żółte pasy szerokości 40 mm umieszczone na stożku ogonowym pomiędzy brzechwami, oznaczające tu bombę burzącą kategorii SC - no ale to już wiemy... 
Powyższe wymiary oznaczeń miały - teoretycznie - zastosowanie także w przypadku bomb większych wagomiarów, za wyjątkiem oznaczenia typu bomby, które np. w przypadku bomby SC 500 miało już wysokość 64 mm, SC 1800 - 80 mm (miast 40/25 mm). Spójrzmy zatem na taki przykład:

Pokazana została tu bomba typu SC 1800, w beżowym malowaniu RAL 7027 i ze standardowym oznakowaniem. Oprócz umieszczonych na stożku ogonowym żóltych pasów RAL 1006 szerokości w tym przypadku 60 mm, na korpusie umieszczone są, patrząc od dziobu: kod materiału wybuchowego 14 (wysokości 40 mm, po dwóch stronach korpusu), oznaczenie typu zapalnika (25)D (czyli ElAZ (25) D, koło średnicy 60 mm, czcionka wysokości 32 mm) oraz opis typu bomby SC 1800 (wysokości 80 mm, po obu stronach korpusu).

Teraz, dla bezpośredniego porównania przyjrzyjmy się analogicznie oznaczonej odmianie tej bomby elaborowanej trialenem. A więc na dziobie mamy kod materiału wybuchowego, tym razem 105 (Trialen 105, cyfry wysokości 40 mm po obu stronach korpusu), pasy na stożku ogonowym zastąpione właściwymi dla bomb elaborowanych trialenem żółtymi (RAL 1006) sylwetkami statków (tu długości 800 mm i wysokości 200 mm), a na bokach korpusu znalazł się czarny napis Nur gegen Handelsschiffe (Tylko przeciwko statkom handlowym). Warto zwrócić uwagę na ciekawie asymetryczne naniesienie napisu SC 1800 Trialen (wysokości 80 mm) - malowanego ponownie po obu stronach bomby.

Jak się jednak okazuje, powyższy schemat oznaczeń, właściwy dla - mniej więcej - połowy wojny, nie zawsze tak wyglądał. I nie chodzi już nawet o wspomniane na wstępie barwne oznaczanie typu bomby, którego najpierw nie było w ogóle, potem malowano na odpowiedni kolor całe stożki ogonowe, by wreszcie ograniczyć kolor do jedynie wzdłużnych pasów. Okazuje się bowiem, że i pozostałe oznaczenia - choćby typu zapalnika czy typu bomby - różniły się w różnych okresach i lokalizacją, i kolorem.

Na początek ciekawa wariacja oznaczeń, na przykładzie bomby SC 50 J w postaci, w jakiej używana była przez Luftwaffe w Polsce we wrześniu 1939.


Bomba tej wersji produkowana była tylko w latach 1937-1938 (potem przemianowana została na SC 50 JB), co pozwala nam dość precyzyjnie określić okres wykonania tej wersji znakowania. Widzimy więc ciemnoszarą bombę bez jakichkolwiek barwnych oznaczeń kategorii, z naniesionymi tylko na czarno, od lewej - kod materiału wybuchowego (14), wersja bomby (J, wysokość litery ok. 60 mm) oraz - naniesiony na czarno, a nie na biało, jak w 1942! - typ zamontowanego zapalnika (15 czyli ElAZ (15), średnica koła ok. 86 mm, cyfry ok. 38 mm; był to stary typ zapalnika zastąpiony następnie przez ElAZ (25)). Co warto zauważyć, oznaczenie zapalnika znalazło się w tylnej części bomby, a nie w pobliżu jego gniazda. Nie ma natomiast oznaczenia klasy jakościowej (które nie było tu, poniekąd, potrzebne - por. niżej). Jako że wygląd tej bomby zrekonstruowany jest na podstawie zdjęcia, wielkości oznaczeń podać można jedynie w przybliżeniu, natomiast nadmienić wypada, że zarówno rozmieszczenie poszczególnych elementów, jak i średnica koła w oznaczeniu zapalnika, wydają się podlegać na różnych bombach tej partii niejakim wariacjom - a co lepsze, występują też znakowane wg tego samego schematu bomby z oznaczeniem wersji A3, które ma już jednak tylko wysokość jakichś 40-45 mm. Warto też zwrócić uwagę, że bomba ta przeznaczona jest do zawieszenia pionowego, z uchem nośnym wkręconym na wierzchołku dzioba. W oczy rzuca się też położenie stateczników, które zlokalizowane są w płaszczyznach pionowej i poziomej, a nie przekręcone o 45 stopni, jak można by oczekiwać - tym niemniej w przypadku bomb 50 kg stosowano takie rozwiązanie także przy bombach podwieszanych poziomo.

Ale, żeby nie było za prosto, spójrzmy teraz na inny przykład tejże samej SC 50 J z tegoż września 1939.
 

Czyli znowu, bomba w zwykłym malowaniu szarym RAL 7021, ale oznakowanie jest już nieco bardziej interesujące. Przede wszystkim - brak jest na korpusie kodu materiału wybuchowego. Za uchem nośnym widzimy standardowo czarne oznaczenie typu bomby J, acz wysokości ledwo 40 mm (patrz waga o wersji A3 powyżej), dalej zaś takoż czarne oznaczenie typu zapalnika 15 (ElAZ (15)), cyframi wysokości 40 mm w kółku o średnicy ok 86 mm, naniesione dość nonszalancko, żeby nie rzec krzywo. Zwrócić natomiast uwagę należy na zdecydowanie niezwykłą, fikuśną szeryfową czcionkę, trącąca nieco nawet gotykiem, użytą zarówno do oznaczenia typu bomby, jak i zapalnika.
 
Teraz z kolei przejdźmy do okresu nieco późniejszego.


Widzimy tutaj bombę SC 50 B z wczesnym oznakowaniem barwnym w postaci żółtego stożka ogonowego, czyli rok mniej więcej 1940. Poza tym, bomba malowana jest standardowo na szaro, z czarnym dziobem (oznaczającym, jak już wiemy, wzdłużną wkładkę z kostek prasowanego trotylu), dalej następuje kod materiału wybuchowego 14 (trotyl), ponownie czarne, mimo ciemnoszarego koloru bomby, oznaczenie typu zapalnika 15 (ElAZ (15)) w kółku o średnicy ok. 86 mm, tym razem umieszczone z boku, koło jego gniazda, co we wcześniejszym okresie wojny było rozwiązaniem wręcz standardowym, wreszcie na końcu niewielką literę B (wysokości 40 mm) oznaczającą wersję bomby.

Z podobnego czasu przeanalizować też możemy dwa niezwykle interesujące przypadki swego rodzaju malowań przejściowych:

Co nadmienić trzeba, obie bomby pokazane na powyższym rysunku uwiecznione zostały obok siebie na jednym zdjęciu - co zarazem pokazuje, jak różne warianty oznakowań można napotkać w tym samym momencie, a sądząc z żółtych stożków ogonowych jest to mniej więcej rok 1940, może początek 1941.

A więc - u góry bomba SC 50 B, produkowana do roku 1936, a zatem nosząca w zasadzie wczesny wariant oznakowania, znany nam w zasadzie z pokazanej powyżej SC 50 J z roku 1939, acz różny od omówionej przed chwilą innej SC 50 B (czyżby więc przemalowanej?). Kolor standardowo szary, RAL 7021. A dalej - czarny dziób długości 50 mm (dodatkowy detonator), czarne oznaczenie materiału wybuchowego 14 (niezmiennie trotyl) wysokości 40 mm, a następnie oznaczenie typu bomby SC 50 B, acz tym razem naniesione - niespodzianka! - na biało czcionką wysokości ok. 55 mm, no i wreszcie czarne oznaczenie typu zapalnika 15 (elAZ (15)), zwykłych dla wczesnego okresu rozmiarów, w kółku średnicy ok. 86 mm. Stożek ogonowy pomalowany został na żółto, wyraźnie wtórnie, pędzlem i w sposób niestaranny (co wspomniano wcześniej), zamazując stateczniki. Ale, co ciekawe, na korpusie bomby naniesiona została z tyłu także jej klasa jakościowa III - tradycyjnie wysokości 80 mm, acz - z racji na tylne umieszczenie oznaczenia zapalnika, musiała zostać, najwyraźniej z braku miejsca, przesunięta na bok.

Poniżej - bomba SC 50 J/B, takoż w kolorze szarym RAL 7021 i w cokolwiek już bardziej standardowym zestawie oznakowania. Stożek ogonowy, co od razu rzuca się w oczy, zamalowany jest ad hoc żółtą farbą, równie niestarannie co na poprzednim przykładzie. A ponadto - od przodu czarny kod materiału wybuchowego 14 (tu uwaga - na oryginalnym zdjęciu dziób jest częściowo zasłonięty i kod jest niewidoczny, ale zakładam, że być tu musiał), dalej czarne oznaczenie zapalnika 15 (ElAZ (15)), umieszczone wprawdzie już na nową modłę, przed gniazdem zapalnika, ale jeszcze w starych rozmiarach - kółko średnicy ok. 86 mm, za to z nieproporcjonalnie dużymi cyframi - ok. 50 mm. Dalej czarne oznaczenie typu bomby JB zwykłej wielkości 40/25 mm i znajdujące się wreszcie na swoim miejscu oznaczenie klasy jakościowej II - wysokości 80 mm. Acz, uwaga, tym razem namalowane w jasnym kolorze! Jakim, oto jest pytanie - na czarno-białym zdjęciu posiada wprawdzie jasność taką samą jak żółty stożek ogonowy, acz równie dobrze mógłby to przecież być słabo kryjący kolor biały; pokazane są zatem na rysunku obie możliwości.

I wreszcie, skoro temat był wspomnianym, a i SC 50 są w naszej opowieści mocno nadreprezentowane, bomba w odmianie tropikalnej.

Na rysunku pokazana jest tym razem SC 50 J/B w konfiguracji do zawieszenie pionowego, w tropikalnym malowaniu i oznakowaniu mniej więcej z pierwszej połowy roku 1942, a zatem błękitna (bomba produkcji po lipcu 1942 byłaby, jak wiemy, taka sama, ale beżowa). Znakowanie zgodne jest ze schematem omówionym na wstępie - kod materiału wybuchowego 13 (amatol) wysokości 40 mm, oznaczenie zapalnika ElAZ (25) (kółko średnicy 60 mm, cyfry wysokości 32 mm), typ bomby skrócony do postaci JB (litery wysokości 40/25 mm), bardzo nonszalancko naniesione oznaczenie klasy jakościowej II (wysokości 80 mm), no i na końcu wreszcie coś nowego! - Tp, oznaczenie bomby w wersji tropikalnej, wysokości 40 mm. Na stożku ogonowym, już tradycyjnie, żółte pasy szerokości 40 mm, zieeew. Żeby było śmieszniej - uwieczniona ona bomba została bynajmniej nie w tropiku, a na przedmościu kubańskim. A zatem można i tak (i zarazem jest to interesujący przyczynek do wcześniejszych gdybań o występowaniu bomb w malowaniu tropikalnym w Europie).

Teraz spójrzmy wyrywkowo, niestety, na niuanse oznaczeń bomb odłamkowo-burzących SD 50, mając zarazem porównanie oznaczenia kolorystycznego w postaci barwnego stożka ogonowego i wzdłużnych pasów.

Na górnym rysunku bomba typu SD 50 w wariancie z odlewaną sekcją ogonową, tym razem w kolorze feldgrau czyli 3 RAL 840 B2 (który, jak się wydaje, mógł być standardowym kolorem bomb SD przed wprowadzeniem malowania beżowego), ponownie z barwnym, jak przystało na bombę klasy SD - czerwonym, stożkiem ogonowym (czyli, oględnie rzecz ujmując, jak to na chwilę obecną mi wychodzi, rok 1940) i znów czarnym na ciemnej bombie oznaczeniem typu zapalnika 15 (ElAZ (15)) w kółku o średnicy ok. 86 mm naniesionym na boku bomby. Oznaczenie typu bomby czy kod materiału wybuchowego są, w tym przypadku, niestety, niewidoczne. 

Poniżej - bomba SD 50 Pr, tym razem z blaszaną sekcją ogonową, także feldgrau z fabrycznym czerwonym oznaczeniem barwnym klasy SD zredukowanym już do wzdłużnych pasów - a więc zapewne lata 1941-42 (ten wariant kolorystyki bomb SD 50 i SD 250, feldgrau z czerwonymi pasami, jest w każdym razie potwierdzony oficjalnymi rysunkami z epoki; pytanie, czy wzorem SC występowały także w wersji ciemnoszarej?). Uwagę zwraca sposób malowania pasów, doprowadzonych aż do wierzchołka stożka ogonowego (a nie kończących się prostopadle), oraz sposób oznaczenia wersji - DPr (czyli SD 50 Pr). Niekompletna bomba nie posiadała naniesionego oznaczenia zapalnika ani materiału wybuchowego - ale właśnie tak, w każdym razie, wyglądały bomby opuszczające fabrykę przed elaboracją.

Pora w końcu na coś większego, dwa przykłady wczesnych malowań bomby SC 250 J, zatem w kolorze szarym RAL 7021.

U góry - bomba z września roku 1939, co ciekawe przystosowana do zawieszenia pionowego w samolocie He 111, czyli z uchem nośnym wkręconym w wierzchołek. Oznakowanie - skromne. Od przodu patrząc - czarny kod materiału wybuchowego 14 (Fp 02, trotyl) wysokości ok. 50 mm, dalej skrócone do jednej litery oznaczenie wersji bomby J wysokości 60 mm i wreszcie oznaczenie zapalnika ElAZ (15) w kółku o średnicy ok. 86 mm.

Poniżej - bomba w wersji przeznaczonej do zrzutu z lotu nurkowego z samolotu Ju 87, z założoną obejmą z czopami do widelca wyrzutnika. Tym razem - z żółtym stożkiem ogonowym, a więc zapewne rok 1940 - może kampania francuska? I znów, od dziobu patrząc - kod materiału wybuchowego 13 (Fp 60/40, amatol 60/40) wysokości 40 mm, w końcu obecne oznaczenie klasy jakościowej bomby I - wysokie na 80 mm, a dalej już normalnie - typ bomby J (60 mm) i typ zapalnika ElAZ (25), znów w kółku o średnicy ok. 86 mm, acz numer podany jest nieproporcjonalnie malutką czcionką, zaledwie 20 mm.

Wreszcie, na przykładzie jeszcze większej bomby SC 500 spójrzmy na zderzenie niemieckiej teorii praktycznej i praktyki teoretycznej:

Na górze pokazana jest bomba SC 500 L w podręcznikowym malowaniu pierwszej połowy roku 1942 - a więc w kolorze szarym RAL 7021. Oznakowanie jest w pełni analogiczne do schematu przedstawionego na wstępie na przykładzie bomby SC 50 J/A. A zatem, patrząc od dzioba - czarne oznaczenie materiału wybuchowego 13 wysokości 40 mm (amatol), białe oznaczenie 25 typu zapalnika (ElAZ (25)) - cyfry wysokości 32 mm w kółku o zewnętrznej średnicy 60 mm i grubości linii 5 mm, oznaczenie typu bomby skrócone do postaci C 250 L wysokości tym razem 64 mm i wreszcie klasa jakościowa bomby I - wysokości tradycyjnie 80 mm. Na stożku ogonowym - żółty pas szerokości 40 mm (bomba burząca), sięgający aż do jego końca.

Poniżej - bomba SC 500 K w konfiguracji do zawieszenia pionowego, zapewne z okresu 1941-42, takoż w malowaniu szarym RAL 7021, pokazująca udokumentowane zdjęciem rzeczywiste wariacje teoretycznego oznakowania. A zatem - na dziobie czarne oznaczenie materiału wybuchowego 13 ale o wysokości aż ok. 60 mm, uzupełnione czemuś nieco poniżej od szablonu białą literą A (czyli zapewne odczytywać to należy jako 13A - amatol 50/50), dalej białe oznaczenie zapalnika 25, tym razem jednak wyjątkowo małe, o średnicy zredukowanej do ok. 55 mm, następnie czarna litera K wysokości 60 mm (czyli maksymalnie skrócone oznaczenie typu bomby SC 500 K), no i na końcu oznaczenie klasy jakościowej bomby III - na szczęście tu w standardowej wysokości 80 mm. No i na stożku ogonowym tradycyjny żółty pas, szeroki na 40 mm, o cokolwiek ograniczonej długości. Co warto zauważyć, nie tylko wielkości oznaczeń, ale i ich rozmieszczenie, odbiega od teoretycznego schematu.

Teraz, dla uzupełnienia, spójrzmy jeszcze na szczegóły dość bogatego oznaczenia bomb kasetowych - AB, w beżowym malowaniu RAL 7027.


 Na miejscu pierwszym - bomba AB 70-1 napełniona 50 bombkami odłamkowymi SD 1. Patrząc od dziobu mamy - oznaczenie zapalnika ZtZ (79) A (nanoszone przez Munę, cyfry wysokości ok. 20 mm), rzeczywistą masę bomby Gewicht 56 kg (wysokość 20 mm, nanoszona przez placówkę napełniającą) oraz, umieszczone w dwóch liniach o wysokości czcionki 40 mm oddzielonych kreską - typ kasety AB 70-1 (nanoszony przez jej producenta) oraz ilość i typ wypełniającej ją subamunicji 50 SD 1 (nanoszone przez placówkę napełniającą bombę). Wreszcie, czerwone oznaczenie klasy bomby (nanoszone znów przez placówkę napełniającą) - jak już wiemy, w postaci wzdłużnych pasów szerokości 40 mm (subamunicja wybuchowa).

Poniżej - bomba AB 250-2 napełniona siedemnastoma bombami odłamkowymi SD 10 A. I znów od dziobu - oznaczenie dwóch zamontowanych zapalników ZtZ (89) B i ZtZ (69) E (warto zwrócić uwagę na nonszalanckie naniesienie oznaczeń zapalników, z zachodzącymi na siebie okręgami, formalnie powinny one znaleźć się obok siebie), dalej rzeczywista masa bomby, tym razem podana skrótem Gew. 220 kg, a pomiędzy uchem nośnym i głowicą ładującą zapalników - oddzielone kreską oznaczenie typu bomby AB 250-2 oraz  liczby i rodzaju subamunicji 17-SD 10 A. Dalej czarny napis 2. Pckg. oznaczający, że subamunicja unieruchomiona była dodatkowo wewnątrz kasety za pomocą warstwy tektury falistej; trzeba jednak zaznaczyć, że mógł być on namalowany w innej lokalizacji, pomiędzy uchem nośnym, a oznaczeniem masy bomby. Wszystko - w tym przypadku, konkretnej, udokumentowanej zdjęciem bomby - naniesione czcionką wysokości 40 mm. I, poza opisami, tradycyjnie wzdłużny czerwony pas oznaczający wypełnienie bombami wybuchowymi.

Na następnej sylwetce - znów bomba AB 250-2, tym razem przenosząca 40 bomb kumulacyjnych SD 4 HL Na uwagę zasługuje tym razem ciekawa forma oznaczenia informującego o zastosowaniu dwóch identycznych zapalników ZtZ (69) D-1, z kolei opis masy bomby Gew. 210 kg wydaje się być sporządzony nieco mniejszą czcionką niż pozostałe opisy, wysokości ok. 35 mm, acz w jego przypadku widać czasem i na zdjęciach bomb AB 250 litery jeszcze mniejsze, bliższe 20 mm (jak na pokazanej powyżej AB 70). 

No i wreszcie na końcu AB 500-1 wypełniona 184 elektronowymi bombami zapalającymi z dodatkowym ładunkiem wybuchowym B 1,3 EZ - oznaczona zatem, odpowiednio dla zapalającej zawartości, czerwonym pierścieniem. Opisy już nam znane, zatem od przodu - zapalniki ZtZ (69) E i ZtZ (89) B (acz, co ciekawe, naniesione w odwrotnej kolejności, niż na AB 250-2/17 SD 10 A ze schematu powyżej), potem masa bomby Gew. 340 Kg (znów, jak się wydaje, wysokości ok. 35 mm, za to przez wielkie K), no i dalej typ bomby oraz wypełnienia - tym razem już standardowej wysokości 40 mm.

A teraz mała dygresja - o co chodzi z dwoma zapalnikami w bombach kasetowych? Niektóre z nich wyposażane były jednocześnie w dwa zapalniki czasowe: np. w przykładach powyżej mechaniczny ZtZ (89) B o czasie działania regulowanym na ziemi w zakresie 3-60 s, i prosty pirotechniczny serii ZtZ (69) E o stałym czasie działania ok. 4-5,5 s - co, w zależności od uruchomionego przy zrzucie zapalnika (co dokonywano przed zrzutem poprzez nastawę działania natychmiastowego lub ze zwłoką), dawało w trakcie misji wybór czasu, po jakim następowało rozcalenie bomby (np. gdyby zrzut musiał nastąpić z wysokości niższej niż przewidziano nastawiając przed lotem zapalnik ZtZ (89) B, przez co nie zdążyłby on zadziałać przed upadkiem bomby, wtedy uruchamiany był zapalnik ZtZ (69) E o krótszym czasie działania).

No dobrze, a teraz jeszcze, gwoli uzupełnienia, skoro temat ten był już powyżej poruszony, wymieńmy jeszcze umieszczane na bombach kody materiałów wybuchowych:

  • 13 - Fp 60/40, amatol 60/40 (60% trotylu, 40% azotanu amonu)
  • 13A - Fp 50/50, amatol 50/50
  • 14 - Fp 02, trotyl, odlewany
  • 17 - Amatol 40 (50% dinitroanizolu, 35% azotanu amonu, 15% heksogenu)
  • 52 - Amatol 39 (50% dinitrobenzenu, 35% azotanu amonu, 15% heksogenu)
  • 88 - Amatol 41 (52% azotanu amonu, 6% azotanu wapnia, 30% N, N'-dinitroetylenodiaminy, 10% heksogenu, 2% wosku montanowego
  • 101 - Fp 02, trotyl, odlewany i flegmatyzowany
  • 102 - Fp 60/40 flegmatyzowany
  • 104 - heksogen
  • 105 - Trialen 105 (15% heksogenu, 70% trotylu, 15% aluminium)
  • 106 - Trialen 106 (25% heksogenu, 50% trotylu, 25% aluminium)
  • 107 - Trialen 107 (20% heksogenu, 60% trotylu, 20% aluminium)
  • 109 - PMF 109 (70% heksogenu, 25% aluminium, 5% wosku)
  • 110 - Ammonal D (90% azotanu amonu, 5% naftalenu, 2,5% aluminium, 2,5% mączki drzewnej)
  • 112 - Ammonal J (80% azotanu amonu, 20% trotylu)
  • 113 - Ammonal DJ (70% azotanu amonu, 20% trotylu, 10% aluminium)
  • 114 - Ammonal DJ 1 (azotan amonu, trójnitrotoluol)

 Jeśli zaś chodzi o kwestię klas jakościowych bomb, to dzielone były one na trzy klasy, odpowiadające ich wytrzymałości na uderzenie, wynikłej z technologii produkcji korpusu - od najmocniejszych I do najsłabszych III.

  • I - przeznaczone były do atakowania celów o wyższej odporności, np. płyt pancernych grubości 20-40 mm.
  • II - posiadające 80% wytrzymałości klasy I, przeznaczone były do użycia przeciwko przeciętnym celom martwym
  • III - o 40% wytrzymałości.klasy I, używane były przeciwko słabym celom martwym, jak np. zwykłym czteropiętrowym budynkom.

Bomby klasy III uznawano przy tym za wystarczające do zwalczania większości celów, zaś klasy II i I przeznaczając do użycia w specjalnych przypadkach - jak. np. zwalczania celów o zwiększonej wytrzymałości, jednostek pływających, czy też do użycia z zapalnikami czasowymi i poruszeniowymi (aby zapobiec rozbiciu się bomby przed zadziałaniem zapalnika).

W przypadku bomby SC 250 klasa jakościowa przekładała się na budowę korpusu w sposób następujący:

  • I - korpus jednoczęściowy
  • II - korpus z osobno dospawanym dnem lub cylindryczna część środkowa z dospawaną tłoczoną częścią głowicową i dnem
  • III - część środkowa z dospawaną odlewaną częścią głowicową i dnem.

Co warto zauważyć, a co widoczne jest i na powyżej pokazanych przykładach bomb, klasa jakościowa nie zawsze była oznaczona na korpusie bomby - było to w zasadzie zbędne gdy bomba w danej wersji należała do konkretnej klasy, np. w przypadku SC 250 do klasy I przynależały wersje JA, L, L/2 i Stabo, do klasy II - JB, JC i J/2, do klasy III - B i K.

I to by było, póki co, na tyle - acz, oczywiście, wiele dalszych kwestii i niejasności czai się jeszcze złowróżbnie... Na przykład, o co chodzi z pojawiającymi się tu i ówdzie, wspomnianymi wcześniej, bombami w kolorze feldgrau 3 RAL 840 B2?

I oni chcieli wygrać wojnę, ech...

Powiązane wpisy:

Część 1.: Oznaczenia kolorystyczne bomb niemieckich.

Część 3: Kolorystyka odłamkowych bomb betonowych SBe.

Część 4: Oznaczenia nanoszone na spodnich stronach bomb.

 Niemieckie bomby do zwalczania okrętów podwodnych - budowa i oznakowanie.