poniedziałek, 8 marca 2021

Oznaczenia kolorystyczne amunicji lotniczej Luftwaffe

czyli

A teraz w paseczki!

Skoro zajmowaliśmy się już, cokolwiek kolorystyką niemieckich bomb lotniczych doby 2. wojny światowej, a także amunicji ciężkiej artylerii przeciwlotniczej, kolej może teraz na kolejny asortyment amunicji Luftwaffe, jako to do pokładowej broni lufowej - działek i wielkokalibrowych karabinów maszynowych.

Tutaj mamy sytuację zasadniczo podobną do amunicji flakowskiej - czyli malowanie całego pocisku w kolorze określającym jego typ, acz - w przeciwieństwie do wspomnianej braci przeciwlotniczej - znacznie bogatsza jest gama dodatkowych oznaczeń w postaci różnokolorowych paseczków, definiujących podrobniejsze cechy amunicji.

A zatem, w schematycznym przedstawieniu, zasadnicza kolorystyka pocisków lotniczych wygląda tak:

  • Granaty (Sprgr.) - kolor żółty (RLM 27);
  • Pociski zapalające (Brgr.) - kolor niebieski (RLM 65);
  • Pociski przeciwpancerne (Pzgr.) - kolor czarny (RLM 22);
  • Pociski przeciwpancerne podkalibrowe (H-Pzgr.) - kolor czarny z białym wierzchołkiem (RLM 21);
  • Pociski ćwiczebne (Üb.) - kolor szary (RLM 02).

Jak więc widać, w przeciwieństwie do bomb lotniczych malowanych wg palety RAL, amunicja do broni lufowej malowana była początkowo kolorami lotniczymi, wg instrukcji L.Dv. 251.1. Ale w roku 1944 na schematach malowania pocisków pojawiają się już kolory z palety RAL - np. żółty to już RAL 1006, a niebieski - RAL 5001 (co ciekawe, w porównaniu do błękitu RLM 65 jest to teraz wg RAL odcień ciemny szaroniebieski).

Tu może wypada jeszcze od razu dla formalności nadmienić, że w roku 1942 kolor wierzchołka wyróżniającego pociski podkalibrowe podawany był jako aluminiowy, a nie biały. No, ale wracajmy do rzeczy.

Sytuacja robiła się nieco bardziej zagmatwana w przypadku pocisków o kombinowanej funkcji, na przykład przeciwpancerno-zapalających. Wtedy malowanie stanowiło kombinację zasadniczego koloru skorupy (np. oznaczającego granat czy przeciwpancerny), uzupełnionego barwnym pierścieniem zlokalizowanym w jego przedniej części, tuż przed przednim zgrubieniem środkującym: odpowiadającym dodatkowemu działaniu - np. zapalający. 

  • Pociski o dodatkowym działaniu wybuchowym (np. przeciwpancerne z ładunkiem wybuchowym) - żółty pierścień;
  • Pociski o dodatkowym działaniu zapalającym (np. przeciwpancerno-zapalające) - niebieski pierścień.

Ponadto dalsze oznaczenia kolorystyczne odnoszące się do odmian pocisku stanowiły:

 

  • Pocisk ze smugaczem dziennym (L'spur) - jasnoczerwony (RLM 23) pierścień przed pierścieniem wiodącym;
  • Pocisk ze smugaczem nocnym (Gl'spur) - ciemnoczerwony (RLM 28) pierścień przed pierścieniem wiodącym;
  • Pocisk z samolikwidatorem (m. Zerl.) - zielony pierścień w przedniej części pocisku, przed zgrubieniem środkującym (lub u nasady zapalnika). Kolor zielony nie był w tym wypadku zdefiniowany wzornikiem, określano go jedynie opisowo jako trawiastozielony.

Na skorupie, po dwóch przeciwległych stronach, nanoszone być ponadto mogły oznaczenia literowe, bliżej określające typ pocisku - jak M, MX, Ph, E...

Proste czy skomplikowane? Spójrzmy więc najlepiej na kilka przykładów, dla uproszczenia i jednorodności ograniczając się w większości do kalibru 2 cm - acz zasady te obowiązywały dla wszystkich pocisków kalibrów od 13 mm do 3,7 cm, natomiast w bardziej już w lotnictwie egzotycznych kalibrach 5 cm i 7,5 cm trafiały się już czasem - i nie wiedzieć czemu - wyjątki. W praktyce było zatem tak:

Na powyższym rysunku widzimy od lewej:

  • 2 cm Sprgr. L'spur m. Zerl. - czyli, rozszyfrowując ten zawiły acz treściwy skrót, 2 cm granat (Sprgr. - Sprenggranat) ze smugaczem (L'spur - Lichtspur) i samolikwidatorem (m. Zerl. - mit Zerleger). Odpowiednio do tych cech pocisk malowany jest na kolor żółty (granat) z zielonym pierścieniem w części przedniej (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz). Zapalnik w kolorze metalu.
  • 2 cm M-Gesch. o. Zerl. - pocisk burzący (M-Gesch. - Minengeschoss) bez samolikwoidatora (o. Zerl. - ohne Zerleger). Malowany całkowicie na żółto, z dodatkowym oznaczeniem pocisku burzącego czarną literą M na korpusie. Pociski takie, dosłownie "minowe", charakteryzowały się niezwykle cienkimi ściankami (tak cienkimi, że np. nieraz pod pierścieniem wiodącym musiały być wzmacniane wewnętrzną wkładką) i bardzo dużą zawartością materiału wybuchowego, co przekładało się na dużą siłę wybuchu. Pociski tego typu w kalibrze 2 cm ze względu na maksymalne wypełnienie materiałem wybuchowym nie posiadały smugaczy - acz większe, choćby w kalibrze 3 cm, już smugacze otrzymały. Nazwa wywodziła się z jeszcze dziewiętnastowiecznych pocisków burzących dużej mocy przeznaczonych do niszczenia fortyfikacji - stąd zwanych minowymi.
  • 2 cm M-Gesch. m. Zerl. - pocisk burzący, minowy, z samolikwidatorem. Malowany więc na żółto, z czarną literą M i z zielonym pierścieniem (samolikwidator) u nasady zapalnika.
  • 2 cm Brgr. L'spur m. Zerl. - pocisk zapalający (Brgr. - Brandgranat), ze smugaczem i samolikwidatorem. Jako więc pocisk zapalający - malowany w całości na niebiesko, dodatkowo z zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz).
  • 2 cm Brgr. 44 o. Zerl. - pocisk zapalający bez samolikwidatora - znany już nam skądinąd z opowieści o zapalniku hydrodynamicznym AZ 9501. Czysto zapalający, bez żadnych dodatkowych funkcji... A tu zaskoczenie - oprócz niebieskiego malowania pocisku zapalającego zdobny jest także czemuś żółtym pierścieniem szerokości 5 mm poniżej zapalnika, a więc oznakowanie jego odpowiada tak trochę klasie Brandsprenggranat. Nie należy próbować zrozumieć.

Co ciekawe, pociski odłamkowo-zapalające 2 cm Brsprgr. L'spur m. Zerl. (2 cm Brandsprenggranat Lichtspur mit Zerleger) wyglądały chyba identycznie jak pokazany powyżej 2 cm Sprgr. L'spur m. Zerl. - z jakiegoś powodu nie nanoszono na nich z przodu niebieskiego pierścienia oznaczającego działanie zapalające - acz, w przeciwieństwie do drukowanych instrukcji, spotkac można i współczesne zdjęcia zachowanych żółtych pocisków 2 cm z niebieskimi pierścieniami - może więc panowała tu pewna dowolność?

Zapalniki głowicowe pozostawały zasadniczo, jak wspomnieliśmy w kolorze metalu. Wyjątkiem była tu amunicja tropikalna (Tropenmunition) oraz zunifikowana (Einheitsmunition), która mogła być stosowana we wszystkich strefach klimatycznych - w tych przypadkach zapalniki głowicowe (lub ich atrapy w pociskach ćwiczebnych) malowane były na  podstawowy kolor skorupy pocisku - czyli żółty, niebieski czy szary. Dodatkowo połączenie pocisku z łuską i osadzona w niej spłonka uszczelnione były czerwonym lakierem. Amunicja tropikalna odróżniała się od zunifikowanej dodatkowym napisem Tp na skorupie pocisku - białym na pociskach przeciwpancernych, czarnym na pozostałych.


 Na powyższym rysunku widzimy zatem: 

  • 2 cm Sprgr. L'spur (Tp) m. Zerl. - znany nam już z poprzedniej ilustracji granat ze smugaczem i samolikwidatorem, tym razem w wersji tropikalnej (Tp - Tropenmunition) - a więc z zapalnikiem w podstawowym kolorze skorupy i czarnym oznaczeniem Tp. Pozostała kolorystyka bez zmian - pocisk żółty (granat), z zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz).
  • 2 cm Brsprgr. Gl'spur m. Zerl. - wspomniany powyżej pocisk odłamkowo-zapalający (Brsprgr. - Brandsprenggranat), tu ze smugaczem nocnym (Gl'spur - Glimmspur, palącym się mniej jasno od smugacza dziennego) i samolikwidatorem, w wersji zunifikowanej Einhetsmunition (oznaczanej na etykietach dopiskiem auch für Tropen, także do tropiku). Zatem - malowany na żółto (granat), zapalnik w kolorze korpusu, żółty, ponadto standardowo - zielony pierścień u nasady zapalnika (samolikwidator) i ciemnoczerwony przed pierścieniem wiodącym (smugacz nocny). Uwaga - jak już wspomniano, zapalające działanie pocisku (który mieścił w przedniej części 2,3 g pentrytu, a w tylnej - 2,1 g kompozycji elektronu i termitu) nie jest w tym przypadku oznaczone niebieskim pierścieniem, acz trudno w tej chwili mieć pewność, czy zawsze tak było. 
  • 2 cm Brgr. L'spur m. Zerl. - ponownie przedstawiony już wcześniej pocisk zapalający, ze smugaczem i samolikwidatorem, tutaj w wersji zunifikowanej, Einhetsmunition. Malowany według tego samego schematu, w całości na niebiesko razem z zapalnikiem, z zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym przed pierścieniem wiodącym (smugacz).

A teraz jeszcze dwie ciekawostki na marginesie pocisków burzących:

  • 2 cm M-Gesch. X m. Zerl. - pocisk burzący X z samolikwidatorem, a wyglądający jak cokolwiek absurdalnie rozrośnięty 2 cm M-Gesch., z częścią tylną (normalnie ukrytą w łusce) wydłużoną tak, że jego całkowita długość sięgnęła 99,2 mm (wobec 83,1 mm zwykłego burzącego), niespecjalnie zresztą udany - zdaje się, że nadmierna długość powodowała problemy ze stabilizacją. Jak przystało na pocisk burzący z samolikwidatorem (realizowanym przez zapalnik uderzeniowy ZZ 1509), malowany był analogicznie do 2 cm M-Gesch. m. Zerl. - całkowicie na żółto, z zielonym pierścieniem (samolikwidator) u podstawy zapalnika, a wyróżniały go natomiast od zwykłego pocisku burzącego czarne litery MX na korpusie.
  • 3 cm M-Brgr. 108 m. Zerl. - coś wkońcu ciekawszego, większego kalibru pocisk burząco-zapalający (M-Brgr. - Minen-Brandgranat) do armaty MK 108 El (co zdradza liczba 108), z samolikwidatorem. Malowany zatem na żółto (granat), z podwójną funkcją oznaczoną tym razem aż dwoma pierścieniami u nasady zapalnika - zielonym (samolikwidator) i niebieskim (zapalający), i jako pocisk burzący - czarną literą M. Pocisk ten, przewidywany jako amunicja zunifikowana zastępująca docelowo pociski burzące i zapalające, posiadał dość złożoną i interesującą konstrukcję wewnętrzną - w przedniej części wypełniony był (tak mniej więcej w ciut ponad połowie długości) konwencjonalnym ładunkiem burzącym, za którym zlokalizowana była w tylnej części swego rodzaju cylindryczna lotka zapalająca wypełniona kompozycją zapalającą, z szeregiem otworów w ściance. Głowicowy zapalnik uderzeniowy ZZ 1589 B wyposażony był w samolikwidator, a spłonka pobudzająca VC 70, stosowana też m.in. w innych pociskach burzących kalibru 3 cm, zapewniała zwłokę w uderzeniowym działaniu zapalnika.

Teraz może jeszcze mała dygresja na temat samolikwidatorów (o ile były). Stosowano zasadniczo dwie ich szkoły - w przypadku pocisków posiadających smugacz, samolikwidacja oparta była właśnie o działanie smugacza, który po dopaleniu się - niby lont - inicjował zlokalizowany w tylnej części pocisku ładunek samozniszczeniowy. Natomiast w przypadku pocisków bez smugaczy, samolikwidator wbudowany był w zasadniczy zapalnik, który, na skutek spadku prędkości obrotowej pocisku wraz z czasem lotu, zwalniał utrzymywaną przez takie czy inne bezwładnki iglicę, zbijającą pod działaniem sprężyny uderzeniowej spłonkę - jak np. w zapalniku ZZ 1505 czy ZZ 1506 (warto zwrócić uwagę, że oznaczenie zapalnika brzmiało w takim przypadku ZZ - Zerlegerzünder, zapalnik samozniszczeniowy).

Teraz z kolei zajmijmy się co nieco pociskami przeciwpancernymi, nader skądinąd urokliwymi na skutek swej kontrastowej kolorystyki.


 Widzimy tu więc od lewej:

  • 2 cm Pzgr. o. Zerl. - pocisk przeciwpancerny (Pzgr. - Panzergranat) bez samolikwidatora. Nieco może wbrew granaciej nazwie, posiadał on grubościenny wprawdzie korpus, ale bez zapalnika i materiału wybuchowego - wypełniony pressstoffem i zamknięty od tyłu wkrętką. Malowany zatem jednolicie na czarno.
  • 2 cm Pzsprgr. o. Zerl. - granat przeciwpancerny (Pzsprgr - Panzersprenggranat), od pokazanego wcześniej pocisku przeciwpancernego odróżniał się obecnością ładunku wybuchowego z zapalnikiem dennym - a jego wybuchowość oznaczona została tym razem żółtym pierścieniem (granat) u nasady części ostrołukowej korpusu.
  • 2 cm Pzbrgr. (Phosphor) o. Zerl. - pocisk przeciwpancerno-zapalający (Pzbrgr. - Panzerbrandgranat) bez samolikwidatora, z ładunkiem fosforowym - jak przystało na pocisk przeciwpancerny malowany jest na czarno, a jego funkcja zapalająca oznaczona została niebieskim pierścieniem na korpusie (pocisk zapalający) oraz białymi literami Ph (Phosphor, fosfor). Co ciekawe, nie posiadał on zapalnika, a tylko wypełniony był ładunkiem fosforu zamkniętym od tyłu wkrętką.
  • 2 cm Pzbrgr. (Elektron) o. Zerl. - pocisk przeciwpancerno-zapalający bez samolikwidatora, z ładunkiem elektronowym - oznaczony podobnie do poprzedniego  niebieskim pierścieniem, acz tym razem z białą literą E (elektron) na korpusie. Pocisk ten posiadał również niebanalna konstrukcję, wyposażony był - jak to przeciwpancerny - w zapalnik bezwładnościowy JZ 1527, ale wcale nie denny, a umieszczony głęboko wewnątrz, w przedniej części korpusu; za zapalnikiem znajdował się ładunek zapalający elektronu, a korpus zamknięty był od tyłu wkrętką.
  • 2 cm Pzsprgr. L'spur o. Zerl. - granat przeciwpancerny ze smugaczem, bez samolikwidatora, z żółtym pierścieniem w przedniej części oznaczającym, jak już wiemy, obecność ładunku wybuchowego oraz jasnoczerwonym przy pierścieniu wiodącym - smugacz.
  • 2 cm Pzsprgr. Gl'spur m. Zerl. - granat przeciwpancerny ze smugaczem nocnym (Gl'spur - Glimmspur) i samolikwidatorem. W przedniej części oznaczony jest tym razem aż dwoma pierścieniami - żółtym (ładunek wybuchowy) i zielonym (samolikwidator), oraz ciemnoczerwonym pierścieniem przy pierścieniu wiodącym, oznaczającym smugacz nocny (palący się mniej jasno od dziennego). Samolikwidator w tym przypadku niebanalny, wbudowany był w zapalnik denny BdZ 1516 połączony ze smugaczem - po dopaleniu smugacza wstrzeliwał spłonkę zapalającą w umieszczoną z przodu zapalnika iglicę.
A teraz jeszcze dwa większe już przykłady pepanców, kalibru 3 cm (dodatkowo po lewej znany już nam pocisk przeciwpancerny 2 cm Pzgr. o. Zerl., pokazany dla porównania wielkości), ilustrujące jeszcze dalsze warianty oznaczeń.
 

  •  3 cm H-Pzgr. L'spur o. Zerl. - pocisk przeciwpancerny podkalibrowy, nowomodnie rzecz ujmując - rdzeniowy  (H-Pzgr. - Hartkern-Panzergranat) ze smugaczem, bez samolikwidatora. Malowany tradycyjnie na czarno, ale z częścią głowicową w kolorze białym, no i  z jasnoczerwonym pierścieniem oznaczającym smugacz. Pocisk wewnątrz posiadał jedynie ostrołukowy rdzeń wolframowy, bez materiału wybuchowego.
  • 3 cm Pzbrsprgr. L'spur o. Zerl. - kombinacja już całkiem wymyślna, granat przeiwpancerno-zapalający (Pzbrsprgr - Panzerbrandsprenggranat) ze smugaczem, bez samolikwidatora. Kolor, jak to przeciwpancerny, czarny, a dodatkowa podwójna funkcja pocisku zaznaczona jest dwoma odpowiednimi pierścieniami w części głowicowej - żółtym (granat) i niebieskim (pocisk zapalający). Do tego zwykły jasnoczerwony pierścień w części tylnej, oznaczający smugacz.
No i wreszcie na koniec - najmniej w tym zestawieniu zabawne pociski ćwiczebne, które malowane były, jak wspomnieliśmy na wstępie, na szaro.
 
 
 Powyżej mamy więc:
  • 2 cm Sprgr. Üb. o. Zerl. - ćwiczebny granat (Sprgr. Üb.- Sprenggranat Übungs) bez samolikwidatora, wykonany w postaci jednolitego korpusu o wielkości kompletnego pocisku z zapalnikiem, pustego wewnątrz i zamkniętego od tyłu wprasowanym staliwnym korkiem. Malowany jednolicie na szaro, dodatkowo na korpusie wybite trzy wzdłużne strzałki (rozmieszczone co 120 stopni), charakterystyczne dla ślepych pocisków ćwiczebnych, pozbawionych materiałów wybuchowych, a oznaczające po prostu, w przypadku znalezienia takiego wystrzelonego pocisku, że jest on bezpieczny.
  • 2 cm Sprgr. Üb. L'spur o. Zerl. - pocisk szkolny ze smugaczem, bez samolikwidatora. Korpus zamknięty atrapą zapalnika, pusty w środku, ze smugaczem w części tylnej. Malowany na szaro, z jasnoczerwonym pierścieniem oznaczającym obecność smugacza. Atrapa zapalnika w kolorze metalu.
  • 2 cm Sprgr. Üb. L'spur m. Zerl. - to już nieco ciekawsze, pocisk ćwiczebny ze smugaczem i - tadam! - samolikwidatorem. To znaczy ćwiczebny, ale wybuchowy. Posiadał on samolikwidator powiązany ze smugaczem, z niewielkim ładunkiem pentrytu w tylnej części korpusu. Przednia część zaś wypełniona była materiałem obojętnym i zamknięta atrapą zapalnika - pocisk wybuchał zatem pod wpływem samolikwidatora znacznie słabiej od wersji bojowej i nie posiadał działania uderzeniowego. Malowany jednolicie na szaro i oznaczony odpowiednio do swych cech - zielonym pierścieniem u nasady zapalnika (samolikwidator) i jasnoczerwonym w części tylnej (smugacz). Amunicja tego typu, ulegająca samolikwidacji w odległości 600-800 m, pomyślana była do wykorzystania na niewielkich poligonach.
  • 2 cm Pzsprgr. Üb. o. Zerl. - pocisk ćwiczebny przeciwpancerny bez samolikwidatora. Od zwykłego pocisku przeciwpancernego 2 cm Pzgr. o. Zerl. odróżniał się w praktyce tylko gatunkiem stali, z której wykonano korpus, wypełniony - jak i tam - pressstoffem. Malowanie jednolicie na szaro.

Co nadmienić trzeba, ćwiczebne warianty pocisków burzących, jak np. 3 cm M-Gesch, L'Spur Üb. o. Zerl. poza standardowym malowaniem pocisku ćwiczebnego również oznaczane były czarną literą M, podobnie jak amunicja bojowa.

Mieli ci Germanie zacięcie artystyczne. Nawet to chyba ładniejsze niż amunicja do Flaku, prawda?

czwartek, 7 stycznia 2021

Dla mnie bomba po raz wtóry!

czyli

Szczegóły i niuanse 

Lat temu kilka popełnionym został wpis poświęcony kolorystyce drugowojennych niemieckich bomb lotniczych (w osiągnięcia celu maksymalnej wiarygodności oparty w warstwie merytorycznej, o ile nie zaznaczono inaczej, wyłącznie na oficjalnych niemieckich instrukcjach z czasu wojny). Temat to wszakże nader obszerny i zajmujący - i wobec skrótowego wówczas ujęcia warty pogłębienia i rozszerzenia, w celu ukazania jego złożoności, jak i podrobniejszych szczegółów, których wtedy zabrakło.

Część  pierwsza skupiała się bowiem praktycznie tylko na kolorystyce oznaczeń barwnych poszczególnych typów bomb Luftwaffe z czasu drugiej wojny światowej - ze szczególnym uwzględnieniem standardowych malowań z okresu 1941-1945. Acz, co i zasygnalizowanym tam zostało, oznaczenia te nie zawsze wyglądały tak samo i - na poziomie mej skromnej obecnej wiedzy - wyróżnić można ich cztery zasadnicze warianty.

Spójrzmy więc zatem raz jeszcze, na przykładzie bomby SC 250 JA w malowaniu do klimatu normalnego, na zmiany kolorystyki bomb Luftwaffe na przestrzeni lat wojny.

Na samym górze widzimy bombę w jednolitym szarym malowaniu RAL 7021, obowiązującym do roku 1939, nie posiadającą żadnych barwnych wyróżników typu.

Poniżej bomba w malowaniu także RAL 7021, ale z żółtym (RAL 1006) stożkiem ogonowym, oznaczającym bombę burzącą (SC). Wprowadzone to malowanie zostało najprawdopodobniej w końcu 1939 roku, w każdym razie już po kampanii wrześniowej - najstarszy, póki co, znany mi rysunek bomby z tego rodzaju oznaczeniem pochodzi z 22 listopada 1939, a obowiązywało ono najwyraźniej aż do wiosny 1941. W każdym razie nie za długo, bo bomby tak malowane są na zdjęciach stosunkowo nieliczne. Bomby odłamkowe (SD) miały w tym schemacie stożki czerwone (RAL 3000 względnie 7 RAL 840 B2), ponadto malowane były najwyraźniej nie na ciemnoszaro, ale w kolorze feldgrau - 3 RAL 840 B2. Na marginesie - kolor ten stosowano też najwyraźniej dla bomb dymnych. Bomby przeciwpancerne (PC) miały z kolei stożki niebieskie. Warto przy tym zauważyć, że po wejściu w życie tych regulacji stare,  nie posiadające jeszcze oznaczeń kolorystycznych bomby najwyraźniej malowano wg nowego schematu w jednostkach czy Munach - na zdjęciach niejednokrotnie dopatrzeć się można bomb z wyjątkowo niestarannie naniesionym na stożki ogonowe kolorem, choćby wchodzącym swobodnymi mazami na stateczniki - na pewno nie było to malowanie fabryczne. Od schematu wyłamywała się cokolwiek wspomniana w części pierwszej bomba SD 1700, klasyfikowana jako przeciwpancerno-burząca i posiadająca w tej wersji malowania stożek ogonowy wprawdzie cały żółty, ale z wzdłużnym niebieskim paskiem pomiędzy każdą z par stateczników. Natomiast przeciwpancerne bomby rakietowe PC 500 RS, PC 1000 RS i PC 1800 RS miały malowane na niebiesko jedynie cztery pola pomiędzy parami krótszych z dwunastu stateczników (czyli, na godzinach 12, 3, 6 i 9)... Acz z kolei, żeby za prosto nie było, zaznaczyć trzeba, że przynajmniej udokumentowane zdjęciami PC 500 RS obok takiegoż schematu oznakowania mają też czasami niebieskie wszystkie pola pomiędzy statecznikami. Sylwetki SD 1700 i PC 1000 RS w malowaniu tego okresu pokazane są niżej.

Na trzecim rysunku - bomba w kolorze nadal szarym RAL 7021, ale z oznaczeniem barwnym zredukowanym do wzdłużnych pasów na sekcji ogonowej, co nastąpiło, jak się wydaje, w końcu roku 1940 lub - co bardziej prawdopodobne - wczesną wiosną 1941. Najmocniejszą w każdym razie przesłanką na temat okresu wprowadzenia pasów, na którą natrafiłem, jest zdjęcie czterech bomb SC, z których jedna ozdobiona jest okolicznościowym napisem "Ostergruesse 1941" (a Wielkanoc w 1941 roku wypadała 13-14 kwietnia) - dwie z nich mają malowane na żółto całe stożki ogonowe, jedna zaś ma już pasy; wychodziłoby zatem, że kwiecień 1941 był okresem przejściowym pomiędzy obydwoma postaciami oznaczeń. Obowiązywało ono malowanie do końca lipca 1942. Bomby odłamkowe (SD) ponownie malowano w tym schemacie na kolor feldgrau 3 RAL 840 B2 (czemu podobnież odpowiada późniejszy RAL 6006), acz, póki co, głowy nie dam czy zawsze.

I wreszcie na końcu - bomba w kolorze szarobeżowym RAL 7027, z takim samym oznaczeniem w postaci wzdłużnych pasów - a więc malowanie obowiązujące na wszystkich frontach od 1 sierpnia 1942 do końca wojny.

 
Bomby dla regionów tropikalnych przed sierpniem 1942 malowane były, jak pamiętamy z części pierwszej, początkowo na srebrno, a potem na błękitno - z analogicznym dla klimatu normalnego oznakowaniem. Co ciekawe, jak ze zdjęć się wydaje, głównie dużego wagomiaru bomby, ale nie tylko, i na terenie europejskim pojawiają się już w tym okresie w kolorze jasnym - ale czy wynikało to z chęci ich malowania kamuflażowego (jako przenoszonych na podwieszeniach zewnętrznych), czy też z utylizowania, choćby na froncie wschodnim, bomb przeznaczonych pierwotnie na śródziemnomorski TDW - tego, póki co, nie wiem, a znane mi instrukcje na ten temat milczą.

No dobrze, malowanie malowaniem, nudne to się robi. Ale na bomby nanoszono przecież wiele innych oznaczeń i opisów, których znaczenie i wariacje też warto prześledzić. Spójrzmy zatem - na przykładzie bomby SC 50 J/A -  na szczegóły oznakowania i malowania bomb z roku 1942. W malowaniu szarym RAL 7021, stosowanym dla bomb do klimatu normalnego do końca lipca 1942:

Oraz w malowaniu beżowym RAL 7027, obowiązującym dla wszystkich bomb od 1 sierpnia1942:


A zatem, jadąc od dziobu mamy:
  • czarny dziób długości 50 mm - stosunkowo rzadko spotykane oznaczenie i raczej na wcześniejszym etapie wojny, oznaczające bombę posiadającą w odlewanym materiale wybuchowym, którym była elaborowana, wzdłużnie umieszczony dodatkowy detonator z kostek prasowanego trotylu, mający zapewnić dobre rozprzestrzenienie się detonacji po długim okresie składowania bomby;
  • czarną liczbę 14 wysokości 40 mm - kod materiału wybuchowego, którym elaborowana była bomba, tutaj Fp 02 czyli trotyl (por. niżej);
  • liczbę 25 wysokości 32 mm w kółku średnicy 60 mm, białą w przypadku bomb szarych, czarną w przypadku beżowych - typ zamontowanego zapalnika, tutaj ElAZ (25);
  • litery JA wysokości 40/25 mm - typ bomby, w tym przypadku skrótowo potraktowane SC 50 J/A, acz w wielu przypadkach, zwłaszcza większych bomb, nanoszono pełne oznaczenia;
  • rzymską cyfrę I wysokości 80 mm (nanoszoną po dwóch stronach bomby) - klasę jakościową bomby, oznaczającą wytrzymałość skorupy uwarunkowaną  technologią produkcji - jednolitością wykonania (I - jednoczęściowe, por. niżej);
  • no i na końcu żółte pasy szerokości 40 mm umieszczone na stożku ogonowym pomiędzy brzechwami, oznaczające tu bombę burzącą kategorii SC - no ale to już wiemy... 
Powyższe wymiary oznaczeń miały - teoretycznie - zastosowanie także w przypadku bomb większych wagomiarów, za wyjątkiem oznaczenia typu bomby, które np. w przypadku bomby SC 500 miało już wysokość 64 mm, SC 1800 - 80 mm (miast 40/25 mm). Spójrzmy zatem na taki przykład:

Pokazana została tu bomba typu SC 1800, w beżowym malowaniu RAL 7027 i ze standardowym oznakowaniem. Oprócz umieszczonych na stożku ogonowym żóltych pasów RAL 1006 szerokości w tym przypadku 60 mm, na korpusie umieszczone są, patrząc od dziobu: kod materiału wybuchowego 14 (wysokości 40 mm, po dwóch stronach korpusu), oznaczenie typu zapalnika (25)D (czyli ElAZ (25) D, koło średnicy 60 mm, czcionka wysokości 32 mm) oraz opis typu bomby SC 1800 (wysokości 80 mm, po obu stronach korpusu).

Teraz, dla bezpośredniego porównania przyjrzyjmy się analogicznie oznaczonej odmianie tej bomby elaborowanej trialenem. A więc na dziobie mamy kod materiału wybuchowego, tym razem 105 (Trialen 105, cyfry wysokości 40 mm po obu stronach korpusu), pasy na stożku ogonowym zastąpione właściwymi dla bomb elaborowanych trialenem żółtymi (RAL 1006) sylwetkami statków (tu długości 800 mm i wysokości 200 mm), a na bokach korpusu znalazł się czarny napis Nur gegen Handelsschiffe (Tylko przeciwko statkom handlowym). Warto zwrócić uwagę na ciekawie asymetryczne naniesienie napisu SC 1800 Trialen (wysokości 80 mm) - malowanego ponownie po obu stronach bomby.

Jak się jednak okazuje, powyższy schemat oznaczeń, właściwy dla - mniej więcej - połowy wojny, nie zawsze tak wyglądał. I nie chodzi już nawet o wspomniane na wstępie barwne oznaczanie typu bomby, którego najpierw nie było w ogóle, potem malowano na odpowiedni kolor całe stożki ogonowe, by wreszcie ograniczyć kolor do jedynie wzdłużnych pasów. Okazuje się bowiem, że i pozostałe oznaczenia - choćby typu zapalnika czy typu bomby - różniły się w różnych okresach i lokalizacją, i kolorem.

Na początek ciekawa wariacja oznaczeń, na przykładzie bomby SC 50 J w postaci, w jakiej używana była przez Luftwaffe w Polsce we wrześniu 1939.


Bomba tej wersji produkowana była tylko w latach 1937-1938 (potem przemianowana została na SC 50 JB), co pozwala nam dość precyzyjnie określić okres wykonania tej wersji znakowania. Widzimy więc ciemnoszarą bombę bez jakichkolwiek barwnych oznaczeń kategorii, z naniesionymi tylko na czarno, od lewej - kod materiału wybuchowego (14), wersja bomby (J, wysokość litery ok. 60 mm) oraz - naniesiony na czarno, a nie na biało, jak w 1942! - typ zamontowanego zapalnika (15 czyli ElAZ (15), średnica koła ok. 86 mm, cyfry ok. 38 mm; był to stary typ zapalnika zastąpiony następnie przez ElAZ (25)). Co warto zauważyć, oznaczenie zapalnika znalazło się w tylnej części bomby, a nie w pobliżu jego gniazda. Nie ma natomiast oznaczenia klasy jakościowej (które nie było tu, poniekąd, potrzebne - por. niżej). Jako że wygląd tej bomby zrekonstruowany jest na podstawie zdjęcia, wielkości oznaczeń podać można jedynie w przybliżeniu, natomiast nadmienić wypada, że zarówno rozmieszczenie poszczególnych elementów, jak i średnica koła w oznaczeniu zapalnika, wydają się podlegać na różnych bombach tej partii niejakim wariacjom - a co lepsze, występują też znakowane wg tego samego schematu bomby z oznaczeniem wersji A3, które ma już jednak tylko wysokość jakichś 40-45 mm. Warto też zwrócić uwagę, że bomba ta przeznaczona jest do zawieszenia pionowego, z uchem nośnym wkręconym na wierzchołku dzioba. W oczy rzuca się też położenie stateczników, które zlokalizowane są w płaszczyznach pionowej i poziomej, a nie przekręcone o 45 stopni, jak można by oczekiwać - tym niemniej w przypadku bomb 50 kg stosowano takie rozwiązanie także przy bombach podwieszanych poziomo.

Ale, żeby nie było za prosto, spójrzmy teraz na inny przykład tejże samej SC 50 J z tegoż września 1939.
 

Czyli znowu, bomba w zwykłym malowaniu szarym RAL 7021, ale oznakowanie jest już nieco bardziej interesujące. Przede wszystkim - brak jest na korpusie kodu materiału wybuchowego. Za uchem nośnym widzimy standardowo czarne oznaczenie typu bomby J, acz wysokości ledwo 40 mm (patrz waga o wersji A3 powyżej), dalej zaś takoż czarne oznaczenie typu zapalnika 15 (ElAZ (15)), cyframi wysokości 40 mm w kółku o średnicy ok 86 mm, naniesione dość nonszalancko, żeby nie rzec krzywo. Zwrócić natomiast uwagę należy na zdecydowanie niezwykłą, fikuśną szeryfową czcionkę, trącąca nieco nawet gotykiem, użytą zarówno do oznaczenia typu bomby, jak i zapalnika.
 
Teraz z kolei przejdźmy do okresu nieco późniejszego.


Widzimy tutaj bombę SC 50 B z wczesnym oznakowaniem barwnym w postaci żółtego stożka ogonowego, czyli rok mniej więcej 1940. Poza tym, bomba malowana jest standardowo na szaro, z czarnym dziobem (oznaczającym, jak już wiemy, wzdłużną wkładkę z kostek prasowanego trotylu), dalej następuje kod materiału wybuchowego 14 (trotyl), ponownie czarne, mimo ciemnoszarego koloru bomby, oznaczenie typu zapalnika 15 (ElAZ (15)) w kółku o średnicy ok. 86 mm, tym razem umieszczone z boku, koło jego gniazda, co we wcześniejszym okresie wojny było rozwiązaniem wręcz standardowym, wreszcie na końcu niewielką literę B (wysokości 40 mm) oznaczającą wersję bomby.

Z podobnego czasu przeanalizować też możemy dwa niezwykle interesujące przypadki swego rodzaju malowań przejściowych:

Co nadmienić trzeba, obie bomby pokazane na powyższym rysunku uwiecznione zostały obok siebie na jednym zdjęciu - co zarazem pokazuje, jak różne warianty oznakowań można napotkać w tym samym momencie, a sądząc z żółtych stożków ogonowych jest to mniej więcej rok 1940, może początek 1941.

A więc - u góry bomba SC 50 B, produkowana do roku 1936, a zatem nosząca w zasadzie wczesny wariant oznakowania, znany nam w zasadzie z pokazanej powyżej SC 50 J z roku 1939, acz różny od omówionej przed chwilą innej SC 50 B (czyżby więc przemalowanej?). Kolor standardowo szary, RAL 7021. A dalej - czarny dziób długości 50 mm (dodatkowy detonator), czarne oznaczenie materiału wybuchowego 14 (niezmiennie trotyl) wysokości 40 mm, a następnie oznaczenie typu bomby SC 50 B, acz tym razem naniesione - niespodzianka! - na biało czcionką wysokości ok. 55 mm, no i wreszcie czarne oznaczenie typu zapalnika 15 (elAZ (15)), zwykłych dla wczesnego okresu rozmiarów, w kółku średnicy ok. 86 mm. Stożek ogonowy pomalowany został na żółto, wyraźnie wtórnie, pędzlem i w sposób niestaranny (co wspomniano wcześniej), zamazując stateczniki. Ale, co ciekawe, na korpusie bomby naniesiona została z tyłu także jej klasa jakościowa III - tradycyjnie wysokości 80 mm, acz - z racji na tylne umieszczenie oznaczenia zapalnika, musiała zostać, najwyraźniej z braku miejsca, przesunięta na bok.

Poniżej - bomba SC 50 J/B, takoż w kolorze szarym RAL 7021 i w cokolwiek już bardziej standardowym zestawie oznakowania. Stożek ogonowy, co od razu rzuca się w oczy, zamalowany jest ad hoc żółtą farbą, równie niestarannie co na poprzednim przykładzie. A ponadto - od przodu czarny kod materiału wybuchowego 14 (tu uwaga - na oryginalnym zdjęciu dziób jest częściowo zasłonięty i kod jest niewidoczny, ale zakładam, że być tu musiał), dalej czarne oznaczenie zapalnika 15 (ElAZ (15)), umieszczone wprawdzie już na nową modłę, przed gniazdem zapalnika, ale jeszcze w starych rozmiarach - kółko średnicy ok. 86 mm, za to z nieproporcjonalnie dużymi cyframi - ok. 50 mm. Dalej czarne oznaczenie typu bomby JB zwykłej wielkości 40/25 mm i znajdujące się wreszcie na swoim miejscu oznaczenie klasy jakościowej II - wysokości 80 mm. Acz, uwaga, tym razem namalowane w jasnym kolorze! Jakim, oto jest pytanie - na czarno-białym zdjęciu posiada wprawdzie jasność taką samą jak żółty stożek ogonowy, acz równie dobrze mógłby to przecież być słabo kryjący kolor biały; pokazane są zatem na rysunku obie możliwości.

I wreszcie, skoro temat był wspomnianym, a i SC 50 są w naszej opowieści mocno nadreprezentowane, bomba w odmianie tropikalnej.

Na rysunku pokazana jest tym razem SC 50 J/B w konfiguracji do zawieszenie pionowego, w tropikalnym malowaniu i oznakowaniu mniej więcej z pierwszej połowy roku 1942, a zatem błękitna (bomba produkcji po lipcu 1942 byłaby, jak wiemy, taka sama, ale beżowa). Znakowanie zgodne jest ze schematem omówionym na wstępie - kod materiału wybuchowego 13 (amatol) wysokości 40 mm, oznaczenie zapalnika ElAZ (25) (kółko średnicy 60 mm, cyfry wysokości 32 mm), typ bomby skrócony do postaci JB (litery wysokości 40/25 mm), bardzo nonszalancko naniesione oznaczenie klasy jakościowej II (wysokości 80 mm), no i na końcu wreszcie coś nowego! - Tp, oznaczenie bomby w wersji tropikalnej, wysokości 40 mm. Na stożku ogonowym, już tradycyjnie, żółte pasy szerokości 40 mm, zieeew. Żeby było śmieszniej - uwieczniona ona bomba została bynajmniej nie w tropiku, a na przedmościu kubańskim. A zatem można i tak (i zarazem jest to interesujący przyczynek do wcześniejszych gdybań o występowaniu bomb w malowaniu tropikalnym w Europie).

Teraz spójrzmy wyrywkowo, niestety, na niuanse oznaczeń bomb odłamkowo-burzących SD 50, mając zarazem porównanie oznaczenia kolorystycznego w postaci barwnego stożka ogonowego i wzdłużnych pasów.

Na górnym rysunku bomba typu SD 50 w wariancie z odlewaną sekcją ogonową, tym razem w kolorze feldgrau czyli 3 RAL 840 B2 (który, jak się wydaje, mógł być standardowym kolorem bomb SD przed wprowadzeniem malowania beżowego), ponownie z barwnym, jak przystało na bombę klasy SD - czerwonym, stożkiem ogonowym (czyli, oględnie rzecz ujmując, jak to na chwilę obecną mi wychodzi, rok 1940) i znów czarnym na ciemnej bombie oznaczeniem typu zapalnika 15 (ElAZ (15)) w kółku o średnicy ok. 86 mm naniesionym na boku bomby. Oznaczenie typu bomby czy kod materiału wybuchowego są, w tym przypadku, niestety, niewidoczne. 

Poniżej - bomba SD 50 Pr, tym razem z blaszaną sekcją ogonową, także feldgrau z fabrycznym czerwonym oznaczeniem barwnym klasy SD zredukowanym już do wzdłużnych pasów - a więc zapewne lata 1941-42 (ten wariant kolorystyki bomb SD 50 i SD 250, feldgrau z czerwonymi pasami, jest w każdym razie potwierdzony oficjalnymi rysunkami z epoki; pytanie, czy wzorem SC występowały także w wersji ciemnoszarej?). Uwagę zwraca sposób malowania pasów, doprowadzonych aż do wierzchołka stożka ogonowego (a nie kończących się prostopadle), oraz sposób oznaczenia wersji - DPr (czyli SD 50 Pr). Niekompletna bomba nie posiadała naniesionego oznaczenia zapalnika ani materiału wybuchowego - ale właśnie tak, w każdym razie, wyglądały bomby opuszczające fabrykę przed elaboracją.

Pora w końcu na coś większego, dwa przykłady wczesnych malowań bomby SC 250 J, zatem w kolorze szarym RAL 7021.

U góry - bomba z września roku 1939, co ciekawe przystosowana do zawieszenia pionowego w samolocie He 111, czyli z uchem nośnym wkręconym w wierzchołek. Oznakowanie - skromne. Od przodu patrząc - czarny kod materiału wybuchowego 14 (Fp 02, trotyl) wysokości ok. 50 mm, dalej skrócone do jednej litery oznaczenie wersji bomby J wysokości 60 mm i wreszcie oznaczenie zapalnika ElAZ (15) w kółku o średnicy ok. 86 mm.

Poniżej - bomba w wersji przeznaczonej do zrzutu z lotu nurkowego z samolotu Ju 87, z założoną obejmą z czopami do widelca wyrzutnika. Tym razem - z żółtym stożkiem ogonowym, a więc zapewne rok 1940 - może kampania francuska? I znów, od dziobu patrząc - kod materiału wybuchowego 13 (Fp 60/40, amatol 60/40) wysokości 40 mm, w końcu obecne oznaczenie klasy jakościowej bomby I - wysokie na 80 mm, a dalej już normalnie - typ bomby J (60 mm) i typ zapalnika ElAZ (25), znów w kółku o średnicy ok. 86 mm, acz numer podany jest nieproporcjonalnie malutką czcionką, zaledwie 20 mm.

Wreszcie, na przykładzie jeszcze większej bomby SC 500 spójrzmy na zderzenie niemieckiej teorii praktycznej i praktyki teoretycznej:

Na górze pokazana jest bomba SC 500 L w podręcznikowym malowaniu pierwszej połowy roku 1942 - a więc w kolorze szarym RAL 7021. Oznakowanie jest w pełni analogiczne do schematu przedstawionego na wstępie na przykładzie bomby SC 50 J/A. A zatem, patrząc od dzioba - czarne oznaczenie materiału wybuchowego 13 wysokości 40 mm (amatol), białe oznaczenie 25 typu zapalnika (ElAZ (25)) - cyfry wysokości 32 mm w kółku o zewnętrznej średnicy 60 mm i grubości linii 5 mm, oznaczenie typu bomby skrócone do postaci C 250 L wysokości tym razem 64 mm i wreszcie klasa jakościowa bomby I - wysokości tradycyjnie 80 mm. Na stożku ogonowym - żółty pas szerokości 40 mm (bomba burząca), sięgający aż do jego końca.

Poniżej - bomba SC 500 K w konfiguracji do zawieszenia pionowego, zapewne z okresu 1941-42, takoż w malowaniu szarym RAL 7021, pokazująca udokumentowane zdjęciem rzeczywiste wariacje teoretycznego oznakowania. A zatem - na dziobie czarne oznaczenie materiału wybuchowego 13 ale o wysokości aż ok. 60 mm, uzupełnione czemuś nieco poniżej od szablonu białą literą A (czyli zapewne odczytywać to należy jako 13A - amatol 50/50), dalej białe oznaczenie zapalnika 25, tym razem jednak wyjątkowo małe, o średnicy zredukowanej do ok. 55 mm, następnie czarna litera K wysokości 60 mm (czyli maksymalnie skrócone oznaczenie typu bomby SC 500 K), no i na końcu oznaczenie klasy jakościowej bomby III - na szczęście tu w standardowej wysokości 80 mm. No i na stożku ogonowym tradycyjny żółty pas, szeroki na 40 mm, o cokolwiek ograniczonej długości. Co warto zauważyć, nie tylko wielkości oznaczeń, ale i ich rozmieszczenie, odbiega od teoretycznego schematu.

Teraz, dla uzupełnienia, spójrzmy jeszcze na szczegóły dość bogatego oznaczenia bomb kasetowych - AB, w beżowym malowaniu RAL 7027.


 Na miejscu pierwszym - bomba AB 70-1 napełniona 50 bombkami odłamkowymi SD 1. Patrząc od dziobu mamy - oznaczenie zapalnika ZtZ (79) A (nanoszone przez Munę, cyfry wysokości ok. 20 mm), rzeczywistą masę bomby Gewicht 56 kg (wysokość 20 mm, nanoszona przez placówkę napełniającą) oraz, umieszczone w dwóch liniach o wysokości czcionki 40 mm oddzielonych kreską - typ kasety AB 70-1 (nanoszony przez jej producenta) oraz ilość i typ wypełniającej ją subamunicji 50 SD 1 (nanoszone przez placówkę napełniającą bombę). Wreszcie, czerwone oznaczenie klasy bomby (nanoszone znów przez placówkę napełniającą) - jak już wiemy, w postaci wzdłużnych pasów szerokości 40 mm (subamunicja wybuchowa).

Poniżej - bomba AB 250-2 napełniona siedemnastoma bombami odłamkowymi SD 10 A. I znów od dziobu - oznaczenie dwóch zamontowanych zapalników ZtZ (89) B i ZtZ (69) E (warto zwrócić uwagę na nonszalanckie naniesienie oznaczeń zapalników, z zachodzącymi na siebie okręgami, formalnie powinny one znaleźć się obok siebie), dalej rzeczywista masa bomby, tym razem podana skrótem Gew. 220 kg, a pomiędzy uchem nośnym i głowicą ładującą zapalników - oddzielone kreską oznaczenie typu bomby AB 250-2 oraz  liczby i rodzaju subamunicji 17-SD 10 A. Dalej czarny napis 2. Pckg. oznaczający, że subamunicja unieruchomiona była dodatkowo wewnątrz kasety za pomocą warstwy tektury falistej; trzeba jednak zaznaczyć, że mógł być on namalowany w innej lokalizacji, pomiędzy uchem nośnym, a oznaczeniem masy bomby. Wszystko - w tym przypadku, konkretnej, udokumentowanej zdjęciem bomby - naniesione czcionką wysokości 40 mm. I, poza opisami, tradycyjnie wzdłużny czerwony pas oznaczający wypełnienie bombami wybuchowymi.

Na następnej sylwetce - znów bomba AB 250-2, tym razem przenosząca 40 bomb kumulacyjnych SD 4 HL Na uwagę zasługuje tym razem ciekawa forma oznaczenia informującego o zastosowaniu dwóch identycznych zapalników ZtZ (69) D-1, z kolei opis masy bomby Gew. 210 kg wydaje się być sporządzony nieco mniejszą czcionką niż pozostałe opisy, wysokości ok. 35 mm, acz w jego przypadku widać czasem i na zdjęciach bomb AB 250 litery jeszcze mniejsze, bliższe 20 mm (jak na pokazanej powyżej AB 70). 

No i wreszcie na końcu AB 500-1 wypełniona 184 elektronowymi bombami zapalającymi z dodatkowym ładunkiem wybuchowym B 1,3 EZ - oznaczona zatem, odpowiednio dla zapalającej zawartości, czerwonym pierścieniem. Opisy już nam znane, zatem od przodu - zapalniki ZtZ (69) E i ZtZ (89) B (acz, co ciekawe, naniesione w odwrotnej kolejności, niż na AB 250-2/17 SD 10 A ze schematu powyżej), potem masa bomby Gew. 340 Kg (znów, jak się wydaje, wysokości ok. 35 mm, za to przez wielkie K), no i dalej typ bomby oraz wypełnienia - tym razem już standardowej wysokości 40 mm.

A teraz mała dygresja - o co chodzi z dwoma zapalnikami w bombach kasetowych? Niektóre z nich wyposażane były jednocześnie w dwa zapalniki czasowe: np. w przykładach powyżej mechaniczny ZtZ (89) B o czasie działania regulowanym na ziemi w zakresie 3-60 s, i prosty pirotechniczny serii ZtZ (69) E o stałym czasie działania ok. 4-5,5 s - co, w zależności od uruchomionego przy zrzucie zapalnika (co dokonywano przed zrzutem poprzez nastawę działania natychmiastowego lub ze zwłoką), dawało w trakcie misji wybór czasu, po jakim następowało rozcalenie bomby (np. gdyby zrzut musiał nastąpić z wysokości niższej niż przewidziano nastawiając przed lotem zapalnik ZtZ (89) B, przez co nie zdążyłby on zadziałać przed upadkiem bomby, wtedy uruchamiany był zapalnik ZtZ (69) E o krótszym czasie działania).

No dobrze, a teraz jeszcze, gwoli uzupełnienia, skoro temat ten był już powyżej poruszony, wymieńmy jeszcze umieszczane na bombach kody materiałów wybuchowych:

  • 13 - Fp 60/40, amatol 60/40 (60% trotylu, 40% azotanu amonu)
  • 13A - Fp 50/50, amatol 50/50
  • 14 - Fp 02, trotyl, odlewany
  • 17 - Amatol 40 (50% dinitroanizolu, 35% azotanu amonu, 15% heksogenu)
  • 52 - Amatol 39 (50% dinitrobenzenu, 35% azotanu amonu, 15% heksogenu)
  • 88 - Amatol 41 (52% azotanu amonu, 6% azotanu wapnia, 30% N, N'-dinitroetylenodiaminy, 10% heksogenu, 2% wosku montanowego
  • 101 - Fp 02, trotyl, odlewany i flegmatyzowany
  • 102 - Fp 60/40 flegmatyzowany
  • 104 - heksogen
  • 105 - Trialen 105 (15% heksogenu, 70% trotylu, 15% aluminium)
  • 106 - Trialen 106 (25% heksogenu, 50% trotylu, 25% aluminium)
  • 107 - Trialen 107 (20% heksogenu, 60% trotylu, 20% aluminium)
  • 109 - PMF 109 (70% heksogenu, 25% aluminium, 5% wosku)
  • 110 - Ammonal D (90% azotanu amonu, 5% naftalenu, 2,5% aluminium, 2,5% mączki drzewnej)
  • 112 - Ammonal J (80% azotanu amonu, 20% trotylu)
  • 113 - Ammonal DJ (70% azotanu amonu, 20% trotylu, 10% aluminium)
  • 114 - Ammonal DJ 1 (azotan amonu, trójnitrotoluol)

 Jeśli zaś chodzi o kwestię klas jakościowych bomb, to dzielone były one na trzy klasy, odpowiadające ich wytrzymałości na uderzenie, wynikłej z technologii produkcji korpusu - od najmocniejszych I do najsłabszych III.

  • I - przeznaczone były do atakowania celów o wyższej odporności, np. płyt pancernych grubości 20-40 mm.
  • II - posiadające 80% wytrzymałości klasy I, przeznaczone były do użycia przeciwko przeciętnym celom martwym
  • III - o 40% wytrzymałości.klasy I, używane były przeciwko słabym celom martwym, jak np. zwykłym czteropiętrowym budynkom.

Bomby klasy III uznawano przy tym za wystarczające do zwalczania większości celów, zaś klasy II i I przeznaczając do użycia w specjalnych przypadkach - jak. np. zwalczania celów o zwiększonej wytrzymałości, jednostek pływających, czy też do użycia z zapalnikami czasowymi i poruszeniowymi (aby zapobiec rozbiciu się bomby przed zadziałaniem zapalnika).

W przypadku bomby SC 250 klasa jakościowa przekładała się na budowę korpusu w sposób następujący:

  • I - korpus jednoczęściowy
  • II - korpus z osobno dospawanym dnem lub cylindryczna część środkowa z dospawaną tłoczoną częścią głowicową i dnem
  • III - część środkowa z dospawaną odlewaną częścią głowicową i dnem.

Co warto zauważyć, a co widoczne jest i na powyżej pokazanych przykładach bomb, klasa jakościowa nie zawsze była oznaczona na korpusie bomby - było to w zasadzie zbędne gdy bomba w danej wersji należała do konkretnej klasy, np. w przypadku SC 250 do klasy I przynależały wersje JA, L, L/2 i Stabo, do klasy II - JB, JC i J/2, do klasy III - B i K.

I to by było, póki co, na tyle - acz, oczywiście, wiele dalszych kwestii i niejasności czai się jeszcze złowróżbnie... Na przykład, o co chodzi z pojawiającymi się tu i ówdzie, wspomnianymi wcześniej, bombami w kolorze feldgrau 3 RAL 840 B2?

I oni chcieli wygrać wojnę, ech...

Powiązane wpisy:

Część 1.: Oznaczenia kolorystyczne bomb niemieckich.

Część 3: Kolorystyka odłamkowych bomb betonowych SBe.

Część 4: Oznaczenia nanoszone na spodnich stronach bomb.

 Niemieckie bomby do zwalczania okrętów podwodnych - budowa i oznakowanie.

piątek, 6 listopada 2020

Oznaczenia kolorystyczne amunicji ciężkiego Flaku

 czyli

Wszystkie kolory tęczy

Jednym z chyba niezbyt znanych pośród hobbystów i modelarzy aspektów techniki wojskowej jest kolorystyka amunicji, która - jak już pokazaliśmy na przykładzie niemieckich bomb lotniczych - może być tematem tyleż zajmującym, co skomplikowanym, a także wcale ujmującym ze strony czysto estetycznej.

Pozostając przy sprzęcie niemieckim, naboje artyleryjskie wyglądać też bowiem mogą bardzo kolorowo - jak chociażby pokazuje poniższe przykładowe zestawienie naboi do armaty przeciwlotniczej kalibru 8,8 cm. System tych oznaczeń barwnych odpowiadał jednoznacznie typowi pocisku, umożliwiając jego szybką identyfikację, według prostego klucza, którego znajomość istotną jest choćby dla prawidłowego oddania barwy amunicji w modelu.

Przyjrzyjmy się zatem bliżej kolorystyce pocisków bojowych ciężkiej lądowej artylerii przeciwlotniczej, na przykładzie amunicji do wspomnianej najpopularniejszej armaty 8,8 cm Flak L/56, przy okazji przemycając też trochę ciekawostek technicznych czy historycznych. Na rysunkach poniżej przedstawione zostały wprawdzie same pociski, acz musimy tu pamiętać, że armaty te strzelały amunicją scaloną, wobec czego w naturze takie luźne pociski nie występowały. Kwestia nanoszonych na skorupach oznaczeń czy innych opisów pocisków to już osobny temat...

Pociski na rysunkach, obok właściwej nazwy, podaną mają też nazwę zastosowanego w nich zapalnika.

Wprzódy zatem malowanie amunicji podstawowej, odłamkowo-burzącej. To było, niestety, banalne - pociski malowane były całkowicie na żółto. Na powyższym rysunku widzimy po lewej typowy pocisk 8,8 cm Sprgr L/4,5 (Kz) od naboju 8,8 cm Sprgr.Patr. L/4,5 (Kz), czyli, rozszyfrujmy ten skrót, granat o długości 4,5 kalibra z zapalnikiem głowicowym. Zapalnik - tutaj mechaniczny czasowy Zt.Z. S/30, używany standardowo do strzelań przeciwlotniczych (do strzelań naziemnych stosowano uderzeniowy AZ 23/28), pozostawiony jest w kolorze naturalnego metalu (a więc stali względnie aluminium, zależnie od odmiany), podobnie pierścienie wiodące, natomiast tylna część pocisku, normalnie schowana w łusce, pokryta jest ochronnym czarnym lakierem asfaltowym. Identyczne żółte malowanie posiadały, skądinąd, pociski ćwiczebne, odróżniając się od bojowych jedynie białym napisem ÜbW lub ÜbR (zależnie od wersji pocisku) wysokości 60 mm naniesionym na cylindrycznej części skorupy.

Obok, w charakterze niejakiej ciekawostki technicznej, pocisk w odmianie gerillt - prefragmentowanej, w której dzięki wprowadzeniu zewnętrznych nacięć skorupy - 15 wzdłużnych i jednego pierścieniowego - spodziewano się uzyskać większe odłamki, o większym promieniu rażenia. Tym niemniej pocisk nie wyróżniał się się w żaden sposób malowaniem - żółty korpus z metalicznym zapalnikiem i pierścieniami wiodącymi.

Wreszcie, dwie kolejne sylwetki przedstawiają odmiany nieco bardziej egzotyczne - z zapalnikami podwójnego działania, czasowo-uderzeniowymi, stosowanymi próbnie na ograniczoną skalę od przełomu lat 1944/45 - tutaj E.Dopp.Z. S/30 Fg oraz Zt.Z. S/30 CC. Teoretykom obrony przeciwlotniczej wyszło bowiem z czasem, że paradoksalnie większe prawdopodobieństwo zestrzelenia daje prowadzenie ognia przeciwlotniczego z zapalnikami uderzeniowymi, a nie - jak dotąd przyjęto - czasowymi, co zresztą zdawały się w całej rozciągłości potwierdzać prowadzone z początku na ograniczoną skalę próby bojowe. Standardowe zapalniki czasowe ciężkiej artylerii przeciwlotniczej, rodziny ZtZ. S/30, nie posiadały jednak żadnego działania uderzeniowego i konieczna była wobec tego ich modyfikacja. Zapalniki pokazane na rysunku pochodzić mogły zarówno z bieżącej produkcji, jak i modyfikacji już posiadanych zapalników, poprzez montaż w ich wierzchołku dodatkowego modułu uderzeniowego. Wielkoskalowe próby bojowe nastąpić miały w kwietniu 1945 roku. Jak się wydaje, i jak ukazałem na rysunku, zapalnik z modułem CC produkcji firmy Skoda wyróżniony był tu malowaniem wierzchołka na czerwono. Czy konkurencyjny zapalnik E.Dopp.Z. S/30 Fg konstrukcji Junghansa też posiadał takie malowanie - pojęcia nie mam, na żadnym ze znanych mi egzemplarzy śladów nijakich nie było. Sam pocisk posiada w każdym razie najzwyklejsze żółte malowanie.

Teraz z kolei, dla rozrywki, nieco tyleż barwnej co konstrukcyjnej egzotyki.

Po lewej pocisk odłamkowo-zapalający 8,8 cm Br.Sprgr. Flak z zapalnikiem Zt.Z. S/30. Pocisk taki posiadał osobliwą budowę, z umieszczonym osiowo ładunkiem wybuchowym otoczonym przez 5 lub 6 umieszczonych wewnątrz skorupy prefragmentowanych stalowych pierścieni, dzielących się przy wybuchu pocisku na odpowiednio 10 lub 8 lotek (a więc łącznie 50 lub 48), każda z wydrążeniem wypełnionym termitem. Malowanie skorupy odzwierciedla działanie pocisku, przód do zgrubienia środkującego włącznie żółty - granat, tył niebieski - pocisk zapalający. Zapalnik i pierścienie wiodące, tradycyjnie, w kolorze metalu. Zaznaczyć jednak trzeba, że pociski te nie były używane bojowo.

Pokazany obok szrapnel zapalający 8,8 cm Br.Schrgr. Flak miał więcej szczęścia i do służby trafił - alianci po raz pierwszy odnotowali jego użycie w marcu 1944 roku. Pocisk ten był w założeniach konstrukcyjnych tradycyjnym szrapnelem - posiadał głowicowy zapalnik czasowy, a skorupę wypełniały w czterech warstwach 72 lotki zapalające (każda z zapalnikiem uderzeniowym lub hydrodynamicznym, zależnie od odmiany), wyrzucane przez umieszczony w dennej części pocisku ładunek prochowy z wyrzutnikiem. Niejaką osobliwością było w tym przypadku - z racji na przeciwlotniczy charakter pocisku - zastosowanie dodatkowego ładunku samozniszczeniowego umieszczonego osiowo w stalowej rurze, mającego rozerwać skorupę po wyrzuceniu lotek - ale z racji na trudności zaopatrzeniowe czy produkcyjne nie był on zawsze stosowany. No, ale wróćmy do malowania przecież! Tu mamy zatem również dokładne odzwierciedlenie funkcji pocisku: przód czerwony - szrapnel, tył niebieski - zapalający. Pierścienie wiodące w kolorze metalu, a zapalnik - tu niespodzianka - wprawdzie w kolorze metalu, ale z zielonym wierzchołkiem! Z racji na szrapnelowy charakter pocisku, który, wyrzucając lotki do przodu, zadziałać powinien przed doleceniem do celu, wyposażony był on w specjalną odmianę zapalnika czasowego - Zt.Z. S/30 kurz, która charakteryzowała się czasem działania krótszym o około sekundę od wprowadzonej nastawy. Gwarantowało to wyrzucenie lotek przed celem, bez potrzeby wprowadzania korekt w nastawie zapalnika przekazanej z przyrządu centralnego baterii, a zapalnik - oprócz odpowiednich bić - wyróżniony był wyraźnie właśnie zielonym wierzchołkiem.

Amunicja przeciwpancerna kinetyczna malowana była równie banalnie co odłamkowo-burząca, tym razem na czarno, z pozostawieniem pierścieni wiodących w kolorze metalu. Zapalniki denne i smugacze, na szczęście dla na, pozostawały niewidoczne z zewnątrz. A więc, na rysunek patrząc - od lewej pokazany jest najbardziej banalny pocisk 8,8 cm Pzgr. z naboju 8,8 cm Pzgr.Patr. m. Bd.Z. - cały czarny.

Obok niego udoskonalona wersja o zwiększonej przebijalności 8,8 cm Pzgr. 39 (nabój 8,8 cm Pzgr.Patr. 39), posiadająca grubsze ściany korpusu, zmniejszony ładunek wybuchowy i zapalnik Bd.Z. 5127 zamiast Bd.Z. f.. 8,8 cm Pzgr. Z zewnątrz wyróżniona była wyraźnie białym wierzchołkiem czepca balistycznego.

Trzecia sylwetka ukazuje pocisk wersji 8,8 cm Pzgr. 39-1, czyli odmianę poprzedniego o przebijalności zwiększonej dzięki zastosowaniu lepszej jakości stali, wyróżnioną podobnie białym wierzchołkiem, ale tym razem z dodaniem poniżej niego białej cyfry 1.

I wreszcie na końcu przeciwpancerny pocisk podkalibrowy z rdzeniem wolframowym 8,8 cm Pzgr. 40 (nabój 8,8 cm Pzgr.Patr. 40) - tym razem znów trywialnie całkowicie czarny. Podobnie, jak i pozostałe pepance, posiadał on i smugacz, ale tu niewidoczny, ukryty wewnątrz zagłębionej części dennej.

Teraz jeszcze konstrukcje nieco mniej popularne.

Po lewej i w środku - dwa pociski 8,8 cm Gr 39 HL z naboju 8,8 cm Gr.Patr. 38 HL, czyli przeciwpancerne granaty kumulacyjne, malowane jednolicie na kolor feldgrau, z pierścieniami wiodącymi i zapalnikami w naturalnym kolorze metalu. Różnią się od siebie tylko wersją zastosowanego zapalnika uderzeniowego - po lewej AZ 38 St o korpusie stalowym (z charakterystycznym dzióbkiem kryjącym popychacz iglicy) i pośrodku AZ 38 o korpusie z metalu lekkiego. Co warto zauważyć, jak przystało na pociski przeciwpancerne, posiadają one smugacze.

No i wreszcie sylwetka po prawej stronie, nijak nieprzystająca przeznaczeniem do kolegów, ale dołożyłem ją do tego rysunku, aby samotnie nie było jej smutno - pocisk oświetlający 8,8 cm Ltgr. L/4,4 z naboju 8,8 cm Ltgr.Patr. Flak L/4,4, czyli po prostu zapożyczony z arsenału marynarki morski pocisk oświetlający 8,8 cm Lg L/4,4. Pocisk, wyposażony w morski zapalnik czasowy Zt.Z. S/60 (Marineform), w Kriegsmarine znany jako Zt.Z. S/60 n A, malowany jest tym razem jednolicie na kolor zielony; czarny pasek na skorupie u podstawy zapalnika właściwy był pociskom morskim - i tego akurat szczegółu nie jestem pewien w wersji lądowej, więc możliwe, że go i nie było.

Warto na koniec dodać, że identyczna kolorystyka pocisków stosowana była w siostrzanej amunicji do armaty czołgowej 8,8 cm Kw.K.36 czołgu Tiger, gdzie stosowano z powyższego repertuaru naboje odłamkowo-burzące, przeciwpancerne kinetyczne i kumulacyjne. Różnica sprowadzała się do zastosowania w amunicji czołgowej zapłonników elektrycznych w miejsce mechanicznych i zapalników podwójnego działania Dopp.Z. S/60 zamiast czasowych Zt.Z. S/30.

I niech teraz ktoś powie, że w wojsku jest szaro i buro.

środa, 23 września 2020

Henschel 297 Föhn według Michaela Heidlera

 czyli

Szybka fucha na boku

W najnowszym – z września 2020 –  numerze poczytnego periodyku Militaria, noszącym dla niepoznaki zeszłoroczny numer 03 (90) / 2019, ukazał się artykuł „Henschel 297 Föhn – przeciwlotnicza wyrzutnia rakiet”, pióra renomowanego autora Michaela Heidlera, traktujący, jak od razu widać, o intrygującej i w sumie mało znanej niemieckiej broni rakietowej – wyrzutni przeciwlotniczej Föhn.

Osoba autora pozwala oczekiwać wysokiego poziomu merytorycznego tekstu… Choć, prawdę mówiąc, już tytuł artykułu zaczyna budzić niepokój i powinien zapalić w głowie czytelnika nawet nie tyle czerwone ostrzegawcze światełko, co wielką czerwoną lampę przy akompaniamencie ogłuszającego alarmowego gongu. Znając wcześniejszą twórczość p. Heidlera podejrzewać zacząłem, jeszcze przed zapoznaniem się z treścią artykułu o Föhnie, że ograniczył on się prawdopodobnie po prostu do zamieszczenia treści jakiegoś alianckiego raportu traktującego o zdobycznych wyrzutniach – i w zasadzie tyle. A jak jest naprawdę? Czy rzeczywiście autor stanął na wysokości zadania?

Przyjrzyjmy się więc artykułowi z Militariów bliżej.

Niewątpliwie atutem artykułu, rzucającym się od razu w oczy, są zdjęcia przedstawiające zdobyte przez Amerykanów w Nadrenii wyrzutnie – zdjęcia wprawdzie znane, ale tu opublikowane w dużych wymiarach i dobrej jakości. To w  zasadzie dowodzi, że podejrzenia dotyczące proweniencji opracowania były słuszne. No ale co w końcu z tekstem?

A więc, zacznijmy zatem od samego początku, tego, co budziło już zawczasu niepokój – wspomniany już tytuł, czy też ustęp na s. 76…

Henschel opracował również wyrzutnię rakiet znaną pod nazwą Föhn, która miała skutecznie odstraszać nisko lecące samoloty przeciwnika.

… przypisują skonstruowanie Föhna firmie Henschel.

No, niestety, nie. W przeciwieństwie do tego, co wyczytać możemy na Wikipedii, Föhn nie miał nic wspólnego z firmą Henschel, choć ta atrybucja, podobnie jak i towarzyszące jej oznaczenia Hs 217 czy - jak w artykule Hs 297 – z jakiegoś powodu uporczywie się w literaturze od dziesięcioleci utrzymują. Stanowiące uzbrojenie wyrzutni rakiety powstały w rzeczywistości w firmie Donar GmbH z Wesermünde. Nazwa ta budzić może zdziwienie co bardziej uświadomionego czytelnika – że co, Donar, co to za wynalazek w ogóle? Tymczasem jest to firma o olbrzymim dziedzictwie na polu niemieckich konstrukcji rakietowych – łącząca się z osobą jednego z pionierów niemieckiego rakietnictwa, Friedricha Wilchelma Sandera. Same zaś wyrzutnie Föhna natomiast skonstruowane zostały przez czeską Waffenwerke Brünn. Nie ma Henschla. Pa pa!

Na tejże stronie 76 dowiedzieć się także możemy, że wyrzutnie przewożono na przyczepie…

… jaką stosowano do transportu działka Flak 38 kal. 20 mm.

Tutaj trudno się trochę nie poczepiać. Po pierwsze, termin działko stosuje się w Polsce, jeśli już, do broni lotniczej, lądowe to są armaty – w tym przypadku jest to nawet armata automatyczna. Do tego armata ta nazywa się nie „Flak 38”, ale konkretnie „2 cm Flak 38”, z kalibrem podanym w centymetrach stanowiącym integralną część nazwy. No i, nie wiedzieć czemu, autor nie pokusił się o podanie nazwy onej przyczepy (która, skądinąd, nie służyła jedynie do przewozu armat 2 cm Flak 38 czy wyrzutni Föhn) – Sd.Ah. 58. Czyżby na Wikipedii nie napisali? No dobrze, złośliwości na bok…

Opis wyrzutni, jak opis, dość precyzyjny, ale momentami niezbyt składny, co zapewne w części zrzucić można na karb tłumaczenia (a w tym przypadku mamy najpewniej do czynienia z tłumaczeniem z angielskiego na niemiecki i z niemieckiego na polski). W efekcie trafić można np. na takie kwiatki, jak na stronie 79:

Nakierowanie na cel ułatwiał okrągły celownik.

Co, jak podejrzewać można, nie dotyczyło kształtu celownika jako takiego (kogo zresztą obchodzi, czy celownik był okrągły, kwadratowy czy podłużny), ale jest jakąś niefortunną wariacją tłumaczenia nazwy celownika – Schwebehalbkreisvisier. 

Niestety, mimo dobrej jakości materiału ilustracyjnego i opis okazuje się niekoniecznie przystawać do rzeczywistości, jak zauważyć można juz na początku strony 80:

Rakiety były umieszczane w kratownicowych magazynkach po pięć sztuk w każdym, które wkładano od góry do wyrzutni. Aby wykonać te operację, rama musiała być ustawiona poziomo.

Jak bym się w archiwalne zdjęcia ilustrujące artykuł nie wpatrywał, ja tam żadnych magazynków (czy raczej może ładowników), ani jakiejkolwiek możliwości ich zastosowania w opisany sposób nie widzę. A gdy patrzę na zdjęcie muzealnej wyrzutni ze Sztokholmu (druga taka sama jest, nota bene, w Kopenhadze) - są. Czary, czy może jednak autor o czymś nie wie? Czyżby były różne wersje wyrzutni? Nie no, o tak oczywistej sprawie jednak by napisał...? Pozostawmy jeszcze czytelnika przez chwilę w niepewności.

Zupełnym curiosum terminologicznym jest passus z tejże strony 80, opisujący mechanizm odpalający wyrzutni:

Iglice miały formę małych kurków, które umieszczano na metalowym pręcie. Każdy pręt zawierał pięć „spustów”.

Iglice w formie kurków będących „spustami”?! Nie prościej było napisać, że na każdej osi umieszczono pięć kurków z iglicami? Trudno w każdym razie dojść, ile w tym zasługi autora, a ile tłumacza… Tuż dalej czytamy z kolei, że...

Pokrętła umożliwiające obrót zestawu w płaszczyźnie pionowej i poziomej znajdowały się po lewej stronie zestawu, podobnie jak celownik i spust.

Też nie. Nie pokrętła, a pokrętło, jedno, służące do poruszania wyrzutni w podniesieniu. W azymucie nie było żadnego mechanizmu naprowadzającego, celowniczy obracał całą wyrzutnię swobodnie, korzystając z widocznej na zdjęciach rękojeści (na której zamontowana była też dźwignia spustu).

Przechodząc już do kwestii cokolwiek bardziej merytorycznych, na tej samej stronie 80 dowiadujemy się, że…

Amunicję stanowiły zmodyfikowane pociski Rauchzylinder 73 (RZ 73) z granatami 4609 (R.Sprgr.4609) kal. 73 mm. Rauchzylinder (czyli „pojemnik na ładunek dymny”) to nazwa stosowana w ramach zakamuflowania prawdziwej produkcji pocisków w zakładach Rheinmetall-Borsig.

Kolejna często pojawiająca się nieprawda. Pocisk 7,3 cm R. Sprgr. do wyrzutni Föhn nie wywodził się z pocisku RZ 73, ba, nie miał z nim nic wspólnego. Bezpośrednim protoplastą 7,3 cm R. Sprgr. Była lotnicza rakieta RZ 65, skonstruowana jeszcze w l. 30. we wspomnianych zakładach Donar GmbH i ostatecznie, z racji na kiepskie osiągi, pomimo kilkuletniego procesu rozwojowego nie przyjęta na uzbrojenie lotnictwa. Więcej szczęścia zaznał RZ 65 nieoczekiwanie w wersji lądowej – w postaci rakiety agitacyjnej Pg Gr 41 oraz naszej właśnie 7,3 cm R. Sprgr. Natomiast RZ 73 była zupełnie niezależnie skonstruowaną rakietą o cokolwiek wyższych osiągach i gabarytach, faktycznie męczoną gdzieś na przełomie lat 1941/42 przez Rheinmetalla.

Porównanie rakiet RZ 65, 7,3 cm R.Sprgr. i RZ 73.

Dodatkowo, numer 4609 – nie ma specjalnie racji bytu. Owszem, pojawia się w literaturze, tyle tylko, że w tymże czterocyfrowym systemie oznaczeń amunicji numery kończące się na 9 oznaczały amunicję szkolną – numer ten nie mógł być zatem zastosowany do rakiety bojowej. Puszczając wodze fantazji, moglibyśmy hipotetycznie mieć bojową 7,3 cm R. Sprgr. 4601, albo szkolną Ex. 7,3 cm R.Sprgr. 4609. A jak było zatem naprawdę? W dokumentach z etapu opracowywania Föhna pociski oznaczane są jako 7,3 cm R-Spgr (Spreng skracane jako Sp, a nie Spr, czyli tak trochę po kriegsmarinowsku), zaś na etykietach z już „bojowych” skrzynek amunicyjnych noszą miano po prostu 7,3 cm R. Sprgr. Tak a propos, uważny czytelnik spostrzegł może, że w całym artykule, poza kryptonimem Föhn, ani razu nie padło oficjalne oznaczenie samej wyrzutni...?

Na tejże niefortunnej stronie 80. czytamy dalej, iż…

Nie stosowano brzechw stabilizujących, dlatego aby nadać rakietom właściwą rotację wzdłuż osi podłużnej, siedem zewnętrznych dysz u podstawy pocisku montowano pod pewnym kątem. W związku z tym jedynie siedem wewnętrznych dysz generowało właściwy ciąg.

Trudno bowiem mówić o jakimkolwiek „montowaniu” dysz pod kątem, skoro nie były one żadnymi osobnymi elementami, ale wiercono je bezpośrednio w tylnym dnie komory spalania (co zresztą dokładnie pokazuje zdjęcie na końcu artykułu). No i ten właściwy ciąg… Rozumiem z tego, że silniki pocisków, które posiadały wszystkie dysze skierowane pod kątem w celu wywołania rotacji (czyli, generalnie rzecz biorąc, i żeby daleko nie szukać, wszystkie rakiety od wszystkich nebelwerferów), w ogóle w związku z tym nie generowały „właściwego ciągu”?

W dalszej części tego samego akapitu mamy już kwiatek cięższego gatunku:

Do odpalania rakiet stosowano spłonki uderzeniowe Raketenaufschalgzünder RAZ 51.

Poparty dla pewności podpisem zdjęcia na s. 82:

Spłonka RAZ 51.

I tu już po prostu ręce opadają. RAZ 51 to bowiem nie spłonka służąca do inicjowania silnika pocisku – jak zda się z tego wynikać – ale głowicowy zapalnik uderzeniowy detonujący głowicę bojową. Zapalnik. Nie wiem, tłumacz to był popełnił, czy autor – obstawiam tłumacza – ale efekt wyszedł, jak wyszedł, czyli żenujący. Jest tu w ogóle jakaś korekta merytoryczna?

Zapalnik RAZ 51

Warto zwrócić natomiast uwagę na tabelkę z danymi technicznymi pocisku zamieszczoną na str. 80. Te bowiem, w przeciwieństwie do tego, co najczęściej można znaleźć we wszelakich opracowaniach powielających bezrefleksyjnie parametry RZ 73, są w zasadzie prawidłowe. Przyczepić się można jedynie cokolwiek do długości, która wynosić powinna nie 282 mm, a 277 mm (262 mm pocisku + 15 mm zapalnika). Poza tym, niestety, artykuł nie zawiera – poza jednym archiwalnym przekrojowym rysunkiem – żadnych bliższych informacji o budowie czy sposobie działania pocisku.

No i w końcu przejść wypada do podsumowania, a to, niestety, trudno widzieć w świetle pozytywnym. Ograniczył się on artykuł do zamieszczenia zdjęć z amerykańskiego opracowania, opisanych w sposób kulawy i niepełny. Czego zabrakło – dopisane zostało najwyraźniej na podstawie Wikipedii czy innego podobnej jakości źródła. Nie dowiemy się nic o procesie rozwojowym Föhna i towarzyszącym mu problemach, zasadach użycia, odmianach wyrzutni, wersjach rozwojowych tak wyrzutni, jak i amunicji, czy nawet o zastosowaniu samych rakiet w lotnictwie. Nie poznamy żadnych bliższych szczegółów ledwo wzmiankowanego w artykule użycia Föhnów pod Remagen (a wspomnieć warto, że dowódca baterii skazany został za jej utratę na śmierć)... Ba, nie dowiemy się także o zaangażowaniu w ten program Kriegsmarine – co tym bardziej zniesmacza, że pokazana w artykule muzealna wyrzutnia Föhn ze Sztokholmu jest właśnie wyrzutnią morską, różniącą się szeregiem rozwiązań od wersji lądowej zaprezentowanej na archiwalnych zdjęciach (co zapewne łacno dostrzeże na ilustracjach uważny czytelnik - a co zarazem wyjaśnia wspomnianą kwestię użycia pięciopociskowych ładowników, które raz są, a raz ich nie ma), a Kriegsmarine zaczęła nawet chyba używać Föhnów wcześniej niż Heer czy Luftwaffe.

Całościowa ocena artykułu musi być, niestety, bezlitosna. Poza doskonałymi zdjęciami, jest on fatalnie napisany i jeszcze gorzej przetłumaczony – obie te czynności sprawiają wrażenie dokonanych dosłownie na kolanie. Tekst jest miejscami tak słaby językowo i merytorycznie, że trudno nawet dojść, czy to wina autora, czy kiepskiego tłumacza. W zasadzie bez większego cienia wątpliwości uznać można, że całościowo jest to jeden z najgorszych, o ile nie najgorszy artykuł na temat niemieckiej broni rakietowej, jaki ukazał się w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat – a publikowano w tym okresie naprawdę najprzeróżniejsze kwiatki. Tutaj, niestety, niefrasobliwe podejścia autora, choćby nie wiem jak renomowanego, wraz z pogarszającym jeszcze wszystko tłumaczeniem, dały efekt bardzo nieszczególny.

Czytelnik bliżej zainteresowany tematem Föhna sięgnąć zaś mógłby do - opisującej m. in. tę broń - pierwszej części poświęconego niemieckim niekierowanym rakietom przeciwlotniczym artykułu "Rakietowa desperacja" opublikowanego w Nowej Technice Wojskowej Numer Specjalny 3/2017. Idealnie tez nie jest, ale jednak znacznie bardziej obszernie niż w przypadku szybkiej fuchy pana Heidlera.